mohamed_hassan-brain-7512388_1920

W 1980 roku, gdy byłam już w szóstym miesiącu ciąży, wzięliśmy cichy ślub. Przyjęłam nazwisko mego męża. Na ślubie byli tylko świadkowie i moja najbliższa rodzina. Ojciec, Joan – jego żona, i Malin. Ze strony Pellego dwaj jego koledzy ze studiów. Zaprosiliśmy wcześniej Elisabeth z mężem, ale dziwnie „byli zajęci” w tym terminie. Zamiast wesela odbyło się skromne spotkanie w restauracji. Nie mam nawet zdjęć ze ślubu i „uroczystości weselnych”, bo jakieś ciekawskie dziecko otworzyło aparat fotografa i prześwietliło błonę.

Przenocowaliśmy w hotelu i następnego dnia wróciliśmy do Sztokholmu. Mieszkaliśmy już wtedy w dużym domu na wyspie Lidingö, znajdującej się na obrzeżach Sztokholmu, który Pelle kupił na raty dla nas i naszych przyszłych dzieci. Źle znosiłam ciążę. Byłam ociężała i puchły mi nogi. Czasami myślałam, że to dziecko zniszczy mi zdrowie, ale gdy pierwszy raz poczułam ruchy, pokochałam moją „rybkę”, która od czasu do czasu porusza ogonkiem. Poród trwał ponad dziesięć godzin. Błagałam lekarzy o cesarskie cięcie, ale powiedziano mi, że jestem młoda i muszę urodzić siłami natury.

Nareszcie mój synek przyszedł na świat. Był siny i nie oddychał. Długo trwało, nim usłyszałam jego płacz. Pelle był dumny z tego, że ma syna, dziedzica nazwiska. Powysyłał zdjęcia małego wszędzie, gdzie tylko mógł. Nie od razu zorientowaliśmy się, że z synkiem jest coś nie tak. Płakał, gdy mu zmieniałam pieluszki, to mogło być normalne, ale dlaczego również wtedy, gdy go całowałam i pieściłam? Oskarżałam siebie, że jestem złą matką. Pelle niejednokrotnie to powtarzał, pogłębiając moją niską samoocenę. Nawiasem mówiąc on też nie lubił, gdy obca osoba go dotykała lub patrzyła prosto w oczy. Tym zachowaniem sprawiał wrażenie wywyższającego się. Dziecko rozwijało się normalnie. Ba, opiekunka w żłobku mówiła, że jest bardzo inteligentny. Szybko zaczął chodzić i pięknie rysować. Szybko też, jak na chłopca, zaczął mówić. Nie seplenił po dziecinnemu. Budował krótkie zdania. Czasami byłam zaskoczona, że używa „dorosłych” słów. To, że nie lubił dotyku i że w piaskownicy nie umiał bawić się z innymi dziećmi, nie było dla nas sygnałem, że coś jest nie tak i powinniśmy zgłosić to lekarzowi. Może za mało z nim przebywaliśmy. Pelle robił karierę i był w ciągłych rozjazdach, ja podjęłam pracę i zmuszona byłam oddać go do dagisu, czyli żłobka. Wracałam do domu zmęczona. Nie zauważyłam, że Björn jest inny niż dzieci z sąsiedztwa.

