Przyjechali kowboje, każdy pali swoje

0
royharryman-cowboy-4564745

Komunizm. Mój do 36 roku życia niechciany dom. Komunizm, przestrzeń bez wolności, gdzie na każdym rogu czyhały pułapki kłamstwa i przemocy.

To nie był tylko zorganizowany terror. Z czystym terrorem walka jest prosta. Było gorzej i groźniej, był to bowiem przeciwnik, przed którym nie sposób się bronić, a imię jego głupota. Polscy komuniści tamtych odległych lat byli „ludźmi jednej książki”, powtarzający bezmyślnie wykute na pamięć frazesy. Mam na myśli okres najwcześniejszy i najważniejszy jednocześnie, bo początkowe wykuwanie w ciele społeczeństwa swoich mojżeszowych tablic.

Byłem wówczas za młody by zrozumieć, ale zapamiętać już mogłem. Miałem rodziców, Mamę żołnierza powstania, Ojca porucznika u generała Andersa, miałem starszych krewnych warszawskich powstańców. Słuchałem, co mówili, zapamiętywałem.

Z komunistami tamtej daty nie sposób było podjąć jakiejkolwiek dyskusji. Samozagonieni do rogu gotowi byli strzelać w łeb każdemu, byle nie ustąpić przed inną niż ich argumentacją. Było to budzące przestrach wściekłe zadufanie fanatycznych wyznawców.

Trudno dziś zdać sobie sprawę z niebezpieczeństwa, jakim był parobek z pistoletem w garści, który wiedział, że ma „słuszną rację” i władzę. Wierzyli święcie w Ideę, z której Praktyka zaczynała już się z cicha wyśmiewać. Niestety z fanatykami, którzy równocześnie są głupcami, jest zawsze po zawodach. Osławiony „marksizm”, piękną akademicko dyskutowaną na europejskich uniwersytetach ideę, zmieniono w brutalną teraźniejszość „twardogłowych”.

Komunizm, poza terrorem i przaśną głupotą, był wiarą wyznawców. Młodzi, najczęściej wiejscy i małomiasteczkowi „kowboje”, byli gotowi wypełnić każde polecenie partyjnych aparatczyków. Pamiętam dobrze te czerwone krawaty i gorejące niczym oczy.

Komunizm był erzacem wiary, pułapką na ludzi z natury religijnych, dla wyznawców, którzy utracili wiarę w Boga. Oni nieświadomie tęsknili do jakiegoś dobrego opiekuńczego Boga i w swoim głębokim przekonaniu dostali go, w postaci nowego katechizmu, marksizmu.

Urządzono im udane „pranie mózgów”, tylko że to funkcjonowało do pewnych granic. Cel, ogólny dobrobyt, był coraz bardziej odległy, aż stał się czystą iluzją. Cel już nie mógł „uświęcać środków”, gdyż działo się odwrotnie, wszyscy widzieli że środki stały się jedynym wartym starania „złotym cielcem”.

Ogląd ustroju (każdego), aby był sprawiedliwy, trzeba obserwować z perspektywy ludzkiej krzywdy. Jeśli ludzki los naznaczony jest kłamstwem, strachem i zniewoleniem, taki system musi upaść, to tylko kwestia czasu.

Łatwo się dziś nad komunizmem akademicko wywnętrzać, jako nad odległą epoką niepokoju i niesprawiedliwości, tak argumentują obrońcy systemu. Przecież otrzymaliśmy powszechne szkolnictwo, pracę… itd. itp. Słowem check and balans.

Tak nie wolno. Komunizm był okrutnym złem i tak należy pamiętać tamte czasy. Mówi się: głupców nie sieją, sami się rodzą. Mówi się: ubóstwo szlachectwa nie traci. Szlachetne słowa. Słowa.

Andrzej Szmilichowski

Lämna ett svar

Din e-postadress kommer inte publiceras. Obligatoriska fält är märkta *

Created with Visual Composer