mabelamber-sign-928102

Polacy byli długie okresy i dziś po części ciągle są narodem godnym współczucia, żeby nie powiedzieć mocniej, a wszystko za przyczyną martyrologii, którą okazjonalnie podstawiamy pod nos każdemu, chce czy nie chce.

Reakcją na nasze biadolenie jest najczęściej parę obłudnych słów ubolewania i tyle tego. Martyrologia szkodzi i budzi zażenowanie, kogo interesuje użalanie się nieszczęśników, nikt nie lubi jęków! Nie trzeba udowadniać, że bijący jest ciekawszym obiektem niż bity, kogo interesuje, co myśli bity? Martyrologia powinna być odpowiednim aktem prawnym zakazana. Kogo to obchodzi?

Poczucie wstydu, że nas bito, próbujemy mało udolnie, bo się tego skutecznie nie da przykryć bezsilnością, przedstawiać jako szlachetną zasługę ofiary. To ma wątpliwą wartość nawet dla nas samych.

Dziś jesteśmy traktowani inaczej i znacznie lepiej, chwalą nas za osiągnięcie w zakresie gospodarki, chwalą za ekonomię, za piękne drogi, czyste miasta i ulice. Niestety ważna reszta, aspekt polityczny, partie i ich działalność, to czysta klęska.

W skali narodu nie da się zrobić nic z dnia a dzień, ale w trzydzieści z górą lat można było dużo, a jest niestety coraz gorzej. Działacze partyjni to czysta tragedia. Politycy skłóconych stron, w oczach i z dnia na dzień, coraz bardziej chamieją. Przypominają trochę niewolników wyzwoleńców, zachłyśniętych nieoczekiwaną i niezrozumiałą wolnością.

W skali makro i porównując z krajami Europy Zachodniej wypadamy coraz lepiej, weszliśmy niedawno do dwudziestki najbogatszych krajów świata! Co z tego, gdy blamujemy się w sferze politycznej, przykładowo wybierając na najwyższe stanowisko w kraju, człowieka o mentalności rodem z półświatka.

***

Jestem pomimo pozorów człowiekiem nieśmiałym. Moja nieśmiałość powstała w mrokach dzieciństwa. Jestem jedynakiem, a jedynak nieśmiały jest z urodzenia, gdyż nie miał ringu z rywalami, gdzie mógłby walczyć i wygrywać. Jestem nieśmiały, bo próbowałem znaczyć coś wśród dorosłych i przegrywałem.

W relacji ateista versus wierzący, ateista jest na pozycji z góry przegranej. Bowiem ateista musi wszystko udowadniać, co i raz wpadając w pułapki braku kompetencji w sprawach, których broni, kiedy przed wierzącym ściele się piękna, aksamitna i kryształowo czysta droga: – Ja wierzę. Amen.

Zaraz zaczyna się lato i słonko będzie mocno przypiekać błędnie sądząc, że  pomaga mi w zmaganiach z moim lenistwem, zmęczeniem i wiekiem.

Andrzej Szmilichowski

Lämna ett svar

Din e-postadress kommer inte publiceras. Obligatoriska fält är märkta *

Created with Visual Composer