W 1981 roku zaproponowano Pellemu trzyletni kontrakt w Pakistanie. Oczywiście, nie konsultując tego ze mną, przyjął go. Wahał się jedynie, czy ma zabrać nas ze sobą. Powiedziałam, że damy sobie radę. Ja nie zamierzałam „zmieniać klimatu”. Podejrzewałam, że mąż nie wytrzymuje napięć w domu. Stracił zainteresowanie  Björnem, dziecko nie spełniało jego oczekiwań. Już się nim nie chwalił. Za to wtrącał się do wszystkiego, co dotyczyło wychowania syna i wiecznie mnie krytykował. Odetchnęłam z ulgą, gdy wyjechał. W ciągu tych trzech lat tylko kilka razy przyjeżdżał. Za to w listach zawsze zapewniał, że mnie kocha jak nikogo innego na świecie. Gdy był w Sztokholmie, spędzaliśmy kilka upojnych nocy. Wyjeżdżał, nawet nie pytając o synka. Pierwszy raz zaobserwowałam, że Björn jakoś dziwnie się zachowuje, gdy pojechałam z nim sama na wakacje do letniego domu. Kupiliśmy go we wsi, w której się wychowałam. Björn miał już cztery lata. Po przyjeździe na letnisko trudno mu było zaakceptować fakt, że jest tu inaczej niż w domu. Ma inne łóżeczko, ubieram go w letnie rzeczy i nie w tej kolejności, co zawsze. Łatwo złościł się, gdy jego buciczki nie stały w tym samym miejscu. To Olle, mój kuzyn mieszkający niedaleko nas, lekarz pediatra, pierwszy nabrał podejrzeń i wydał diagnozę. Według niego chłopiec ma zespół Aspergera. Wyjaśnił, że to nie jest choroba, którą można leczyć pigułkami, a wada rozwoju. Przyczyny jej nie są znane. Mogą powstać jeszcze w ciąży. Może to być również wada genetyczna.  Im szybciej się zdiagnozuje i podejmie kurację, tym lepiej.

Wróciliśmy szybko do Sztokholmu. Niestety, lekarze potwierdzili rozpoznanie mego kuzyna. W książkach przeczytałam, że trudny poród może też być przyczyną powstania zespołu Aspergera, ponieważ powoduje niedo- tlenienie i – co za tym idzie – uszkodzenie mózgu. I wtedy zaczęłam się obwiniać. Powinnam była być bardziej stanowcza i żądać cesarskiego cięcia. Może wtedy uchroniłabym moje dziecko przed chorobą Aspergera? Dawniej mówiono, że to autyzm. Austriacki uczony Asperger udowodnił, że nie można wszystkich odchyleń rozwoju wrzucać do jednego worka. Dziś wiadomo, że ten zespół różni się od autyzmu przede wszystkim tym, że (co jest ważne) nie ma w nim ogólnego opóźnienia intelektualnego. W kolejnej mądrej książce przeczytałam, że zespół Aspergera to relatywnie łagodne zaburzenia rozwoju, gdzie głównym problemem jest nieumiejętność nawiązywania kontaktów społecznych. Pierwsze symptomy pojawiają się głównie w okresie wczesnego rozwoju dziecka. Rodzice zauważają przede wszystkim brak koncentracji u dzieci. One żyją w swoim świecie, nie wykazują empatii. Nie potrafią dostosować się do norm życia w społeczeństwie, ale są inteligentne. I to była prawda. Björn nie lubił, gdy ktoś patrzył mu w oczy. Nienawidził dotyku, pieszczot. Gdy chciałam go przytulić, prężył się jak struna. Nie miał przyjaciół. Od wczesnego dzieciństwa miał kłopoty z nawiązywaniem kontaktów. Był wybitnie uzdolniony plastycznie, ale gdy był już w szkole, przynosił same niedostateczne oceny z rysunków. Nie mógł się na tyle skoncentrować, by dokończyć rozpoczęte prace. Lekcje go nudziły. Nie lubił zwłaszcza matematyki. Potrafił nagle w czasie lekcji wyjść z klasy, nie zważając na nauczyciela. Wybiegnę trochę naprzód, poza lata osiemdziesiąte, by pokazać, do czego są zdolne dzieci z Aspergerem i przytoczę jeden fakt z życia mego dziecka. W 1990 roku nasz syn nie wrócił do domu o czasie. Björn miał już dziewięć lat i sam chodził do pobliskiej szkoły, a po lekcjach zostawał w świetlicy. Odbierałam go po godzinie osiemnastej. Pelle był wtedy w Sztokholmie. Zadzwoniliśmy do nauczycielki. Okazało się, że dzisiaj nie było Björna ani w szkole, ani w świetlicy. Pytałam jego kolegów, ale nikt tego dnia go nie widział. Szukaliśmy go wszędzie. W parku, w kinie, które bardzo lubił. Bez rezultatów. Wieczorem zgłosiłam na policji zaginięcie dziecka. W tym czasie prasa dużo pisała o pedofilu o nazwisku Quick, który porywał chłopców, wykorzystywał ich i następnie mordował. Policja szukała Björna, ale bez widocznych rezultatów.

