Odrodzenie Floty. Wojny ze Szwedami (4)
Król Zygmunt zażądał od miasta Gdańska, ażeby wystawiło jeden okręt wojenny, lub uzbroiło dwa okręty królewskie. Gdańszczanie bojąc się dalszych prześladowań swego handlu, odmówili wystawienia na własny koszt okrętów, tłumacząc się brakiem środków pieniężnych, pozwolili jedynie na uzbrajanie statków przez mieszczan i Swobodę kaperstwa na Wiśle lecz nie na morzu.
Król Zygmunt nie zrażał się tym uporem i dalej pracował nad budowa floty. Szerokie plany roztaczał przed królem poseł hiszpański baron ďAuchy, który podawał projekt, aby Król zbudował flotę z 30 okrętów i posłał ją cesarzowi niemieckiemu do Rostoku dla podjęcia wspólnymi siłami akcji przeciw Szwecji. Król opierał się długo tym projektom, powstrzymywany przez swych zaufanych doradców, wreszcie ustąpił i na wiosnę 1628 r. flota polska miała wyruszył.
Wobec tego usilniej budowano statki w Gdańsku. W lecie 1627 r. stało tam już 9 okrętów wojennych polskich pod dowództwem admirała Arenda Dickmanna. Flota ta jednak musiała być bezczynną, ponieważ przed Gdańskiem strażowała nieustannie eskadra szwedzka z 12 okrętów dużych i 4 małych, dowodzona przez admirała Niklasa Stiernskölda. Kordon ów uniemożliwiał wszelką komunikację ze światem, a statki, usiłujące przedostać się z morza do Gdańska lub odwrotnie, wpadały w ręce wroga. Nierówność sił nie pozwalała na próbę rozerwania blokady, gdyż świeżo zbudowana flota mogłaby wówczas być narażona na klęskę i zniszczenie.
Należało czekać na szczęśliwą okazję, która nadarzyła się w listopadzie, gdy 4 okręty szwedzkie odpłynęły do Helu. Wówczas admirał Diekmann na czele 7 okrętów polskich wypłynął w nocy z 27 na 28 listopada z portu i zaatakował najbliżej stojące statki szwedzkie. Rozpoczęła się walka, w której okręty polskie wspierane były ogniem dział z fortów Latarni. Szwedzki okręt admiralski Stiernskölda został zdobyty, a drugi wysadził w powietrze jego dowódca. Okręty polskie puściły się w pogoń za cofająca się flotą szwedzką, jeszcze jeden okręt zatopiono, trzy inne poważnie uszkodzono. Jednakże niepomyślne warunki atmosferyczne przeszkodziły w dalszym pościgu i przetrzebiona flota szwedzka schroniła się do Piławy.
Szwedzi ponieśli również znaczne straty w ludziach, między innymi zginął admirał Stiernsköld. Największe to zwycięstwo polskie na morzu okupili i Polacy dotkliwą stratą: zginął admirał floty polskiej mężny Brend Diekmann i kapitanowie Brndt i Storch. Polacy w tryumfie wprowadzili do porty zdobyty okręt admiralski, oraz jeńców i armaty.
Świetne to zwycięstwo morskie miało ogromne znaczenie. Była to próba sił Polski w otwartej walce morskiej. Okazało się, że młoda flota polska może dorównać w sprawności szwedzkiej i pokonać nawet liczniejszego wroga, który uchodził za niezwyciężonego na morzu. Zwycięstwo to podniosło ducha wśród marynarzy polskich i natchnęło ich wiarą we własne siły, obudziło również nadzieje na lepszą przyszłość wśród polskich wojsk lądowych, nadto wzmogło „prestige” Polski na arenie międzynarodowej.
