Tabun koni
Ile rzeczy w sobie zmarnowałem? Zależy od pory dnia i daty. Marnowaniem zajmuję się zwykle po południu i wieczorem. Wtedy nie robię nic i daty nie mają znaczenia. Najważniejszych moich zmarnowań nie wymienię, zaprzyjaźnieni znają, obcy nie muszą.
Czy żałuję czegoś? W chwili marnowania raczej nie żałuję, później owszem i nawet zaciekle, ale życie tymczasem robi swoje, nie oglądając się na mnie i moje kaprysy.
Ono biegnie a czas, którym wszystko jest dokładnie wypełnione, sobie spokojnie mija. Życiu nie trzeba w niczym pomagać, da sobie radę. Można sobie oczywiście wyobrażać różne rzeczy, można protestować i potrząsać piąstkami, ale to tylko śmieszne manifestacje, niczego czasowi nie zmieniające.
Pisanie w formie takiej, jaką teraz uprawiam, nie ma prawdopodobnie większego sensu, ale protestowanie też go nie ma, bo nie ma przed kim. Zatem ten jegomość zajmuje się niczym, oraz paroma jeszcze równie nieistotnymi rzeczami, luz blues.
Najważniejsza rzekomo jest pokorą. Wobec życia i w ogóle. Tego bym nie powiedział, ja czuję wartość siebie. Sprawa polega mniej więcej na tym, że aby to co się robi było w miarę sensowne, należy starać się upraszczać i ja się staram. Tylko że nie z rozumu czy pokory, a ze strachu. Działam, ale jednocześnie zdając sobie sprawę z niepoliczalnej ilości kombinacji i wariantów, do których nie mam i nie będę miał dostępu. Mój strach właśnie z tego się bierze.
Jestem niekonsekwentny, nierzadko nieudolny i przypadkowy. Z tych i innych jeszcze powodów, staram się być konsekwentny i udany. Właściwie składam się z marzeń: Kim mógłbym być, gdybym nie był kim jestem? Wszystkim.
Przypadkowość nie jest przypadkowa, jest koniecznością. Właściwie nie wiem czy tak jest naprawdę. Ale jeżeli, to nie lubię, bowiem jeśli wszystko jest przypadkowe oznacza, że nie ma innego wyjścia, jak pogodzić się z koniecznością? Niedoczekanie!
Jeżeli chcesz zatrzymać rozpędzony tabun koni, musisz stanąć na jego czele. Wiecie kto to powiedział? Prezydent Lech Wałęsa. Zatem nie moje to słowa, ale freudowskim tropem idąc, z jakiegoś powodu w tej właśnie chwili wypłynęły? Odwagi, chłopcze!
Spędzam ponure dni stycznia, następstwo ponurych dni grudnia. Mówi się, że nawet na pustyni można trafić na coś interesującego. Beduin prawdę ci powie.
Nieoczekiwanie (jak koniec lata w polskim filmie) stałem się najstarszy we wszystkich możliwych towarzyskich konfiguracjach. Wrażenie? Raczej podłe i trochę smutno.
Najbardziej irytująca jest surrealność tego wszystkiego, co zwyczajowo życiem nazywamy. Dokonuje się ono dokładnie tak, jak dotychczas się dokonywało i nie ma najmniejszego znaczenia, że człowiek inaczej to sobie wyobrażał.
Andrzej Szmilichowski
