Bezdzietność versus niedzietność…

0
large_nie-czekam

Katarzyna Tubylewicz znana jest czytelnikom z powieści oraz książek z gatunku reportażu bardziej czy zbioru esejów, podejmujących tematykę z zakresu – że tak pozwolę to sobie nazwać – komparatystyki obyczajowej. Autorka porównuje bowiem różne wybrane aspekty szwedzko-polskiej społeczności: poprzez zestawienie podejścia w obu tych krajach do np. zjawiska/problemu samotności (jak w książce Samotny jak Szwed), miłości (Szwedzka sztuka kochania) czy wolności (Wolności moja …) zmusza niejako odbiorcę do spojrzenia na pewne sprawy z innej, nierzadko zupełnie nowej perspektywy. Pisane po polsku teksty te czytane są dzięki temu zarówno w Polsce, jak i w Szwecji – przez polskojęzyczną grupę czytelników.  Przemieszczająca się regularnie między tymi krajami Tubylewicz trzyma niejako cały czas rękę na pulsie obyczajowości naszych czasów i z niezawodną intuicją trafia w sedno społecznych wyzwań, nie wahając się podejmować w swoich tekstach kontrowersyjnych tematów.

Tak jest również i w ostatniej książce/reportażu, pt. Nie czekam na szklankę wody. O świadomej niedzietności (wyd. 2025), gdzie autorka oddaje całkowicie głos kobietom i ich samoświadomości, podważającej tradycyjny wzór społeczny, gdzie tożsamość kobiety określał biologiczny wymiar jej egzystencji oraz utrwalone w patriarchalnym społeczeństwie przekonanie, że główną jej rolą jest przede wszystkim bycie matką. Warto tu przypomnieć, że jednym z najbardziej specyficznych wymiarów polskiej symboliki był (i nadal jest w dużym stopniu) symbol Matki-Polki. Ten ikoniczny fantazmat ma, jak wiadomo, długą tradycję, według której Matka-Polka, podobnie jak Matka Boska, bezinteresownie ofiarowuje swoje dzieci (głównie synów…) dla dobra cierpiącej poprzez stulecia ojczyzny. Śmiem twierdzić, że stereotyp ten nadal w pewnym stopniu kształtuje świadomość ogółu polskiego społeczeństwa.  Również w Szwecji, w której nie ma oczywiście odpowiednika Matki-Polki, oczekiwania społeczne narzucają kobiecie podobną funkcję – potencjalnej rodzicielki. I to wbrew zapoczątkowanemu już w latach 70-tych ubiegłego tysiąclecia, zarówno w Polsce, jak i w Szwecji, nowemu trendowi, określanemu jako antymacierzyństwo, a więc mającego na celu odmitologizowanie macierzyństwa i postrzeganie go jako wyboru bardziej niż rezultatu historyczno-społecznego przymusu.

Tubylewicz podejmuje ten właśnie wątek – prawo świadomego wyboru posiadania albo nieposiadania potomstwa. Zwraca jednocześnie uwagę na fakt, że zarówno w języku polskim, jak i w szwedzkim (podobnie jak w angielskim czy wielu innych językach) brakuje określenia na kobiety bezdzietne z wyboru. Przytaczane przez autorkę próby nazwania tego zjawiska w języku polskim, jak np. słowa typu niematki, nierodzicielki, dzieciowolne, spełniają nadal w dzisiejszej polszczyźnie rolę neologizmów (czy wręcz dziwolągów), spoczywając na obrzeżach potocznego języka. Bezdzietność kojarzy się nieodmiennie z kobietami, które, z powodów fizjologicznych czy innych, nie mogą mieć dzieci. Kobiety te spotykają się w takiej sytuacji z powszechnym zrozumieniem otoczenia. Tak nie jest, niestety, w przypadku niechcenia dzieci. Jak podkreśla Tubylewicz, świadoma odmowa bycia matką to najtrudniejsza do podjęcia z możliwych decyzji życiowych.

Siła stereotypów związanych z posiadaniem dziecka wydaje się być nadal nie do przebicia. Co więcej – dotyczy nawet par posiadających już jedno dziecko, ale nie zamierzających dalej powiększać rodziny. Przyznam, że byłam zaskoczona przytoczeniem przez autorkę pewnych faktów dotyczącej tej kwestii w Szwecji: „Bycie mamą jednego dziecka w oczach wielu Szwedów wiąże się z byciem matką trochę wybrakowaną. Wygodną? Może niedojrzałą?” Niemal z niedowierzaniem przeczytałam, że w Szwecji ilość jedynaków wynosi tylko czternaście procent, podczas gdy w Polsce blisko połowa dzieci nie ma rodzeństwa.