Nie tylko jednak moralne korzyści przyniósł dzień 28 listopada — i czysto materialne rezultaty zwycięstwa nie dały długo czekać na siebie. Eskadra szwedzka blokująca Gdańsk została rozproszona i szukała schronienia w Piławie, komunikacja morska z całym światem była obecnie otwarta. Od razu rozpoczął się żywy ruch okrętów w porcie gdańskim i mimo pory zimowej był znaczny. Okręty polskie, których liczba wzrosła do 10 ’ochraniały swobodę żeglugi. Nastrój w Gdańsku w stosunku do polskiej floty , która umożliwiła prowadzenie handlu, uległ również korzystnej zmianie. Utrzymanie tych skutków tryumfu przez czas dłuższy mogło skłonić Gdańsk do czynnego poparcia sprawy tworzenia floty polskiej.
W ciągu całej zimy Szwedzi nie przedsiębrali poważniejszych kroków, w celu naprawienia swej klęski. Dopiero na wiosnę 1628 roku Gustaw Adolf wystąpił ponownie do walki. Za podstawę operacyjną wziął, jak i przedtem, Prusy książęce i port Piławę. Celem zaś jego wyprawy miało być przede wszystkim zdobycie Gdańska i zniszczenie floty polskiej floty. W kwietniu 1628 przybył na wody pruskie wytrawny admirał Karol Carlsson Gyllenhjolm z 15 okrętami, w maju nadpłynął sam król na czele dalszych 13. Na wieść o takiej przewadze nieprzyjaciela flota polska schroniła się do portu gdańskiego.
W początkach lipca Gustaw Adolf zgromadziwszy również armię lądową zaatakował Gdańsk. Dnia 6 tegoż miesiąca uderzył na twierdzę Latarnię i podstępem przeprowadził na Wisłę między miastem a Latarnią dwie łodzie uzbrojone działami. Pod gradem pocisków polski okręt „Tygrys” wyleciał w powietrze, „Św. Jerzy” osiadł na mieliźnie i spłonął, a „Król Dawid” poniósł ciężkie uszkodzenia. Reszta floty królewskiej wypłynęła na pełne morze, a Gustaw Adolf dokonawszy zamierzonego dzieła powrócił do Piławy. Król Zygmunt kazał czym prędzej naprawiać uszkodzone statki i uzupełniać zdziesiątkowaną załogę.
Dnia 11 września szczęśliwy wypadek zapewnił Polakom nowe powodzenie na morzu będące choć częściowym odwetem za straty. Admiralski okręt szwedzki płynący ze Stralsundu z ładunkiem amunicji i pieniędzy osiadł na mieliźnie między Jastarnią a Helem. Komendant Pucka Lanckoroński postanowił go zdobyć. W tym celu wsadził załogę na łodzie, i usypał na lądzie szańce i rozpoczął formalne oblężenie. Niespodziewanie 9 okrętów szwedzkich ukazało się od strony morza, jednakże niespokojne fale nie pozwoliły im podpłynąć bliżej. Po kilku dniach okręt z całą załoga i zapasami kapitulował.
Król Zygmunt zachęcony tym powodzeniem i podniecany ciągle przez barona d’Auchy obietnicami pomocy hiszpańskiej i cesarskiej w wyprawie na Szwecję pragnął dalszej wojny. Szwedzi tymczasem okazali gotowość do rokowań o pokój i za pośrednictwem Holandii i księcia pruskiego rozpoczęto pertraktacje w Prabutach w styczniu 1628 roku. Układy te jednak wskutek opozycji króla polskiego spełzły na niczym i późną jesienią 1628 roku Zygmunt ustępując naleganiom posła hiszpańskiego wysłał flotę, złożoną z 7 okrętów na pomoc cesarzowi Ferdynandowi.
Były to najlepsze okręty polskie. Uzbrojenie ich składało się ze 120 dział, zaopatrzone były obficie w amunicję i posiadały liczną załogę. Flota owa miała połączyć się z okrętami cesarskimi pod wodza hr. Mausfelda, stojącymi u brzegów Zachodniego Pomorza. Obawa przed połączeniem się sił państw katolickich skłoniła dowódców flot szwedzkiej i duńskiej do zgodnego i energicznego działania. Koło Wismaru flota polska została zaatakowana przez przeważające siły szwedzko-duńskie i po zaciętej walce poniosła klęskę, nie otrzymawszy pomocy od hr. Mansfelda. Po raz drugi już, podobnie jak za Zygmunta Augusta, budowana z wielkim trudem przez szereg lat flota wojenna polska uległa doszczętnemu zniszczeniu. Bitwa pod Wismarem pozbawiwszy Polskę całej floty, uczyniła ja zupełnie bezbronną na morzu.
