Plotki prawdziwe i zmyślone
Piotr Kaczyński na FB: Wicepremier Radosław Sikorski do Macierewicza, który błaznował na posiedzeniu Sejmu: „Antek, świrze, gdzie są Caracale?”. Prosto z mostu. Jedno zdanie. Krótkie. Celne.
I nagle zrobiło się cicho. Bo z faktami Macierewicz od lat ma problem. Najpierw była wielka krucjata przeciw Caracalom. Opowieści o zdradzie, o francuskim spisku, o ratowaniu polskiego przemysłu. Konferencje, komisje, pokrzykiwanie o honorze. A potem przyszła rzeczywistość. Śmigłowców nie ma. Programu nie ma. Została dziura w zdolnościach armii i lata stracone na ideologiczną krucjatę jednego polityka. I właśnie dlatego to pytanie tak boli. Bo jest proste. Nie wymaga elaboratów, slajdów, patriotycznych tyrad. Wystarczy odpowiedzieć. Gdzie są te śmigłowce, które miały być „lepsze i polskie”? Gdzie jest ten cudowny plan, którym Macierewicz machał jak sztandarem?
Nie ma. Zamiast tego jest klasyczna ucieczka. Zmiana tematu. Krzyk. Błaznowanie na sali. Bo gdy fakty mówią „sprawdzam”, kończą się legendy budowane przez lata. Ale ta scena w Sejmie pokazuje coś jeszcze. Oni nie grają już o rację. Oni grają tylko o czas. Każdy miesiąc, każdy tydzień, każda zablokowana decyzja ma jeden cel. Doczłapać się do wyborów. Nieważne czy kosztem armii, gospodarki czy bezpieczeństwa państwa. Najbardziej ich przeraża jedno. Że miliardy z europejskich programów mogą popłynąć do polskich firm. Do fabryk w mniejszych miastach. Do ludzi, którzy nagle zobaczą, że państwo może działać normalnie. Że zamiast krzyku i wojen plemiennych można mieć miejsca pracy, zamówienia i rozwój. I wtedy cała ta narracja o ruinie runie jak domek z kart. Dlatego blokują. Dlatego robią cyrk. Dlatego próbują zamieniać debatę w krzyk i chaos. Bo liczą, że w hałasie nikt nie zauważy najprostszego pytania. Sikorski zrobił jedną ważną rzecz. Powiedział to głośno. Bez dyplomatycznej waty, bez sejmowej nowomowy. Czasem naprawdę trzeba powiedzieć wprost. Bo są ludzie, którzy innego języka po prostu nie rozumieją.
Wśród licznych dowcipów o Macierewiczu, jeden z nich: Macierewicz wchodzi do jednostki wojskowej, patrzy na czołg i pyta: ”A gdzie jest brzoza?”
***
Tomasz Lis w swoim felietonie: Oczywiście różne były PRL-e i różne były odsłony III RP, ale w obu ustrojach ścierały się ze sobą nie różne porządki aksjologiczne i ustrojowe paradygmaty, ale raczej różne predylekcje mentalne. Polska Gierka była równie ludowa jak Polska Gomułki, ale inne było oblicze tej ludowości. Zamiast gomułkowskiej Polski wsobnej, zgrzebnej, konserwatywnej, małostabilizacyjnej i pełnej resentymentów, nastała Polska aspiracyjna, bardziej ambitna, otwarta, liberalna i tolerancyjna. Choć oczywiście był to liberalizm skrojony na ciasną PRL-owską miarę. Była jeszcze Polska Jaruzelskiego, ale naród nieomylnie wyczuwał już w niej immanentną słabość i ze względnym spokojem obserwował dogasanie ustroju i władzy zajęty staraniami o przetrwanie trudnego czasu.
W III RP też mieliśmy różne odsłony kontrastujące ze sobą jak Polski Gomułki i Gierka, choć obie Polski były już na rynkową modlę ale dalej ludowe.
Polska rządów Kaczyńskiego, jak Polska Gomułki była raczej wsobna, zapatrzona w mityczną i niby-wspaniałą przeszłość, konserwatywna, pełna resentymentów fobii i kompleksów, Polska Tuska jak ta Gierka pozostając ludowa też jest bardziej ambitna, śmiała, otwarta, tolerancyjna, liberalna (w sensie ideowym i obyczajowym, bo gospodarczym już nie) i optymistyczna niż Polska Kaczyńskiego. To raczej kwestia akcentów niż istoty.
Zgaduję zresztą, że wyobrażenia Jarosława Kaczyńskiego i Donalda Tuska na temat Polski i Polaków są całkiem podobne. Żaden z nich żadnych złudzeń nie ma. Obaj ten lud znają i czują doskonale. Różnica między nimi polega więc nie na różnych wizjach społeczeństwa, ale na odwoływaniu się do różnych grup społecznych. Różni ich też chęć gry na różnych klawiszach polskiego fortepianu. Kaczyński woli te czarne i mroczne, Tusk zaś białe i bardziej optymistyczne. Obaj wiedzą wszelako jako pianiści władzy doświadczeni i sprawni, że grać trzeba różnym może zamiłowaniem, ale na obu.
