Nisze
Przerażenie poziomem polskich polityków tylko rośnie. Szukam nieustannie odpowiedniej dla siebie niszy. Podobno każdy szuka. U mnie oznacza, że interesuje mnie nisza tego każdego, chociaż wiem, że one równie gorączkowe i pełne błędów jak moja. Mamy nisze wypełnione kłopotami, a niekoniecznie mocne.
Jednym z moich największych i nieustannie popełnianych błędów, jest łatwe przyjmowanie czyjejś niszy w charakterze opoki. To głupie trochę, podejmować wysiłek, żeby się dostosować do cudzej niszy? Ale jeszcze gorzej pętać się (moje doświadczenia), na pograniczach znaczeń i zmagać z wiarą czy niewiarą.
Wiem, co mówię, niezły kawałek życia zszedł mi na tym. Szczególnie, że wokół aż pieni się od zawodowych pastuchów pałających chęcią prowadzania mnie w charakterze owieczki. Tak ich gęsto, że z ochotą zahaczyłbym się o jakąś czarna mszę, lub coś podobnego.
Wiem to, nieudolnie piszę, chaotyczne, niedokończone myśli porzucam. Być może koniecznej inteligencji za mało, albo niezbyt mnie to interesuje? Wolę to drugie. Równe prawa dla wszystkich! Szlachetne hasło, tylko skąd wziąć taką ilość przyzwoitych praw, żeby starczyło dla każdego przyzwoitego?
Siedzę nad moimi zeszytami, jak Cyganka nad kartami. Karty same z siebie to kartoniki tylko, nic więcej. Ale cyganka potrzebuje fantu, przedmiotu, czegoś żeby się skupić. Musi mieć coś do koncentracji, wiem to po sobie. To w każdym razie nie wyklucza, że karty mogą nieść jakąś tajemnicę.
Podobno Niels Bohr, jeszcze przed wybuchem II WŚ, gościł u siebie na wsi Wernera Heisenberga. Nad wejściem do dworku wisiała podkowa i Niemiec zapytał Bohra zdumiony: „Niels, co ty tu masz?”. „Ach, okoliczni chłopi mówią, że to przynosi szczęście”, odrzekł Bohr z uśmiechem. Heisenberg pokiwał głowę: „Ty, wielki racjonalny umysł, noblista, wierzysz w takie brednie?”. „Ale skąd! – zaprzeczył żywo Bohr. Absolutnie nie wierzę! Ale wiesz, ci chłopi mówią, że nawet jak się nie wierzy, to też przynosi szczęście”.
Życie dzieje się cyklami, pulsacjami, seriami i Cyganka o tym dobrze wie. Zresztą nie tylko ona. Ty też wiesz. Żywot przebiega jak seria, jak ciąg przypadków różnej barwy i maści. Jest ich (przypadków) nieskończona ilość, a wysypywane są w istnienie czyjąś mocarną dłonią i układają się, czasami nawet w koherentne całości.
Egzystujemy na planie oceanu liczb i możliwości, nic o nich bliższego nie wiedząc. Kłamstwem jest, że drugi człowiek istnieje, pisał Heidegger. A Sartre się pod niego podszył i powtórzył jako swoje.
Andrzej Szmilichowski
