Miasto króla Stanisława
Przypadkowo natknęłam się na reklamę hotelu i restauracji pod nazwą Forsakar Gården. Hasło wydrukowane grubymi czcionkami wywarło na mnie ogromne wrażenie: Powitaj wiosnę w Alpach Skanii! Odnalazłam na mapie położenie tej miejscowości i ze zdziwieniem stwierdziłam że znajduje się ona blisko miasta Kristianstad i trasy, którą wielokrotnie przejeżdżam w drodze do Karlskrony, do portu gdzie zawijają polskie promy z Gdyni. Gdyby to były góry zbliżone ogromem do prawdziwych Alp, musiałabym je zauważyć, przejeżdżając obok. A więc licentia reklamica?
Rzecz powszechnie znana, iż każda reklama kryje w sobie dużo kłamstwa, ale i trochę prawdy. Moje zaciekawienie spotęgował niewyraźny rysuneczek wid- niejący przy napisie. Z prostopadle umieszczonych falistych linii udało mi się zauważyć podobieństwo do opadającej wody. Wodospad, który powinien przypominać wodospady alpejskie? W języku szwedzkim słowo „fors” ( jak podaje Jacek Kubitsky w słowniku szwedzko-polskim) ma wiele określeń związanych z bystrą wodą i między innymi opadającą w postaci wodospadu. Postanowiłam wybrać się do wschodniej części Skanii, w okolice Kristianstad i Degeberga gdzie znajduje się Forsakar. Przygotowując się do wyprawy nawiązałam kontakt z pisarzem Bo Svensonem zamieszkałym w Degeberga. W rozmowie telefonicznej z panem Bo starałam się uzyskać trochę wiadomości związanych z wodospadem i z alpejskim charakterem wzniesień otaczających Degeberga. Okazało się, że mój rozmówca bada zwyczaje ludowe tamtejszych okolic i wydaje książki opisujące te zwyczaje. Parę dni po naszej rozmowie telefonicznej otrzymałam od Svensona przesyłkę pocztową z wykazem jego książek. Na kopercie widniał stempel: Bokförlaget för Folkiv & Historia (adres) i… – po lewej stronie – znak zbliżony wyglądem do swastyki, ujęty w klamrę dwóch słów ”ultima thule”. Choć znaczenie tych słów łączy się z legendarną wyspą, która miała być końcem świata, a germańskie pochodzenie słowa ”thul” występuje do dziś w skandynawskim nazewnictwie geograficznym jako ”kraj wysoki”, choć wszystko da się tak niewinnie wytłumaczyć, to stempel na kopercie wywołał jakieś niemiłe uczucie. O ile dobrze pamiętam w Szwecji znajduje się faszystowska i bardzo prowokacyjna grupa rockowa o nazwie ”Ultima thule”. Postanowiłam nie przejmować się ewentualnymi powiązaniami grupy z autorem, gdyż przeglądając tytuły książek wydanych przez Bo Svensona, doszłam do wniosku, iż twórczość każdego patrioty, zamiłowanego etnografa, opisującego dzieje i tradycje swojego ludu, może stać się pożywką dla nacjonalistycznie fanatycznych grup.
Z chwilą gdy znalazłam się w Degeberga potwierdziły się moje przypuszczenia, że miłość do tego miejsca jest motorem patriotycznej ekspresji Bo Svensona, i nic innego. Rzeczywiście, miejsce jest tak piękne, że raz tam będąc zawsze się będzie chciało powrócić. Już wiem dlaczego reklama użyła nazwy ”Alpy Skanii” – miasteczko znajduje się na wschodniej części masywu góry Linderödåsen. Choć najwyższa część góry ma tylko 195 m wysokości nad poziomem morza, to położenie Degeberga, ze swoim otoczeniem spiczastych pagórków i wodospadem Forsakar, wyczarowuje nastrój iście alpejski. Myślę, że szczególnie w tym dniu, gdy padał deszcz i kurtyna chmur co rusz odsłaniała inne fragmenty otaczającej panoramy. Pomimo niezaprzeczalnych uroków deszczu, chłód i wilgoć zniechęciły mnie i moją przyjaciółkę Märtę do spaceru pod wodospad. Tym bardziej, iż nie było się gdzie posilić i ogrzać, bo reklamowany w gazecie hotel i restauracja był zamknięty…! Ale zdążyłyśmy zaobserwować, iż przy potoku płynącym od wodospadu znajduje się duży basen pływacki, że przebiegają tam teraz prace konserwacyjne, że przy hotelu znajdują się domki kampinkowe (ku uwadze zainteresowanych), że rozklejona deszczem ścieżka prowadzi do wodospadu przez głębię ciemnego lasu porastającego cały jar („Mörka vad och Forsakar” av Bo Svenson). Z pewnością wrócimy jeszcze do tego miejsca, gdy pogoda się poprawi i będzie cieplej. Miałyśmy też drugi cel wyznaczony na dzień tej wycieczki.
