Złamana strzała
Wieczność. Jeżeli istnieje, jeżeli wieczność jest i funkcjonuje, świat i cała reszta nie ma wyjścia, musi trwa wiecznie. Wieczność jest powyżej czasu, wieczność nie zna tego pojęcia. To oznaczałoby, że na poziomie wieczności wszystko dzieje się równocześnie. W sensie układu ludzkiego, rozsypanego i stale się w różnych wariantach powtarzającego, znaczyłoby, że mimo pozorów nic się nie zmienia i Jest wieczne. Czyli jakby w ogóle nie było.
Czas. Jest „coś”, czego już nie ma choć zachowane w pamięci, w wielu aspektach już inne, bo przyprószone czasem? Tak, ale to nie jest reguła. Na ogół wszystko, co było i przeszło nie zmienia znaku, ale wartość owszem zmienia.
Prawda. Czy prawda ma jakieś gwarancje? A jeżeli ma, czy ich udziela?
Moja młoda dorosłość, moje splątane prawdy: Kawalkada kobiet, atole westchnień, szalone galopady, szeregi porażek i nieliczne zwycięstwa. To się nie przedawnia, to trwa ale zmienia wartość, łagodnieje i traci ostrość na kantach.
Czy ja zajmuję jakieś miejsce w literaturze? Czy literatura w ogóle mnie zauważa? A jeśli zauważa, to czy traktuje jako temat? Żeby pisać, nawet tylko mniej ważne rzeczy, trzeba czuć się społecznie, trzeba społecznie żyć, tymczasem ja przypominam już bardziej zakurzony antykwariat, niż coś żywego. Czuję się coraz bardziej nijako, taki przysypany i coraz lżejszy. Jak tu czuć się i być traktowany poważnie?
Moja niższość wobec wielkich jest i potrójna: niższość talentu, niższość osobowości, niższość sił woli. Należę mentalnie do czasów, kiedy pisarz to był ktoś, Pan Pisarz. Czasów, kiedy świat był coś. Dziś świat jest coś, ale to już nie jest moje coś. Czy mnie się jeszcze czegoś chce, czy o coś mi chodzi, o coś walczę? Nie jestem pewien i obawiam się, że to, co jest, jest co najwyżej przypadkiem, przyzwyczajeniem, rutynową powtarzalnością, nieomal automatycznie aranżowaną inscenizacją.
Kiedyś, będąc nastolatkiem, uciekłem z domu. Czy rzeczywiście o coś konkretnego mi wówczas chodziło? N a przykład żeby zostać marynarzem mórz i oceanów, ewentualnie twainowskim trampem? Czy może był to tylko instynktowny strach przed zostaniem dorosłym?
Marzyłem? Ja składałem się z marzeń! Było to uczucie tak intensywne, że wierzyłem, iż po wyjściu z kina – kiedy obejrzałem, po raz pierwszy w życiu na panoramiczny ekranie film „The broken arrow” w technikolorze, z Jamesem Stewardem w głównej roli – iż gdy pojawię się teraz gdziekolwiek, wszyscy oczy i głowy będą odwracały się w moim kierunku, ponieważ mam w sobie, jest w moim spojrzeniu coś, co wchłania wszystko wokół.
ASZ