Odbiło się to przede wszystkim na ruchu handlowym na Bałtyku. Duńczycy nie mając powodu do obaw bezkarnie chwytali okręty gdańskie, wymuszali cła, lub konfiskowali cały ładunek. Komisja morska w Gdańsku uzbroiła wkrótce trzy nowe okręty o 150 działach, jednakże siły te były już zbyt słabe nawet dla obrony wybrzeży. Prace Komisji utrudniało wrogie stanowisko władz gdańskich, które straciwszy zaufanie do opieki polskiej, po raz pierwszy podczas wojny ze Szwecją za Zygmunta III wyraźnie zachwiały się w swej lojalności. Polska nie mogła prowadzić dalszej wojny ze Szwecją i zmuszona została do zawarcia w 1629 roku sześcioletniego rozejmu w Altmarku oddającego Szwecji szereg punktów w Prusach Książęcych i Królewskich. Uzupełniający traktat z 18 lutego 1630 roku zabraniał Polsce na czas rozejmu budowania lub trzymania w porcie gdańskim floty wojennej. Zastrzegał, że Gdańsk nie wpuści do swego portu, ani nie wypuści z niego żadnych okrętów wojennych, wreszcie przyznawał Szwecji prawo pobierania ceł morskich u brzegów Polski. Wałka o Bałtyk dała na razie przewagę Szwecji. Zawdzięczała ją Szwecja potędze swej floty, a słabości Polski na morzu.
Król Zygmunt III, świadom tej roli floty w walce o Bałtyk, czynił wysiłki, ażeby ją stworzyć. Naród jednak nie poparł go dostatecznie i nie zrozumiał ważności sprawy. Mimo ostatecznej klęski dzieje walk morskich za Zygmunta III zanotowały szereg tryumfów, które przeczyły twierdzeniu, że Polak nie umie bić się na morzu i zapisały najchlubniejszą kartę w historii polskiej marynarki wojennej.
Spadkobiercą idei morskiej potęgi był najstarszy syn Zygmunta III i następca jego na tronie polskim Władysław IV, który od samego początku swych rządów gorliwie zajął się jej realizacją. Był on władcą, który niewątpliwie najgłębiej ze wszystkich ujął sprawę potęgi morskiej Polski i opracował najbardziej przemyślany i konsekwentny plan jej tworzenia, w którym objął całokształt wiążących się z nią kwestii. Celem jego było stworzenie nie floty królewskiej, budowanej w ograniczonych rozmiarach za niewielkie sumy z prywatnej szkatuły władcy, lecz wielkiej i silnej floty państwowej polskiej, której istnienie miało się opierać na mocnych podstawach finansowych, w postaci stałych i pewnych dochodów przeznaczanych wyłącznie na jej utrzymanie.
Rozumiał również, że istnienie takiej floty ściśle uzależnione jest od uregulowania sprawy wybrzeży morskich Polski, od stworzenia szeregu portów i twierdz nadmorskich. Tam flota mogłaby znaleźć osłonę przed wrogiem, podstawę operacyjną dla akcji zaczepnej, oraz miejsce zaopatrzenia w potrzebne środki wojenne, wreszcie niezbędnym było w interesie Polski określenie stosunku do Gdańska, oraz spraw lenn polskich: Prus Książęcych i Kurlandii. Król zamierzał też wziąć się do dzieła nie dorywczo, dla zaradzenia doraźnej potrzebie, lecz budował spokojnie, planowo, od fundamentu wykończony już w myśli gmach, który miał zapewnić krajowi potęgę i chwałę. Plany te, zakrojone na szeroką skale, wymagały długoletnich wysiłków i poparcia, oraz zrozumienia całego narodu.
St.N.
cdn
