Miss
W ludzkim umyśle nie ma miejsca na „bez granic”. Tak twierdzą logicy, ponieważ horyzonty myśli wyznaczają i ograniczają słowa. Przykład jaki mi przyszedł do głowy: Jak wygląda utopia?
Konfrontujemy się z ciemnością, pojedynkujemy z mrokiem w sobie, pomimo wiedzy, że nie wyjdziemy z tego zwycięsko. Smok pilnujący skarbu na który mamy ochotę, nie byłby smokiem, gdyby nie chciał nas uśmiercić i pożreć!
Podejmujemy walkę nie dla zwycięstwa, idziemy w to, bo nie mamy alternatywy. Zaś wypływając na szersze wody zauważamy ze smutkiem, że nie jest możliwe zostać dobrym człowiekiem, nie będąc wcześniej złym. Nie ma sposobu dostać się na górę inaczej, jak idąc od dołu. Jesteśmy słabi, bo marzymy o i programujemy się na szczęście, na swoje szczęście. Dlaczego nie przychodzi nam do głowy, lub przychodzi rzadko i najczęściej za późno, że aby szczęście się mogło dokonać, musimy wcześniej nauczyć się wartości, zastanowić nad wagą prawdy, nad odpowiedzialnością, musimy wpierw zrozumieć, co piękno znaczy?
Wszak to wartości utrzymują nas przy życiu, gdy napotykamy trudności i cierpienia. Szczęście tego nie potrafi, szczęście jest zbyt w siebie zapatrzone i zadowolone! My zaś, pomimo złych doświadczeń oczekujemy go, a gdy nadchodzi jakiś substytut, ślad choćby, dziękujemy wylewnie Bogu zapominając, że chociaż boski wysłannik, ten który miał nas uratować i zbawić przybył, ale przegrał.
Wystarczy przewrócić pierwszą kartkę historii ludzkości, by się zorientować, że straszenie człowieka piekłem jest czyimś (czyim?) chichotem. Człowiek z wielkim zaangażowaniem i łatwością, by nie powiedzieć zamiłowaniem, realizuje program (czyj?) samozagłady, konstruując sam sobie wielopiętrowe, wieloznaczeniowe i wielozadaniowe piekło. Jeżeli nie to jest owym Złem, to co jest?
Z niebem, bliżej nazywanym rajem, rzecz się ma inaczej i o wiele skromniej. W przeciwieństwie do piekła, o raju – poza niewiele mówiącymi ogólnikami – nie wiadomo nic prócz, że pięknie tam.
Ideologie, nieistotne prawym czy lewym skrzydłem nas muskające, niewiele różnią się od tradycyjnych religijnych wersetów. Przekonane o swoich racjach równie silnie jak religie, ideologie usiłują uczynić świat lepszym. Rzecz w tym, iż prawda niewygodna jest, gdy mówi, że cierpienie zajmuje więcej miejsca, niż zadowolenie.
W mojej wyobraźni niepokój zajmuje coraz więcej miejsca. Wydaje mi się, że wprost widzę narastające złogi egzystencjalnego chaosu i narastające stłoczenie techniki. Czas – biedny i ponad miarę obciążony zewsząd ”słuszną prawdą” czas – ledwie zipie, co powoduje, że ludzi ogarnia zmęczenie. Człowiek ma narastające kłopoty z tożsamością, bo rzeczywistość coraz ściślej go otacza.
Wśród astrofizyków zdobywa popularność myśl, że nauka opuszczając materię zbliża się do religii. Istnienie świata niematerialnego nie jest już odrzucane, jako bezzasadne i wzięte „z Księżyca” teorie. System świadomego istnienia pulsujący na tej planecie, może być rodzajem bąbla Matrixu, jakich w kosmosie wiele.
Badacze z Oxfordu uważają, że należy brać poważnie pod rozwagę koncepcję, że świat w którym egzystujemy, jest zaawansowaną symulacją. Eksperymentem wykreowanym przez superkomputer, programujący i powołujący do życia różne formy i gatunki, w wielu miejscach kosmosu.
Kończąc pozwolę sobie na westchnienie pychą przepełnione: Jeżeli już, co możliwe, jesteśmy tylko jedną z licznych kosmicznych kreacji, bądźmy choć najpiękniejszą!
Andrzej Szmilichowski
