burj-khalifa-5859370_1280

Jako żona emerytowanego architekta czuję się zobligowana do napisania paru słów o ciekawych, wręcz spektakularnych budowlach. Jest ich wiele, ale ograniczę się do kilku, moim zdaniem, wartych wspomnienia. Są to katedra Sagrada Familia w Barcelonie, Burj Khalifa, hotel żagiel w Dubaju, hotel z gigantycznymi deskami do surfingu na dachu, opera w Sydney i meczet w Abu Dhabi.

Katedra Sagrada Familia dominuje sylwetkę Barcelony. Kiedyś można było zwiedzać katedrę spontanicznie. Obecnie długo czeka się na wejściówki na Internecie. Z mokrego piasku można osiągnąć strzeliste, sękate wieżyczki miniaturowego rozmiaru. Poza wieżami katedrę ozdabiają figury ewangelistów, Matki Boskiej i Jezusa. Na szczycie przewidziany jest krzyż. Antoni Gaudi, projektant katedry, leży w niej pochowany. Gaudi nie stosował prostych linii, inspirowany był naturalnymi formami. Katedry buduje się przez stulecia. Sagrada Familia nie jest wyjątkiem. Najstarsza część katedry pociemniała z wiekiem i wymaga renowacji.

Burg Khalifa, najwyższy budynek świata przypominał gigan­tyczną metalową, segmentowaną pa­łe­czkę, jakie stosują wykładowcy przy pre­le­k­­cjach, a mo­że raczej monumentalną piramidę wysmuk­łych, me­ta­lowych, coraz to węższych pu­szek. Szczyt tego giganta miał wysokość 828 m i 164 pię­t­ra­. Przed kasami wił się mean­der niekończącej się kolejki i po ponad go­dzinnym oczekiwaniu wręczono nam nieprzy­zwoicie drogie bilety uprawniające do jazdy win­­dą, nie­ste­ty dopiero późnym wieczorem. Po­cieszaliśmy się, że z wysoka Dubaj by night może być cie­kawszy niż Dubaj za dnia. O wyznaczonym czasie powróciliśmy do wysokościowca aby dołączyć się do tu­rystów czeka­ją­cych na windę. Po chwili byliśmy w drodze na 124, najwyższe piętro dostępne dla zwie­dza­jących. W nieświadomości mijaliśmy poziomy miesz­czące pomieszczenia biurowe, luk­­su­so­wy hotel Armani i apartamenty mieszkaniowe. Jazda trwała zaledwie minutę. Po wyj­ściu z windy znaleźliśmy się na tarasie widowiskowym biegnącym wokół budynku. Taras po­siadał wysoką przeszkloną barierę, aby nie kusił samobójców. Panował już całkowity mrok, było chłodniej niż na dole, wiał silny wiatr a budynek, będący na tej wysokości już tylko po­jedyn­czym smukłym segmentem, lekko się kołysał. Widok okazał się wielkim rozczaro­wa­niem. Przygotowani na orgię blasku ujrzeliśmy miasto jarzące się skąpym,  niebieskawym światłem. Szkielety wielu nieukończonych budynków były nieoświetlone. Tylko na dźwigach  bu­dowla­nych migały pojedyncze, ostrzegawcze lampki.

”Hotel Żagiel” w Dubaju to potoczna nazwa dla luksusowego hotelu Burj Al Arab, którego charakterystyczny kształt przypomina rozłożony żagiel. Jest to jedna z najbardziej rozpoznawalnych ikon Dubaju, położona na sztucznej wyspie, połączonej z lądem mostem. Hotel znany jest z najwyższego standardu luksusu i unikatowej architektury, w tym wnętrz ze złotem i lądowiska dla helikopterów na dachu. Do każdego apartamentu przydzielony jest kamerdyner aby spełniał wszystkie, nawet najbardziej wyrafinowane życzenia gościa. Poza tym restauracja zapewnia gościowi zabawną atrakcję: jazdę symulowaną łodzią podwodną, która zawozi gościa do stołu. Wielkie akwarium z morską wodą daje złudzenie jedzenia na jego dnie.  Hotel jest dostępny tylko dla rezydentów. Można jednak zwiedzić go od środka wykupując horendalnie drogą popołudniową herbatę.

Różnica pomiędzy butlerem a kamerdynerem jest taka, że butler obsługuje wielu pasażerów, a kamerdyner tylko gości w przydzielonym im apartamencie. Przekonaliśmy się o tym podczas jednego z rejsów kiedy dano nam kabinę nieregularną w kształcie, ale leżącą w ekskluzywnej części statku. Pasażerowie mieli tam pewne przywileje. Codziennie, po południu, słychać było kółeczka wózka butlera. Zapraszał na smakowite kanapeczki i szampana. Po powrocie brakowało mi jego usług.

W Abu Dhabi zachwycił nas meczet imienia szejka El Zayeda, założyciela Emiratów. Ze względów ideologicznych unikam obecnie meczetów, ale słysząc wiele superlatyw zrobiłam wyjątek i nie żałuję. To cudo architektoniczne wzniesione w 2007 roku leży u wylotu miasta. Z daleka widać jego cztery minarety, a cała budowla oślepia kredową bielą marmuru. Liczne kopuły różnej wielkości, blisko 1000 kolumn zwieńczonych 24-karatowym złotem, ozdobne inkrustacje o abstrakcyjnych, roślinnych wzorach w stonowanych barwach, harmonijna symetria, wszystko to oszałamia i zapiera dech. Aby nie oszpecać otoczenia pomocniczymi budynkami zbudowano podziemne miasteczko z zapleczem dla turystów. To istny ósmy cud świata.

W Singapurze  jest także budynek który zapiera dech. Trzy hotelowe wysokościowce połączone gigantycznymi, betonowymi deskami do surfingu, pomiędzy którymi jest basen z wodą sięgającą do krawędzi. Goście w puchatych, białych szlafrokach wylegują się na deskach. Tylko pozazdrościć .

Opera w Sydney, ikona architektury, słynie z kształtu przypominającego żagle lub muszle czy szczeki rekina i jest pokryta pokryta jest milionem szwedzkich płytek ceramicznych z Höganäs. Wiele lat temu miałam okazję obejrzeć jej wnętrze. Brałam udział służbowo, w kongresie i tam właśnie celebrowano otwarcie konferencji. Byłam rozczarowana bo siedzenia prosiły się o renowację. Obecnie jest prawdopodobnie odnowiona.

Może ktoś będzie zdziwiony, że nie wspominam o Taj Mahal. Ale na temat tej budowli tyle już napisano, że trudno dodać coś oryginalnego.

Felieton zakończę żarcikiem budowlanym. W Sopocie jest budynek, dom towarowy, o nazwie Krzywy Domek, który nie ma linii prostych, a w czeskiej Pradze dwa wysokościowce obejmujące się jak tańcząca para.

Teresa Urban

Lämna ett svar

Din e-postadress kommer inte publiceras. Obligatoriska fält är märkta *

Created with Visual Composer