Spektakularne budowle
Jako żona emerytowanego architekta czuję się zobligowana do napisania paru słów o ciekawych, wręcz spektakularnych budowlach. Jest ich wiele, ale ograniczę się do kilku, moim zdaniem, wartych wspomnienia. Są to katedra Sagrada Familia w Barcelonie, Burj Khalifa, hotel żagiel w Dubaju, hotel z gigantycznymi deskami do surfingu na dachu, opera w Sydney i meczet w Abu Dhabi.
Katedra Sagrada Familia dominuje sylwetkę Barcelony. Kiedyś można było zwiedzać katedrę spontanicznie. Obecnie długo czeka się na wejściówki na Internecie. Z mokrego piasku można osiągnąć strzeliste, sękate wieżyczki miniaturowego rozmiaru. Poza wieżami katedrę ozdabiają figury ewangelistów, Matki Boskiej i Jezusa. Na szczycie przewidziany jest krzyż. Antoni Gaudi, projektant katedry, leży w niej pochowany. Gaudi nie stosował prostych linii, inspirowany był naturalnymi formami. Katedry buduje się przez stulecia. Sagrada Familia nie jest wyjątkiem. Najstarsza część katedry pociemniała z wiekiem i wymaga renowacji.
Burg Khalifa, najwyższy budynek świata przypominał gigantyczną metalową, segmentowaną pałeczkę, jakie stosują wykładowcy przy prelekcjach, a może raczej monumentalną piramidę wysmukłych, metalowych, coraz to węższych puszek. Szczyt tego giganta miał wysokość 828 m i 164 piętra. Przed kasami wił się meander niekończącej się kolejki i po ponad godzinnym oczekiwaniu wręczono nam nieprzyzwoicie drogie bilety uprawniające do jazdy windą, niestety dopiero późnym wieczorem. Pocieszaliśmy się, że z wysoka Dubaj by night może być ciekawszy niż Dubaj za dnia. O wyznaczonym czasie powróciliśmy do wysokościowca aby dołączyć się do turystów czekających na windę. Po chwili byliśmy w drodze na 124, najwyższe piętro dostępne dla zwiedzających. W nieświadomości mijaliśmy poziomy mieszczące pomieszczenia biurowe, luksusowy hotel Armani i apartamenty mieszkaniowe. Jazda trwała zaledwie minutę. Po wyjściu z windy znaleźliśmy się na tarasie widowiskowym biegnącym wokół budynku. Taras posiadał wysoką przeszkloną barierę, aby nie kusił samobójców. Panował już całkowity mrok, było chłodniej niż na dole, wiał silny wiatr a budynek, będący na tej wysokości już tylko pojedynczym smukłym segmentem, lekko się kołysał. Widok okazał się wielkim rozczarowaniem. Przygotowani na orgię blasku ujrzeliśmy miasto jarzące się skąpym, niebieskawym światłem. Szkielety wielu nieukończonych budynków były nieoświetlone. Tylko na dźwigach budowlanych migały pojedyncze, ostrzegawcze lampki.
”Hotel Żagiel” w Dubaju to potoczna nazwa dla luksusowego hotelu Burj Al Arab, którego charakterystyczny kształt przypomina rozłożony żagiel. Jest to jedna z najbardziej rozpoznawalnych ikon Dubaju, położona na sztucznej wyspie, połączonej z lądem mostem. Hotel znany jest z najwyższego standardu luksusu i unikatowej architektury, w tym wnętrz ze złotem i lądowiska dla helikopterów na dachu. Do każdego apartamentu przydzielony jest kamerdyner aby spełniał wszystkie, nawet najbardziej wyrafinowane życzenia gościa. Poza tym restauracja zapewnia gościowi zabawną atrakcję: jazdę symulowaną łodzią podwodną, która zawozi gościa do stołu. Wielkie akwarium z morską wodą daje złudzenie jedzenia na jego dnie. Hotel jest dostępny tylko dla rezydentów. Można jednak zwiedzić go od środka wykupując horendalnie drogą popołudniową herbatę.
Różnica pomiędzy butlerem a kamerdynerem jest taka, że butler obsługuje wielu pasażerów, a kamerdyner tylko gości w przydzielonym im apartamencie. Przekonaliśmy się o tym podczas jednego z rejsów kiedy dano nam kabinę nieregularną w kształcie, ale leżącą w ekskluzywnej części statku. Pasażerowie mieli tam pewne przywileje. Codziennie, po południu, słychać było kółeczka wózka butlera. Zapraszał na smakowite kanapeczki i szampana. Po powrocie brakowało mi jego usług.
W Abu Dhabi zachwycił nas meczet imienia szejka El Zayeda, założyciela Emiratów. Ze względów ideologicznych unikam obecnie meczetów, ale słysząc wiele superlatyw zrobiłam wyjątek i nie żałuję. To cudo architektoniczne wzniesione w 2007 roku leży u wylotu miasta. Z daleka widać jego cztery minarety, a cała budowla oślepia kredową bielą marmuru. Liczne kopuły różnej wielkości, blisko 1000 kolumn zwieńczonych 24-karatowym złotem, ozdobne inkrustacje o abstrakcyjnych, roślinnych wzorach w stonowanych barwach, harmonijna symetria, wszystko to oszałamia i zapiera dech. Aby nie oszpecać otoczenia pomocniczymi budynkami zbudowano podziemne miasteczko z zapleczem dla turystów. To istny ósmy cud świata.
W Singapurze jest także budynek który zapiera dech. Trzy hotelowe wysokościowce połączone gigantycznymi, betonowymi deskami do surfingu, pomiędzy którymi jest basen z wodą sięgającą do krawędzi. Goście w puchatych, białych szlafrokach wylegują się na deskach. Tylko pozazdrościć .
Opera w Sydney, ikona architektury, słynie z kształtu przypominającego żagle lub muszle czy szczeki rekina i jest pokryta pokryta jest milionem szwedzkich płytek ceramicznych z Höganäs. Wiele lat temu miałam okazję obejrzeć jej wnętrze. Brałam udział służbowo, w kongresie i tam właśnie celebrowano otwarcie konferencji. Byłam rozczarowana bo siedzenia prosiły się o renowację. Obecnie jest prawdopodobnie odnowiona.
Może ktoś będzie zdziwiony, że nie wspominam o Taj Mahal. Ale na temat tej budowli tyle już napisano, że trudno dodać coś oryginalnego.
Felieton zakończę żarcikiem budowlanym. W Sopocie jest budynek, dom towarowy, o nazwie Krzywy Domek, który nie ma linii prostych, a w czeskiej Pradze dwa wysokościowce obejmujące się jak tańcząca para.
Teresa Urban
