Odrodzenie floty. Walka o cła (5)

0
puckbild

Król Władysław IV przede wszystkim starał się umocnić brzegi morskie i w tym celu do prowadzenia robót fortyfikacyjnych powołany został Eljasz Arciszewski. Za najdogodniejszą podstawę działań dla  floty uznana została zatoka Pucka, osłonięta przez półwysep Hel od pełnego morza. Eljasz Arciszewski przy pomocy inżyniera Jana Plaitnera ufortyfikował sam Puck i na półwyspie Hel wzniósł dwie twierdze dla jego ochrony: Władysławów w okolicach Wielkiej Wsi i Kazimierzów, w okolicy Kussfeldu.

Twierdze te zaopatrzone zostały w dostateczna ilość amunicji i dział, a utrzymanie ich pokrywać miały dochody ze starostwa puckiego. Równocześnie z tymi, na szereg lat obliczonymi pracami, Władysław, licząc się z możliwością nowej wojny, polecił baronowi Gujlemstjern zebranie resztek floty dawnej i doraźne stworzenie grupy okrętów strażniczych, które mogłyby podjąć się obrony brzegów. Król Władysław w roku 1634 udaje się osobiście do Prus, bada stan twierdz i budowy floty.

Na wieść o tych przygotowaniach i Szwedzi zaczęli umacniać Piławę i gromadzić wojska. Ponowny wybuch wojny zdawał się nieunikniony, ale Francja, Anglia i Holandia zainteresowane w sprawie pokoju na Morzu Bałtyckim, ze względu na handel, wysłały do Gdańska swoich posłów celem doprowadzenia do zawarcia stałego pokoju między Polska i Szwecją.

Dzięki ich zabiegom rozpoczęły się rokowania w Sztumdorfie. Naprężony nastrój wyraził się jednak w szeregu wzajemnych wystąpień. Jeszcze przed zawarciem zawieszenia broni, przy układach, Szwedzi uprowadzili z portu gdańskiego okręt polski „Czarny Orzeł”. Odpowiedzią na to były napady na Szwedów i w ten sposób toczyła się wojna ukryta pod maską zawieszenia broni. Hetman Koniecpolski przedstawił wówczas królowi projekt sprowadzenia na Morze Bałtyckie kilku tysięcy kozaków zaporoskich, dla owej wojny o charakterze podjazdowym. Byli oni od dawna obeznani z morzem, urządzali bowiem wyprawy na pograniczne miasta tureckie nad Morzem Czarnym, przyczym posługiwali się małymi zwinnymi okrętami, które nazywali „czajkami”. Były to wysmukłe, długie łodzie poruszane wiosłami, uzbrojone 4-6 armatami z załogą do 70 ludzi. Te małe zwinne statki szerzyły postrach na Morzu Czarnym, gdyż Kozacy umieli świetnie kierować nimi i byli bardzo odważnymi i zręcznymi żeglarzami.

Król projekt przyjął i 2000 kozaków, pod dowództwem pułkownika Wołka przybyło do ujść Niemna, gdzie przygotowano im łodzie. Pojawienie się tych ruchliwych oddziałów morskich, rzucających się na potężne okręty, nie bacząc na burze morskie i działa Szwedów, wpłynęło niewątpliwie na ustępliwość tych ostatnich przy rokowaniach sztumdorfskich. 12 września 1635 r. zawarto ze Szwecją ponowny rozejm na lat 26. Wszystkie miasta pruskie zostały zwrócone Polsce. Obie strony zobowiązały się nie przedsiębrać przeciw sobie kroków zbrojnych: okręt polski, zajęty przez Szwedów, został zwrócony.

Po usunięciu w ten sposób palącej sprawy wojny szwedzkiej, Władysław tym gorliwiej zajął się dalszą praca nad tworzeniem floty polskiej. Po zawarciu rozejmu król objeżdżał odzyskane porty i wydał zarządzenia związane z budową floty, polecił staroście puckiemu, ażeby dostarczał drzewa z lasów do budowy okrętów oraz ażeby zaopatrywał magazyny prowiantowe w niezbędną dla załogi żywność. Z kozaków obeznanych z żegluga, polecił wybrać 1000 ludzi, z których miały powstać kadry marynarki polskiej.