Dzięki mojej towarzyszce, która zbiera wszystkie możliwe historyczne dane, dowiedziałam się, że na starym mieście w Kristianstad jest dom, w którym mieszkał polski król. Szybko przebyłyśmy trasę około 30 kilometrów, zaparkowałyśmy samochód przy parku Tivoli, blisko teatru i wyruszyłyśmy w stronę Lilla Torget i ulicy Västra Storgatan. Stare domy, dobrze utrzymane i odrestaurowane posiadają tabliczki informujące o dacie powstania domu, o ówczesnym właścicielu do- mu, często posiadają nazwę związaną z historią. Pod numerem 39 znajduje się dom o nazwie Kungshuset, wybudowany w 1707 roku przez dyrektora fabryki ałunu w Andrarum – Abrahama Wijnantz. Ten dom, w latach 1711-1714 był rezydencją ówczesnego króla polskiego Stanisława Leszczyńskiego i jego rodziny. Oprócz uznania dla pamięci o pobycie, w tym miejscu króla polskiego, odczułam irytację, gdyż znów spotkałam się z tak częstym w Szwecji przekręcaniem polskich nazwisk. Na tabliczce pamiątkowej widnieje nazwisko Stanislaus (OK, to można uznać – łacina) Leczynski; „sz” zginęło, choć nie ma wątpliwości, że chodzi o Stanisława Leszczyńskiego. Król ten, bardzo krótko i do tego z przerwami, panował w Polsce. Bujna jest historia jego życia, a zdobycie polskiej korony zawdzięczał w ogromnej mierze Szwedom i szwedzkiemu królowi Karolowi XII. Według historycznych danych łączyła go z Karolem nić wielkiej sympatii. Nic dziwnego, że nie czuł się pewnie na polskim tronie. W tamtych czasach władcy stanowili osobną, samą dla siebie, po- wiązaną wzajemnymi interesami, grupę różnych europejskich rodów. Mało który przejmował się losami państwa czy swoich podwładnych. Zresztą były to czasy ogromnych zawirowań i walk o władzę takich gigantów jak car Piotr I w Rosji, jak Karol XII w Szwecji, mniejszy gigant saski August II. Stanisław Leszczyński, po wielu perypetiach, ucieczkach, tułaniu się nie tylko po Polsce i Szwecji, po staraniach powrotu na polski tron, o- siadł na stałe w Lotaryngii, którą to otrzymał na własność od swego zięcia króla Francji Ludwika XV.
W rezydencji Luneville założył pierwszy ogród botaniczny, pierwszą bibliotekę publiczną, szkołę rycerską, kolegium lekarskie, Akademię Nauk i teatr automatów poruszany wodą. Ufundował piękny kościół Notre Dame de Bon Secours. Tam też, on i jego żona Katarzyna, zostali pochowani, choć Leszczyńskiemu nie przyszło w tym kościele spoczywać na wieki. Nieudany polski król za- służył na uznanie Francuzów… i częściowo moje, gdyż odkryłam w nim współczesnego Europejczyka/Polaka, który dopiero na emigracji miał możność wykazać swoje talenty i uczynić z nich pożytek. Na rynku w Nancy stoi pomnik króla Stasia, który odwiedzają studenci podczas uroczystych dni. Powracając jeszcze do okresu pobytu rodziny Leszczyńskich w Kristianstad. Przewodnik po tym mieście opisuje zdarzenie, gdy córka Leszczyńskich, Maria, będąc już królową Francji, witała posłańców ze Szwecji po szwedzku, czystym dialektem z Kristianstad. Książka Edwarda Rudzkiego Polskie Królowe, podaje wiele innych dowodów na zażyłe kontakty Leszczyńskich z Karolem XII i z jego siostrą. Cieszę się, że poznałam następny zakątek pięknej Skanii i że udało się poznać nieznane mi dotychczas polonica.
Teresa Järnström Kurowska
Z książki ”Moje spotkanie ze Skanią”
