wewahn-speaker-2135823

Nie zostanę nigdy światowym, ani znanym krajowym pisarzem. Należę do podgrupy zawieszonych w próżni. Nawet nie z uwagi na brak talentu, co raczej zbiegu okoliczności. Będę już do końca, znaczy niezbyt długo, pisał w miarę udane i nieudane małe kawałki.

W Polsce jestem znany niewielkiej ale jednak ilości Czytelników, skupionych wokół mistycyzmu made in miesięcznik „Nieznany Świat”, z którym moja współpraca trwa od z górą 40 lat. Poza tym udało mi się być znanym sztokholmskiej emigracji, której wysocy przedstawiciele ocenili, że Sztokholm ma dwóch pisarzy, świętej pamięci Michał Moszkowicza i mnie.

Przed śmiercią, co jak przewiduję nastąpi w latach 2032-2035, mój świat (Europa) ma szanse stać się równie dobrze ruską onucą, jak owa onuca kolonią amerykańsko-chińską, z przewagą opcji chińskiej.

Co ciekawe, nie myślę o tym z rozpaczą, buntem, znużeniem, niesmakiem. Ja już te stany przerabiałem wielokrotnie, więc wiem, że problemów – tak świata jak moich – się nie rozwiązuje, one się samoczynnie zużywają. W ogóle światopoglądy powinny być moim zdaniem obowiązkowo kasowane tuż po powstaniu, ponieważ z reguły rodzą się w złym stanie nerwów i stresie twórców. Uwaga: jednak nie pozbywaj się światopoglądów. Nie masz nic w zamian.

Dlaczego jako pisarz, poza talentem który jest, jaki jest, ale jest, nie zrobiłem kariery? Może między innymi dlatego, że pochodzę z prowincjonalnego, przynajmniej od końca XVI wieku świata, zaś od 1945 roku do 1089 roku świata beznadziejnego.

Prowincja ma zawsze problemy. A my z drugiego, uściśliwszy: ze słowiańskiego świata, jesteśmy interesujący tylko dla siebie, bo jacyś niewyraźni, niekontrastowi. Żebyśmy byli choć egzotyczni, jak trzeci, ale nie, ani „niewolnicze czarne prymitywy”, ani „panowie szlachta”. Kulturowo niby grawitujemy ku pierwszej lidze, ale jednak jakby z drugiej ręki, nie w pełni.

Jest podobnie jak z wiarą. Nie Allach ani Budda. Niby Jezus Chrystus jest z pierwszej ligi, ale u nas ona taka więcej prowincjonalna, taka ludowo-chłopska, ciemnogrodzka. Jezus jest w porządku, kawał boga, ale jakby na emigracji, jakby misyjnie z „zachodniej” wiary przybył, słowem słowiański.

Jak się mają nasze „drugoświatowe” doświadczenia? Różnie. Militarnie nie przesadzajmy, z triumfami raczej się nam nie przelewa. Mistyczne? Z czym do gościa? Aby mistyce szło dobrze, niezbędne są ogromne przestrzenie duchowe. My nie mistycy!

* * *

Co uderza? Co rozczarowuje? Co jest wszechobejmującą warunkowością? To, że jest tak jak jest? Jak być musi i nic więcej? Warunkuje nas świadomość? Zatem nie możemy przyjąć siebie na serio i poważnie? Składamy się z fragmentów? Jesteśmy cząstką wielkiej improwizacji, która ma charakter konieczności i składa się z wielu szczegółów, fragmentów i strzępków? Zabroniono nam zaglądania poza wyznaczone ramy, a gdy próbuję jesteśmy karani twardą teraźniejszością?

Jesteśmy nic nie znaczącymi znakami, wciętymi arbitralnie w jakiś fragment nieznanego kontinuum? Wszystko, co się dzieje, a dzieje nieprawdopodobnie rozmaicie i bogato, podszyte jest obowiązkową, instytucjonalną i bezdyskusyjną jednakowością?

Zatem nic nie jest warte więcej, od drugiego? Zatem gra cieni? Zatem odbicie we wszech-lustrze? Zatem bunt nie tyle niemożliwy, co bezprzedmiotowy, bowiem przeciw sobie samemu? Zatem spotkamy się na tamtym świecie? Zatem, co znaczy „na tamtym”? Zatem aby kompletnie nie zwariować, należy uczepić się miłości.

Andrzej Szmilichowski  

Lämna ett svar

Din e-postadress kommer inte publiceras. Obligatoriska fält är märkta *

Created with Visual Composer