Książka, która daje ulgę
Akcja książki nie jest zbyt wartka, opisywane sytuacje nie są niepowtarzalne, ale nie umniejsza to wagi tej książki. Bo choć to typowa publikacja wspomnieniowa (ukryta jednak pod wymyślonymi pseudonimami) to jednak czyta się ją z zainteresowaniem. „Zapiski z pudełka od butów” Filipa Fingera ukazała się pod koniec zeszłego roku. I, jak to w literaturze wspomnieniowej, autor sięga do swojego własnego życia, aby opowiedzieć o wydarzeniach, które miały dla niego szczególne znaczenie. Są to więc wspomnienia z dzieciństwa, dorastania, podróży, kariery zawodowej czy miłości. Autor stara się oddać emocje, atmosferę i znaczenie tych wspomnień.
Filip Finger znany jest w Sztokholmie przede wszystkim jako zdolny malarz i konstruktywista. Przez parę lat (w latach 70-tych) wraz z grupą emigracji żydowskiej działał wśród szwedzkiej Polonii, między innymi wraz z Michałem Moszkowiczem wydawał polskie pismo artystyczne „OTOTO”. Urodził się w Świdnicy w 1948 roku, młode lata spędził we Wrocławiu. W 1965 roku wyjechał do Izraela, w 1970 trafił do Szwecji, gdzie mieszka do dzisiaj w Sztokholmie.
W „Zapiskach”, w których wszystko zaczyna się od dziwnej historii śmierci nieznajomego i znalezienia pudeł z notatkami i wspomnieniami, których opracowaniem ma zająć się redaktor wydawnictwa Andromeda, w dość karkołomny sposób rozpoczyna się, opisana na ponad 300 stronach, historia życia Autora książki. Trudno mi ocenić, czy te fikcyjne postacie (zresztą łatwo je rozszyfrować, gdy zna się środowisko w którym przebywał Finger) to dobry pomysł na budowanie książki, ale to tylko sprawa marginalna. Autor opisuje swoje życie we Wrocławiu, w Izraelu, sporo jest o pobycie w Niemczech, w Szwecji, plus długa opowieść o podróży z Cypru do Indii, przez wiele krajów arabskich. Finger pisze dość sugestywnie, dokładnie opisując swoje przygody i odczucia, tylko – jak już wspomniałem wcześniej – opisuje sytuacje dość typowe dla swojego pokolenia.
Początkowo, podczas czytania, złościły mnie dokładne, niemal encyklopedyczne opisy historii lub miejsc, później zdałem sobie sprawę, że przecież nie dla wszystkich Czytelników są to rzeczy znane. Więc, jeśli ktoś coś o nich wie, pewnie prześlizgnie się przez te „wikipediowe” informacje, by dalej dążyć śladami narratora. Niedawno przeczytałem zresztą, że owa wiedza historyczna jest coraz bardziej nieznana nowym czytelnikom, więc nie ma nic niestosownego, by ją w książce przypomnieć.
Zaletą książki będą z pewnością opowieści o powojennym Wrocławiu, o życiu w Izraelu w końcu lat 60-tych, czy wreszcie dość barwne opowieści o Bliskim Wschodzie. Główny bohater tych opowieści, Romek (alter ego autora książki) to dusza niespokojna, nieco zawadiacka, szukająca swojego miejsca w życiu na różnych kontynentach. Nic więc dziwnego, że w końcu został uznanym artystą, chociaż w książce akurat o tym jest najmniej.
Czy warto „Zapiski” przeczytać? Warto. Ale nie dlatego, że jest to wesoła opowieść o życiu. Może raczej wręcz przeciwnie. Ale opowieść o smutnych czy tragicznych przejściach innych ludzi, pozwala nam poczuć, że nie jesteśmy sami. Odnajdujemy ukojenie w tym, że inni ludzie, tak jak my mogą przechodzić ciężkie chwile, być doświadczani przez los, przeżywać żal i gniew na niesprawiedliwość i bezsilność. Dzielenie z nimi losów, nawet kiedy dokonuje się przy czytaniu książki daje nam ulgę w tym, co przechodzimy my sami.
Stanisław Sobolewski

