malmofestival-905624_1280

Któregoś dnia uległam namowom i postanowiłam odwiedzić znajomą zamieszkałą w Malmö. Przedstawiała się jako wielka przyjaciółka Polski i Polaków. Dwie makatki z wyszywanymi białymi orłami na poręczach fotela w jej mieszkaniu, miały świadczyć niezbicie o tej przyjaźni.

Gdy następnego ranka moja znajoma wyszła z psem na spacer mogłam z okien jej mieszkania nasycić wzrok panoramą miasta. Widok z balkonu ogarniał największy i najpiękniejszy park, Pildammsparken (Park Wierzbowych Sadzawek – tak można go nazwać po polsku). Przy parku znajduje się Malmö Stadion, który z dumą jest opisywany jako jeden z największych i najładniejszych obiektów sportowych. Przenosząc spojrzenie nad parkiem i nad stadionem, dalej na północ, spostrzegłam znaną sylwetkę Kron Prinsa. To tam Drottninggatan i Regementsgatan tworzą linię podziału między starą a nowoczesną częścią miasta. Do południowej strony tej linii przylega śródmieście – Inner Staden – a dalej Malmö rośnie i rozwiera się we wszystkich kierunkach jak ogromny wachlarz obramowany taśmą autostrady-obwodnicy, rozprowadzającej drogi do Ystad i Trelleborga i wiodącej do mostu Öresund. Widok z mojego balkonu obejmował małą część tego dużego miasta. Reszta rozpościerała się gdzieś za moimi plecami. Poznałam już ją dużo wcześniej, więc moją uwagę skierowałam ponownie w stronę Drottninggatan, bo tam odkryłam Stare Miasto.

Ulicą biegnącą przez kanały i przez środek Stargo Miasta dotarłam na Centralny dworzec kolejowy i do biura turystycznego, a następnie do terminalu Flyg Båtar, dowożących podróżnych do portu lotniczego w Kopenhadze. W tej samej okolicy stoi opuszczony nowy budynek pomyślany jako przystań promowa statków i katamaranu, które do niedawna pływały stąd do Polski. Szkoda, że tak krótko. Dobrze znałam i wiedziałam gdzie leżą te portowe miejsca pożegnań i powitań – smutków i radości. Duży obszar tamtejszych portowych nabrzeży, to tereny usypane i zabrane wodzie. Znajduje się tam lądowisko dla helikopterów, Wyższa Szkoła i kompleks wystawowy Malmö Mässan. Tu kiedyś dochodziły wody łuku zatoki Lomma, tuż, tuż prawie pod mury twierdzy Malmöhus. Właśnie dlatego Niemcy nazwali Malmö: Ellenbogen. Pierwotna nazwa, nadana jeszcze w dwunastym wieku przez króla norweskiego, ”Malmhaugar” przetrwała prawie nie zmieniona, a pochodzi od wzgórz przybrzeżnych miasta. Stare Miasto, otoczone jest regularną linią kanału, która zmienia swój charakter tylko na terenie Malmöhus. W zamkowym parku wije się meandrami i pęcznieje sadzawkami, a w pobliżu samej twierdzy tworzy dwa pierścienie obronnych fos, by w końcu uciec w kierunku wód zatoki. Któregoś deszczowego dnia wędrowałam wśród labiryntów uliczek i zaułków, usiłując odszukać Hetmanska Gården – Hetmański.

Dwór, gdzie mieści się Centrum Literatów Południe. Nazwa „Hetmański” sprawiła, że malowałam w wyobraźni biały dwór hetmana, gdzieś na rubieżach wschodnich Polskiej Korony. Gdy wreszcie dotarłam na Mały Rynek zmuszona byłam pytać, który z budynków jest tym poszukiwanym przeze mnie. Nie mogłam domyślić się, że niski, długi, czerwony budynek nazwano Dworem Hetmańskim. No cóż, podróże nie tylko kształcą, ale i rozwiewają złudzenia. Malmö. Wiele słyszałam i czytałam o minionej świetności tych miejsc. Na Dużym Rynku wzbudził mój podziw „dwór” – mennica słynnego Jörgena Kocka, który przez wiele lat pełnił władzę jako burmistrz miasta za czasów króla duńskiego Christiana II i jeszcze nawet po objęciu władzy przez Frederika I.

Lecz  prekursorem świetności i wspaniałego rozwoju miasta w okresie późnego średniowiecza, był Erik av Pommern – Eryk Pomorski, syn Warcisława Pomorskiego i siostrzenicy duńskiej królowej Margarety. Chociaż był królem Unii Państw Północy i w połowie tylko Słowianinem, wykazywał tyle temperamentu, energii i szczodrości, że trudno byłoby go porównać z jakimś innym władcą Północy. Eryk pokochał Malmö i nadawał różne przywileje jego mieszkańcom i kupcom, faworyzując handel. Lecz opętany był szaleńczą ideą budowy twierdz obronnych i fortyfikacji miast położonych nad Sundem. Dążył do rozwoju handlu morskiego i rozwoju portów handlowych, ale równocześnie fortyfikował te porty. Czy przewidywał niebezpieczeństwo najazdów? To fakt, czasy nie były spokojne, a forty w ciągłych wojnach między Szwedami a Duńczykami, przechodziły z rąk do rąk i nie uchroniły przed wojną z miastami Hanzy.

Gdy patrzę na piękny portret Eryka, na wspaniały, złotem wyszywany królewski płaszcz, na łagodną twarz o regularnych rysach, uderza mnie głęboki smutek w spojrzeniu tego władcy i jakaś niepewność. Co myślał? Chyba doszły go słuchy o bitwie po Grunwaldem na ziemi, którą opuścił będąc jeszcze dzieckiem, a z którą nie rozstał się na zawsze… Czy tęsknił za rodziną na zamku w Darłowie? Czy też prześladowała go myśl o zagrożeniu ze strony agresywnych poczynań floty Hanzy? Nie dowiemy się tego. Tyle tajemnic kryje ta postać. Z natury Sarmata, z urzędu król pokolenia Wikingów. Pamięć o sobie przypieczętował darowaniem miastu Malmö swojego herbu rodzinnego – pomorskiego gryfa, i zapoczątkowaniem budowy zamku i murów obronnych zamku Malmöhus.

Jednym z kolekcji portretów tego zamku jest portret Barbro Natt och Dag, żony sędziego sądu (dworskiego) apelacyjnego. Kiedyś ujrzałam jak przemiła szwedzka lekarka podpisuje receptę nazwiskiem: Luvisa Natt och Dag (Luiza Noc i Dzień). Opanowało mnie wtedy uczucie zdziwienia i podziwu dla pomysłowości w doborze nazwisk. Byłam pewna, że młoda lekarka wymyśliła je, by czymś się wyróżnić, lub podkreślić całą zawartość życia w “nocach i dniach”. Nie wiedziałam wtedy, że od dawna już w zamku Malmöhus uśmiecha się i spogląda tajemniczo “dama nocy i dnia”. Nie uda mi się wyjaśnić jaki związek miała moja lekarka z portretem w zamku. Może jak noc z dniem i dzień z nocą. Może jak moja noc i dzień w Malmö. Może jak tajemnica i ciągłe jej odkrywanie…

Teresa Järnström-Kurowska

Lämna ett svar

Din e-postadress kommer inte publiceras. Obligatoriska fält är märkta *

Created with Visual Composer