Trochę o całym półwyspie (Ladonia)

0
4838341490_16ebd5fb5c_c

Po emocjach związanych z Ladonią postanowiłam pozostać jeszcze trochę w tej okolicy. Choć nazwa  półwyspu Kullen sugeruje wyobrażenie wzgórza czy góry, to można ją odnieść tylko do małej części  powierzchni. Profil Kullen bardzo się różni od sąsiadującego, po drugiej stronie zatoki, brzuchatego Bjärehalvan.

Większa część powierzchni Kullen to płaski obszar rolniczy, przypominający nasze polskie Żuławy. Dopiero w końcowych partiach półwyspu teren unosi się i przechodzi w wyniosły masyw góry Kullaberg. Zakończony niby ostrze strzały, zanurzone w wodach cieśniny i skierowane ku Danii. Ściany góry uformowane są z wielopiętrowych bloków skalnych, które prawie prostopadle opadają ku wodzie. Nad nimi rozściela się płaska przestrzeń, która niby tafla stołu pokryta jest zieloną serwetą bujnej roślinności. Po środku  prowadzi droga do latarni morskiej, małej restauracji i do wspomnianego końca półwyspu, gdzie, usadowiwszy się na cokole z brył kamiennych, można obserwować: z lewej i z prawej strony wody Kattegat’u, i Helsinborg i Helsingör (po lewej) i Bjäre półwysep (po prawej). Wracamy stamtąd porządnie nawietrzeni wiatrem morskim, oszołomieni zapachem kwiatów kaprifioli, ukrytej gdzieś w krzakach przydrożnych i szczęśliwi takim prawdziwym szczęściem jakim obdarza natura.

Po drodze jest Mölle, podobnie jak Aryld, zawieszone na zboczu, ale po drugiej stronie góry. Przypomina swą bielą i charakterem jakieś miasteczko w południowej Europie. Duża ilość restauracji i hoteli świadczy o dawnej świetności kurortu. Był on też, swego czasu, owiany ”złą” sławą, jako miejsce rozpusty. W Mölle „śmietanka” kulturalna wprowadziła „sprośną modę” kostiumów kąpielowych. To był dopiero skandal! Na całą Szwecję. Wyruszając w dalszą wędrówkę, zjeżdżamy z góry na drogę prowadzącą do miejsca gdzie rozwidla się ona. To umożliwia wybór: w lewo – dojazd do Himmelstorpu i, kto chce, znów do Ladonii, lub licznych grot góry Kullen, czy do Aryld’u i jeszcze dalej do Ängelholmu albo w prawo – drogą wiodącą do Helsingborgu, przez nadbrzeżne miasteczka i osiedla, w południowej stronie półwyspu. Najciekawszym obiektem po tej stronie jest średniowieczny zamek Krapperup, jeden z największych i najwspanialszych, ze wszystkich 59 znajdujących się w Skanii.  Początki jego datują się od 1000 roku. Pomimo iż w ciągu stuleci zmieniał właścicieli, od duńskiej szlachty Krognos aż po ostatniego duńskiego właściciela, który sprzedał dobra z zamkiem szwedzkiej Marie Sofie De la Gardie.

Zamek i jego tereny pozostają nadal w świetnym szyku. Piękna budowla z czerwonej cegły w stylu barokowym, otoczona fosą z przylegającym parkiem, położona przy drodze, jest świetnym miejscem, godnym obejrzenia i podziwiania. Znajduje się tutaj też kafeteria, ku pociesze głodnych i spragnionych. Takich kafeterii, na terenie półwyspu Kullen nie brakuje. Usytuawane przy drodze czy w małym miasteczku nęcą smakołykami, i zachwycają swym ludowym stylem budowli i wnętrz. Zimą część ich przerywa swoją działalność, ale latem ożywają i przyciągają  przejezdnych i turystów. Zanim opuszczę ten godny odwiedzin półwysep, chcę jeszcze wpaść na drugą stronę, do słynnej kawiarni na wolnym powietrzu. Jest to piękny zakątek, oblegany całymi gromadani turystów i letnich miejscowych wycieczkowiczów,  u Sióstr Lundgren w Skäret. Pomijając pyszności, jakie tam podają, urok samego miejsca zapada na długo w pamięci. Stary, wiejski dom, masa kwiatów, soczysta zieleń rozśpiewanych drzew, białe stoliki na turkusowym dywanie trawnika i wokół gwar wszystkich języków świata.

Po wypoczynku wracam na południową stronę, do miasteczka Höganäs. Położone nad morzem i przy drodze prowadzącej do Helsingborgu umożliwia też połączenie z Ängelholmem, za pomocą nowej drogi 112. Höganäs słynie ze swojej fabryki, gdzie produkowane są wszelkiego rodzaju i wysokiej jakości wyroby ceramiczne, które można zakupić w sklepie fabrycznym.  Tam kupiłam piękny, granatowy kubek, na pamiątkę. Teraz żegnam się już z Kullen i jego urokami. Podążam wzdłuż wybrzeża, które jest tak zabudowane, że sprawia wrażenie jednej ”ciągnącej” się wioski o różnych nazwach: Lerberget, Svanebäk, Viken, Domsten, Hittarp..aż po Sofiero i Helsingborg.

Wiem, że latem powrócę tam, po radość,… jak zwierzę spragnione wody.

Teresa Järnström Kurowska

 

Lämna ett svar

Din e-postadress kommer inte publiceras. Obligatoriska fält är märkta *

Created with Visual Composer