***
Jarosław Kurski w artykule „Zniewolony umysł Karola Nawrockiego. Ten prezydent zagraża bezpieczeństwu Polski”:
Kolejne i kolejne, i kolejne weto Karola Nawrockiego, w tym wobec programu bezpieczeństwa SAFE na 190 mld zł, stawia przed gabinetem Donalda Tuska pytanie zasadnicze: jak rządzić krajem bez Nawrockiego? Jak go omijać, by dawać mu jak najmniej okazji do wyrządzania szkód? Jaki stworzyć wokół niego kordon sanitarny?
Powiedzmy to jasno: prezydentem został człowiek całkowicie niezdolny do sprawowania tego urzędu. Człowiek stanowiący zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa. Człowiek, który stosuje obstrukcję procesu legislacyjnego i paraliżuje państwo, bez wyobraźni i bez zahamowań. Człowiek o zniewolonym umyśle w znaczeniu, w którym opisał to Czesław Miłosz. Ślepa wiara w doktrynę MAGA, anty-Tuskowa obsesja i natręctwo germanofobii odbierają Nawrockiemu zdolność do racjonalnego propaństwowego myślenia. Nawrocki to historyk, który nie rozumie polskiej historii i nie rozumie, że jest tragiczna.
Wreszcie Nawrocki nie rozumie konstytucyjnej istoty funkcji, którą sprawuje. To Ubu król, który do życia publicznego wprowadza „kulturę ustawki”, czyli umawiamy się na walkę na pięści, ale przeciwnika walimy czym popadnie. Bo łamanie umów, wiarołomność są częścią polityki rozumianej jako „kultura ustawki”. (…)
Prawdziwego wyczynu dokonał Nawrocki. Wetując program SAFE, nawiązał do najlepszych tradycji sejmu niemego prowadzonego pod rosyjskimi bagnetami, do targowicy, do zidiociałych, upojonych władzą sanacyjnych pułkowników. Wszyscy oni usta mieli zawsze pełne ojczyzny, a Polskę odmieniali przez wszystkie przypadki. I zawsze kończyło się tak samo.
Głową państwa, konstytucyjnym strażnikiem bezpieczeństwa narodowego jest człowiek, który jako zwierzchnik sił zbrojnych sam temu bezpieczeństwu zagraża – bezpieczeństwu naszych dzieci, naszych domów, naszej ojczyzny.
***
K.Z. Bielejewski na FB w artykule „ŚNIADANIE Z KURDUPLEM, CZYLI EKONOMIA WEDŁUG NAPOLEONA W KASZKIECIE”:
W tej jednej chwili polski parlament zamienia się w kabaret literacki. Ale to nie koniec. Bo równolegle trwa wielka debata o programie SAFE. Unijnym funduszu, z którego Polska może dostać 43,7 miliarda euro na rozwój przemysłu obronnego. Czyli – w skrócie – pieniądze na bezpieczeństwo. Na współpracę. Na nowe technologie. I właśnie wtedy pojawia się on. Prezydent Karol Nawrocki.
Człowiek, którego szwedzkie media nazwały „barwną postacią”. Barwną głównie dlatego, że – jak zauważyły – ma na torsie tatuaże z Chelsea i Lechią Gdańsk. Szwedzki król przyjeżdża do Polski rozmawiać o bezpieczeństwie Europy. A trafia na człowieka, który wygląda trochę jak kibic po długim weekendzie. Dyplomacja bywa okrutna.
Tymczasem za oceanem Donald Trump ogłasza właśnie historyczną dominację energetyczną Ameryki. Powstanie nowa rafineria w Teksasie. Pierwsza od pięćdziesięciu lat. Trump pisze o tym w internecie wielkimi literami. Tak wielkimi, że można je zobaczyć z kosmosu. To jest w ogóle ciekawa cecha Trumpa. Im mniej realna jest zapowiedź, tym większa czcionka. Eksperci mówią spokojnie: budowa potrwa lata. Pozwolenia. Protesty. Analizy środowiskowe. Ale Trump już ogłosił zwycięstwo. Trump zawsze ogłasza zwycięstwo. Nawet gdy dopiero zamówił łopatę.
(…) Polska polityka przypomina wielki jarmark. Jest ekonomia z banku centralnego, której nikt nie rozumie. Jest Czarnek uczący Europę historii. Jest Nawrocki z tatuażami, który rozmawia z królem Szwecji o bezpieczeństwie. Jest Trump budujący rafinerię przyszłości. I w tym wszystkim siedzi człowiek z kanapką. Patrzy. Słucha. I zaczyna rozumieć jedną prostą rzecz. Kawy rano wcale nie trzeba. Wystarczy włączyć wiadomości z Polski. Ciśnienie podnosi się natychmiast.
