Gra w klocki – Ziobro, Trump, Nawrocki
Oczywiście zjawisko jest szersze! Niestety, dzisiaj nie tylko wymienieni z nazwiska cechują się mentalnością małego Kazia, któremu udało się dorwać do wymarzonego pudełka z klockami. Być może dlatego puściła im większość hamulców?
Energii, historycznego patosu ani ambicji im nie brakuje, ale nie respektują a często nie rozumieją zasad jak się zachować i jak grać w te klocki. Co więcej, uważają, że reguł gry powinni się trzymać wszyscy inni tylko nie oni – ich nie obowiązują żadne reguły, zasady czy przepisy – oni stoją ponad…
”Mogę zrobić co tylko chcę” – powtarza najbardziej z nich znany i kapryśny. I robi to. Cła wielkiego mocarstwa jako broń odstraszania lub zemsta za nieposłuszeństwo albo po prostu jako papierek lakmusowy humoru Wielkiego Tru.
Mniej znany i mniej władny Nawrocki też uważa, że może zawetować każdą ustawę, która może popsuć jego interesy polityczne albo po prostu mu się nie spodoba. I robi to. Bez względu na opinie kompetentnych prawników i polską rację stanu. W innej sytuacji jest zbiegły na Węgry gagatek, aczkolwiek musiał tam uciekać właśnie z tego powodu, że będąc u władzy wydawało mu się, że mu wszystko wolno. I tak robił, za co powinien teraz odpowiedzieć.
Co więcej łączy reprezentantów nowego rodzaju post globalistycznej władzy? Sporo! Na pewno parcie na szkło. Mimo ukrywania się przed sprawiedliwością były Minister Sprawiedliwości (sic!) nie może sobie odmówić publicznych występów. Pojawia się na dużych (telewizja), małych (komputery) a nawet maleńkich (komórki) ekranach. Na każdym głosi teorie spiskowe i oskarża demokratyczny rząd o zbrodnie strzelając z uda wszelkimi możliwymi ślepakami w obronie… czego? kogo? Kto zgadnie?
O systematycznym i pozbawionym skrupułów gwiazdorstwie pozostałych dwóch oficjeli nie trzeba chyba nikogo przekonywać. Polski odpowiednik dolarowego oryginała wykorzysta wszystkie okazje aby się pojawiać na każdym ekranie. Na stadionie, na olimpiadzie, w pizzerii, na Jasnej Górze, z wojskiem w mundurze. Najczęściej, szczerząc zęby do sera i z wystawionym do góry kciukiem. Notabene to ostatnie to kalka jego ”wielkiego” amerykańskiego odpowiednika. Trump jednak jest przy tym – jako były celebryta telewizyjny – bardziej profesjonalny medialnie. Poza tym jego ego jest nie od byle czego. Nieskończone. Większe niż Ameryka którą chce zrobić wielką. Ma kobla na punkcie Nobla. Nagroda Pokoju piłki nożnej mu nie wystarcza. Jak grzyby po deszczu mnożą się w USA (i reszcie świata) lotniska, instytuty, kryptowaluty, stadiony, autostrady itd. itp. jego imienia. Prezenty ze złota napływają z całego świata jak lenno zalewając Biały Dom. I ciągle mu mało. Ego Nawrockiego jeszcze rośnie, jeszcze nie w pełni widoczne, ale z tego co już widać też ogromne.
Czy ich ciała mogą kłamać? Chyba nie… Każdy z nich chodzi całym sobą. Chodzą za dwóch jakby każdy z nich bał się chodzić sam. Jakby myśląc, że zawiedzie wynajęta obstawa, stają się sami dla siebie dodatkową eskortą. Przy tym ten arogancki uśmiech podszyty strachem – z drogi śmiecie bo Was zmieciem…
Jak mówią? Jeden o słownictwie sześciolatka macha pulchną rączką i grozi, że swoją łopatką przekopie całą piaskownicę. To lub tamto jest dla niego fajne, tego nie lubi a tamtego lubi (nawet towarzysza Putina, którego obraz wiesza u siebie), jego reformy są piękne albo wspaniałe, rzetelni dziennikarze są brzydcy a nawet bywają prosiakami… Drugi trzyma się sztywno jakby kij od szczotki połknął i z emfazą boksera i dykcją pseudointeligenta wykrzykuje w ekran bez przekonania to, co mu napisali kumple na prompterze. Siłą krzyku przerasta swojego idola. Natomiast przerażony Ziobro piskliwie klepie wymyślone przez siebie prawnicze formuły, które okrasza obelgami pod adresem wszystkich, którzy przypominają mu o konstytucji oraz obowiązujących przepisach i regułach gry.
Nie tylko ta trójka, ale wielu współczesnych aspirantów do władzy zaczyna przypominać okrutne bachory, które – jak na rysunkach Edwarda Lutczyna – są niezbyt rozgarnięte, kompletnie pozbawione empatii i rozeznania dobra i zła. Pod pretekstem walki z woke amerykański władca tylnymi drzwiami wprowadza apartheid albo jeszcze coś gorszego. Inne okrutne dzieci bez skrupułów idą za nimi i jakby kierując się hasłem: żeby się zabawić trzeba kogoś zabić – czekają tylko na okazję by zmiażdżyć butem ślimaka, odciąć nogę żabie albo kopnąć słabszego i zepchnąć go z chodnika na jezdnię.
Czy te trzy symboliczne postacie dzisiejszej polityki to jaskółki zapowiadające mentalny format przyszłych światowych przywódców? Strach się bać. Kult jednostki przerabialiśmy aczkolwiek w siermiężnym wydaniu. Czy wróci w luksusowym? Fort Trump zamiast Stalinogrodu? Cenzura w imię wolności słowa? Wszak Orwella też znamy aczkolwiek nie w wydaniu AI. Może niedługo będziemy się kłaniać koniowi w senacie? Oczywiście kwarcowemu albo elektrycznemu jak Tesli Muska w Białym Domu. Czy zatem cały świat zmierza do zdziecinnienia, transakcyjności według której wszystko można kupić i sprzedać, ku kiczowatej teatralizacji życia i do obudzenia się w algorytmicznym komiksie?
Ziobro, Trump, Nawrocki, jako prototypy władców przyszłości? Chłopcy w krótkich majteczkach, czerwonych czapeczkach, z pistolecikami albo bronią atomową za pasem, w koszulkach z kolorowym nadrukiem, często własnego nazwiska… Można by na nich gwizdać gdyby nie to, że w tej grze chodzi o nasze życie. Burząc to, co do tej pory latami budowali inni, ciskając klockami i sypiąc piach w oczy, niszczą nasz świat. Pora najwyższa odebrać im klocki i uzmysłowić, że zachowują się jak w piaskownicy. Ale jak to zrobić skoro w liberalnej demokracji przywódcy są tacy jak ich wyborcy? Jak dotrzeć do zmanipulowanych, odklejonych od rzeczywistości, zamkniętych w swoich bańkach, wgapionych w siebie i w swoje ekrany obywateli?
Janusz Korek
