Ängelholm
To dziwne małe miasto, umiejscowione w siodle zatoki Skälderviken, pretenduje do miasta o charakterze wczasowym. Tak to przynajmniej wynika z opisów i reklam zawartych w turystycznych folderach. Wszystko się zgadza w konfrontacji z rzeczywistością, bo piaszczysta plaża ma 6 km długości, bo pięknie wijąca się przez miasto i wpadająca do morza przy plaży rzeka Rönneå umożliwia łagodne przejażdżki tramwajem wodnym – łodzią Laxen, bo w Klitterbyn, wiosce wczasowej, położonej przy południowej części plaży można szukać wypoczynku okrągły rok, bo klimat w tym zakątku Szwecji latem ma charakter południowo europejski (jak to określił słynny szwedzki przyrodnik Carl von Linne’)… i tak dalej i tak dalej.
Odwiedziłam kiedyś plażę w Ängelholm i stwierdziłam, że moje wspomnienia związane z sopocką plażą pod parasolami, na leżakach lub o pełnych swobody dzikich plażach Jastrzębiej Góry czy Łeby, na białym piasku i orzeźwiającym powiewie morskiego wiatru nie dadzą się zaćmić widokiem ludzi tłumnie prażących się, pod ostrymi promieniami słońca, na szaro-żółtawej piaskowej patelni lub zanużających się w gęstej, glonowej mazi przybrzeżnych wód Ängelholmu. Byłam też w Klitterby. 106 domków położonych w lesie, taka dobrze zaplanowana i urządzona wioska wczasowa. To co, że w lesie, to co, że tuż przy plaży. Ludzie zmieniają miejsce zamieszkania na czas urlopu ale pozostają nadal sprzężeni z machiną rutyny i poddani pieczołowicie wypracowanym schematom. W takich warunkach brakuje najważniejszych atrybutów potrzebnych do prawdziwego wypoczynku jak poczucie swobody i anonimowości. Atrakcyjność Ängelholmu lepiej się uwidacznia amatorom wczasów aktywnych, turystom lub entuzjastom poznawczych odkryć. Miasto jest łatwo dostępne gdyż posiada krajowe lotnisko, obsługujące całą Szwecję i połączenie z głównymi szlakami komunikacyjnymi. Wschodnie krańce miasta przylegają do utostrady E 6 biegnącej z Oslo, przez Göteborg, do Malmö.
Bardzo blisko Ängelholmu, bo tylko 20 km na południe, u przedmieści Helsingborgu, autostrada E6 krzyżuje się z autostradą E4, która łączy Szwecję z Danią (od zachodu) i z Finlandią (od północnego wschodu). Taki symbol wspólnoty Skandynawii i ważny węzeł komunikacyjny. Stąd już tylko 600 km, autostradą E4, do stolicy Szwecji – Sztokholmu. Przez Ängelholm przebiega też linia kolejowa, która umożliwia połączenie nie tylko z (Oslo) Göteborgiem i Malmö, ale również z innymi, lokalnymi stacjami kolejowymi. Bogato rozbudowana sieć linii autobusowych umożliwia przybyszom dalszą podróż do różnych miejsc na terenie całej Skanii. Długodystansowe linie autobusowe a nawet międzynarodowe mają tutaj też swoje przystanki. Największą atrakcją i zaletą Ängelholmu jest jego położenie geograficzne. Same miasto nie należy do najpiękniejszych, choć rzeka Rönneå, wzruszającym gestem, uwija się wśród dzielnic miasta, by nadać im większego uroku. Można odkryć kilka pięknych zakątków w okolicach rzeki oraz parę uroczych miejsc, stary ratusz, gdzie mieści się biuro turystyczne, i nowoczesny budynek dużej biblioteki.
Wielką zaletą Ängelholmu jest to iż stanowi on świetną bazę wypadową do zwiedzania pięknych okolic Skanii. W tym około czterdzieści tysięcznym mieście nie brakuje hoteli, restauracji, wszelkiego rodzaju sklepów i środków zaopatrzenia, przystosowanych do obsługi nie tylko stałych mieszkańców ale i licznych turystów. Miasto organizuje też latem imprezy. Koncert dziecięcej orkiestry glinianych kukułek (Lergöksorkester) odbywa się w Noc Świętojańską czyli w Midsommarafton. W lipcu i w sierpniu największym miejscem spotkań, imprez i koncertów jest Hembygdspark, taki regionalny skansen gdzie znajduje się techniczne muzeum, wystawy rękodzielnicze, place zabaw dla dzieci i mały miejscowy ogród zoologiczny.