Dzięki tym staraniom zbudowano wkrótce 12 okrętów wystarczających do bronienia zatoki puckiej i Gdańska. Nadzór nad flotą król powierzył komisji morskiej, czyli admiralicji pod kierownictwem Gerarda Denhoffa i barona Gujlemstjerna, odwiedził również Gdańsk, gdzie pozyskał sympatię mieszczan ustanowieniem admiralicji i tolerancją w sprawach religijnych. W roku 1637 szła dalsza praca nad obwarowaniem Pucka. Przybyły świeżo z Holandii sławny inżynier Krzysztof Arciszewski ukończył fortyfikacje, zbudował port na 12 okrętów wojennych oraz główny arsenał dla floty.

Jednocześnie roił król szerokie plany połączenia Morza Bałtyckiego z Czarnym, oczyszczenia Dniepru z porohów, przeniesienia części kozaków na stałe na północne granice Polski oraz projekty dalszej rozbudowy floty. Dla zapewnienia tej pracy finansowych podstaw, wniósł on od tronu na Sejmie 1637 roku projekt ustanowienia ceł morskich, czyli pobierania stałej opłaty od kupców obcych przybywających do portów polskich. Cło takie pobierali Szwedzi w czasie swej przewagi na brzegach Polski. Za ich przykładem Władysław IV pragnął je nadal utrzymać. Projekt został przyjęty. Ustanowiono komisję celną, złożoną z wojewody Ossolińskiego, Rybińskiego, opata klasztoru w Oliwie oraz Denhoffa. Określiła ona wysokość cła na 3,5 % od wartości ładunku i mianowała braci Spiryngów: Izaaka i Arndta poborcami generalnymi. Cło miało być pobierane: w Gdańsku. Elblągu, Piławie, Królewcu, Memlu, Libawie i Windawie. Strażnicze okręty polskie pilnowały ścisłego wykonania zarządzeń celnych.

Prawo o cłach wywołało wielkie wzburzenie wśród wszystkich tych, którzy uważali się za poszkodowanych. Przede wszystkim chciał się temu oprzeć książę pruski, jednakże król nie ustąpił i postanowił siła zgnieść opór lennika. Arndt Spiryng z okrętami polskimi stanął przed Piławą, mimo ognia z fortów zatrzymywał statki kupieckie i cło pobierał.

Również i w Gdańsku panowało wielkie niezadowolenie z nowego prawa. Magistrat bronił się przed nim z początku na drodze legalnej, udowadniając przywilejami, że port gdański został jeszcze w XV w. Zwolniony od wszelkich opłat celnych. Król Władysław nie dał się jednak przekonać tymi argumentami i wówczas magistrat przeszedł do otwartej walki, utrudniając pobieranie ceł oraz podżegając pospólstwo do buntu. Król z całą surowością wystąpił przeciw miastu, grożąc skierowaniem handlu do innych portów, np. Elbląga i pozwał winnych przed sąd sejmowy. Sejm 1637 roku poparł króla, a Gdańszczan potępił.

Sprawa ceł poruszyła również państwa zachodnie: Holandię, Anglię, a zwłaszcza Danię, której flota w grudniu 1637 roku napadła na okręty Spiryngów, stojące przed Gdańskiem, dwa z nich uprowadziła do Kopenhagi, resztę zaś rozproszyła. Energiczna i zręczna akcja dyplomatyczna króla Władysława potrafiła jednak zmusić Danię do zwrotu zagrabionych okrętów w kwietniu 1638 roku.

Gdańszczanie mimo wszystko nie poddali się uchwałom Sejmu i, przeciągając układy, proponowali królowi zrzeczenie się cła, za wypłacenie ryczałtem pewnej sumy. Sprawa ceł przeciągana układami i oporem Gdańska wyrządzała szkody handlowi i wskutek tego powoli traciła sympatię w Polsce. Podczas bowiem rządów Władysława IV dzięki pokojowi zewnętrznemu produkcja zboża rozwinęła się znacznie i eksport za granicę osiągnął w roku 1648 maximum wywozu zboża. Szlachcie zależało na wytworzeniu możliwie najdogodniejszych warunków dla handlu. Spór o cła i wzajemne utrudnianie w handlu wywołane przezeń wzbudziły wśród szlachty niechęć i nieufność do projektu.

St.N.

cdn

Foto: Puck

Lämna ett svar

Din e-postadress kommer inte publiceras. Obligatoriska fält är märkta *

Created with Visual Composer