Szalałam. Wyobrażałam sobie, że to ten zboczeniec porwał mego synka. Przez kilka dni szukała go policja całej Szwecji. Ogłoszono RIKS LARM – alarm w całym królestwie Szwecji. W telewizji prezentowano zdjęcia Björna i moje błaganie o pomoc w odszukaniu dziecka. W radiu podawano rysopis mego synka, który zaginął bez wieści. Po tygodniu, gdy już straciłam wszelką nadzieję, policja zadzwoniła z informacją, że odnaleźli Björna. Jest cały i zdrów. Wyjaśnili, że dostali meldunek od jakiejś kobiety, która twierdziła, że widziała podobnego chłopca wysiadającego z dalekobieżnego autobusu w miejscowości Växjö. Zwróciło jej uwagę to, że był sam, bez opieki dorosłych. Następnie chyba pojechał dalej w kierunku Sandsbro. Policja zrobiła dokładne przeszukanie terenu. Odwiedziła też mego kuzyna, a ten zaprowadził ich do naszego let- niego domku. Gdy ogłoszono alarm, nie było go w kraju. Wyjechał na dwa tygodnie i nie wiedział, że poszukiwano mego syna. Dowiedziałam się, że Björn jest teraz w Växjö, w komisariacie policji. Do głowy nam nie przyszło, żeby poszukiwać Björna w okolicach Sandsbro, miejscowości odległej od Sztokholmu około 550 kilometrów! Zastanawiałam się, jak to możliwe, że kierowca międzymiastowego autobusu nie zainteresował się tym, że dziewięciolatek jedzie bez opieki dorosłych! Skąd Björn miał pieniądze na bilet? Jak dojechał do naszego domku? Pojechaliśmy do Växjö razem z mężem. Na miejscu zastaliśmy syna w Izbie Dziecka przy komisariacie. Policjantka powiedziała, że w rozmowie z psychologiem dziecięcym Björn opowiedział, że autobusem pojechał do Växjö. Tam znalazł ciężarówkę jadącą w kierunku Sandsbro, której kierowca zgodził się go dowieźć do naszego letniego domu. Dziwię się temu kierowcy ciężarówki, że nie zawiadomił policji. Policjantka powiedziała, że dla niej też jest to dziwne. Może nie był Szwedem? A na pytanie dlaczego wybrał się w taką długą podróż, Björn odpowiedział, że podczas wakacji zostawił tam swój ulubiony komiks! Tylko tyle. Nie ucieszył się na nasz widok. Był zdziwiony tym, że wszczęłam alarm. Nie rozumiał, dlaczego się denerwowaliśmy. Zapytałam go, co jadł przez cały ten tydzień i dlaczego nie poszedł do Ollego, mojego kuzyna mieszkającego niedaleko od naszego domu. Krótko odpowiedział, że nie było go w domu. Zjadł wszystko, co zostało w lodówce, a poza tym nie miał czasu, bo znalazł w domu jeszcze więcej komiksów. Z kolei zapytany, skąd miał pieniądze na bilet, odpowiedział, że „sobie wziął” z szuflady, gdzie trzymam pieniądze na bieżące wydatki. Nie było sensu pytać go, dlaczego nie zawiadomił nas o swoich zamiarach. Piszę o tym, żeby pokazać, jak czasami wygląda wygląda zespół Aspergera.

Anna Winner (Wiśniewska)

Fragment nowej książki ”Margareta”

Lämna ett svar

Din e-postadress kommer inte publiceras. Obligatoriska fält är märkta *

Created with Visual Composer