W lipcu odbywa się też Festiwal Róż a na starym rynku „kukułkowy” targ. Najpiękniejszą imprezą jest chyba Święto Światła – Ljusfest. W drugi piątek miesiąca sierpnia, wieczorem, na ciemną taflę rzeki, wypływa korowód oświetlonych łodzi. Bajkowy to widok tysiąca świateł, podwojonych odbiciem w wodzie i pulsujących jej tętnem. Może tak rozpoczyna się jakaś baśń z Tysiąca i Jednej Nocy. I choć wybuchy kolorowych fajerwerków trochę zakłócają ten bajkowy nastrój, trzeba się przyzwyczajać do nowych bajek, które obecnie tworzymy. Na zakończenie letniego sezonu miejski skansen organizuje konkurs tańca „Mazurki” – Engelholms-mazurkan oraz Dzień Rękodzieła. Turystyczny folder wymienia ogromną ilość innych atrakcji związanych z tym miastem. Kilkanaście pól golfowych w promieniu 30 km, możliwość sportowego wędkarstwa i wynajęcia w tym celu łodzi rybackich, możliwość nurkowania, jazdy konnej, gry w tenisa, uprawiania surfingu i wędrówek po okolicy.
Najbardziej nęci mnie wizja spływu kajakiem po rzece Rönnea. Rzeka ta wypływa z jeziora Ringsjön, położonego blisko miasta Höör, w środkowej Skanii. Przemierza piękne, zalesione, pagórkowate miejsca po wschodniej stronie wzniesienia Söderasen a następnie pokonując odkrytą przestrzeń pól uprawnych, otaczających Ängelholm, łączy się z miastem. Tylko na chwilę, bo opuszcza je na plaży w Skälderviken. Właśnie w tej okolicy, u ujścia rzeki Rönnea, miało swój początek średniowieczne miasto, o nazwie Luntertun albo Rynestad. Liczni historycy, studiujący pochodzenie nazwy starego miasta Luntertun, skłaniają się do angielskich nazw Lundingtun czy Lunteringtun, np. S. Karlström – ”Old english compound place-names in ing, sid. 85, 92”. Inni dopatrują się podobieństwa z nazwą London-tyn. Wszastko wskazuje na to, że nazwę temu miejscu nadali rybacy z wysp angielskich, zwabieni dużymi połowami śledzi, w tym rejonie.
W 1516 roku duński (zarazem norweski i na krótki okres szwedzki) król Krystian II założył nowe miasto Engelholm, w bardziej niż Luntertun strategicznym miejscu, nie narażonym na łatwą inwazję wroga od strony morza i oddalonym od przesuwających się piasków wybrzeża. Wtedy ten król zwany przez Duńczyków ”Dobrym” a przez Szwedów ”Tyranem” nadał nowemu miastu imię Engelholm. ”Anielskie miasto”, czy ”Angielskie miasto”? Jedno i drugie. Ponieważ Anglicy – 07ludzie zamieszkujący Wyspy Brytyjskie, porównywani byli z aniołami. Według angielskich historyków istnieją dane o żeglarzach (Wikingach) zawijających do wybrzeży dawnej Anglii. Przybysze ze Skandynawii, oczarowani urodą napotkanych tam tubylców, przekonani byli, o ich anielskim pochodzeniu. Nawet papież Grzegorz I Wielki (590 r.), przejęty relacjami ”Duńczyków”, dał nazwę, tym odkrytym ludziom: ”Angelic”. Więc to takie Anioły osiedlały się u wybrzeży obecnej Skandii, integrowały się ze społeczeństwem tej ziemi i wpływały na jej rozwój. Do 1658 roku Engelholm należał do Danii. Późniejsze bitwy między wojskami szwedzkimi a duńskimi, przechodzenie miasta z rąk do rąk powodowało duże zniszczenia i pożary.
Z dawnego miasta Luntertun nie pozostało wiele; tylko nazwa dzielnicy willowej i ruiny średniowiecznego kościoła. Ze starych tradycji wywodzi się z pewnością herb nowego, miasta przedstawiający dwa (wesołe?) łososie – ”Tva Glada Laxar”. Miasto posiadało specjalne przywileje upoważniające do połowów łososia, były to dobre czasy: ”laxatider”. Obecnie zmieniono pierwszą literę nazwy miasta z E na Ä i w ten sposób uaktualniono szwedzką pisownię: Ängelholm. Nowoczesnym symbolem miasta, pochodzącym ze starej tradycji garncarstwa, jest instrument muzyczny – gliniana kukułka na wzór włoskiej okaryny. Teraz lansuje się Ängelholm jako miasto glinianej kukułki. Dziś już nie stanowi różnicy czy nazwa miasta: Engelholm-Ängelholm, wywodzi się od Anglików czy od Aniołów. Natomiast, za przyczyną natury, można przeżywać anielskie uniesienia podziwiając piękno okolic dwóch półwyspów otaczających miasto Ängelholm oraz zalesionych wzniesień Hallandsåsen i Söderåsen od strony lądu.
Teresa Järnström Kurowska