Powróćmy jednak do głównego wątku tej książki. Tubylewicz, podobnie jak w poprzednich tekstach dotyczących komparatystyki obyczajowej, powołuje się na głosy swoich rozmówców czy raczej rozmówczyń, z którymi przeprowadza wywiady. Nowością jest tu struktura tej książki, oparta na narracji chóru kobiet – to one właśnie, podzielone na różne głosy, komentują, niczym chór antyczny, kwestię i motywy swoich wyborów. Z tą jednak różnicą, że jako zbiorowe bohaterki tego tekstu spełniają kilka ról na raz: jako przekazicielki prywatnych dylematów, bezpośrednio lub pośrednio narażone na reakcje otoczenia wobec niestereotypowej i kontrowersyjnej niegotowości do macierzyństwa; jako reprezentantki antymacierzyńskiego trendu i jako prekursorki nowych zwyczajów społecznych i prawd moralnych.

Nawet jeśli od niedawna brak potomstwa nie oznacza ani w Polsce, ani w Szwecji społecznej stygmatyzacji, lęk kobiet przed utratą tejże tożsamości jest nadal obecny. Wciąż też jeszcze daleko do pełnej akceptacji i normalizacji tego zjawiska. Tubylewicz przeprowadziła godny podziwu sondaż badawczy w tej kwestii, powołując się na wiele, zarówno polskich, jak i innych zagranicznych źródeł. Uprzedzenia wobec kobiet świadomie rezygnujących z posiadania dzieci, to nadal zjawisko prowokujące tradycyjną społeczność wielu krajów. Ponadto, jak pisze jedna z cytowanych przez Tubylewicz szwedzkich pisarek, świadomie bezdzietna Sara Martinsson: „Ponieważ macierzyństwo jest tak głęboko zintegrowane z naszym rozumieniem kobiecości, publiczne macierzyństwo staje się symbolem statusu”. W rezultacie bycie niematką wywołuje często poczucie porażki u kobiet wybierających dzieciowolność. Jest to jeszcze wyraźniejsze w Polsce, gdzie (nie oszukujmy się!) wymuszanie macierzyństwa stanowi nadal niewątpliwy element patriarchatu.

Przykry jest fakt, że kobiety niedzietne nierzadko spotykają się z uprzedzeniami czy wręcz kąśliwymi uwagami ze strony nie tyle mężczyzn, co właśnie innych kobiet. Zaznaczmy: kobiet-matek! Jedna z niedzietnych rozmówczyń Tubylewicz zwraca uwagę na widoczną w społeczeństwie dyskryminację kobiet nie posiadających dzieci, którą widać na przykład przy układaniu grafików w pracy: „Matki zawsze mają pierwszeństwo wyboru takiego czasu pracy, jaki im odpowiada. Tak samo jest z urlopami. Są też różne atrakcje dla rodzin, jakieś tańsze bilety, usługi. To niesprawiedliwe.”

Dużo w tym prawdy, jako że i ja sama wiele razy słyszałam od moich niedzietnych koleżanek o tego typu sytuacjach i zgadzam się z Tubylewicz, zwracającą uwagę na to dość przygnębiające w sumie społeczne zjawisko, że wojna dzietnych z niedzietnymi jest wyraźniej dostrzegalna w świecie kobiet. Nie znaczy to, że mężczyźni nie mają udziału w owym pomniejszaniu wartości kobiet w związku z brakiem dzieci – przypomnijmy sobie utwory literackie czy filmy, których fabuła opierała się właśnie na tym problemie. No cóż, nie chcę tu odbierać czci i wiary ani męskiej, ani żeńskiej części społeczności, nie ulega jednak wątpliwości, że patriarchalna definicja kobiecości kojarzy się nadal w dużym stopniu z modelem opartym na macierzyństwie, a nie z dążeniem kobiet do samorealizacji życiowych marzeń w innym wymiarze.

Myślę, że istnieje – w obu naszych krajach – potrzeba krytycznej oceny wzorców otaczającej rzeczywistości, kształtującej życie współczesnej kobiety. Pozycja książkowa Katarzyny Tubylewicz jest bez wątpienia cennym przyczynkiem do ich przewartościowania i wzbogacenia, zgodnie z duchem czasu, o nowe wymiary. Zwierzenia i myśli rozmówczyń oraz cytowana statystyka, w połączeniu z osobistymi doświadczeniami i refleksjami samej autorki (skądinąd matki jedynaka), pomogą być może (oby!) wpłynąć na oddramatyzowanie macierzyńskiego mitu w poglądach zbiorowości. Miejmy nadzieję, że w wyniku tych przemian kobiety wybierające niedzietność nie będą musiały zabiegać o aprobatę ogółu w związku z niewypełnianiem przez nie ustalonych normą społeczną wymogów odnośnie macierzyństwa. I że nie będzie to utożsamiane z ich własną niekobiecością, niemożnością czy niekompetencją.

Myślę też, że dobrze byłoby uzupełnić cenną z wielu względów książkę Katarzyny Tubylewicz O świadomej niedzietności drugą jej częścią: o rozmyślnej nieojcowości, jako że problem ten dotyczy również tej grupy mężczyzn, którzy świadomie rezygnują z ojcostwa. Bo i takich na pewno nie brakuje, ani w polskim, ani w szwedzkim społeczeństwie.

Anna Packalén Parkman

Lämna ett svar

Din e-postadress kommer inte publiceras. Obligatoriska fält är märkta *

Created with Visual Composer