old

Co mnie dotyczy? Otóż coraz mniej mnie dotyczy. Prawie nic, ale wyobrazić sobie potrafię wszystko, a zatem nauka oraz lata intensywnych praktyk nie były na darmo, nie poszły w las!

Don´t invest yourself in everything (przepisane z ulotki reklamowej). Oczywiście, tym bardziej, że nic nie jest wyłącznie moje, ze mną samym włącznie. Czy świat jest absolutem? Dobre pytanie. Nie umiałbym go tak potraktować, bo nie mogę? Czy nie mogę, bo nie umiem? Jak to z tym sławnym węzłem było? Niepewności, wahania…

Może ktoś zna rzemieślnika, który potrafi przerobić za małe pieniądze samotność, na coś lepszego? Chętnie skorzystam. Zmarnowałem dużo życia w życiu i w rezultacie czasami czas mi gęstnieje. Dobrze byłoby nauczyć się myśleć bardziej płynnie, choćby tylko tak, jak wszystko co się  dzieje.

Ćwiczenie na „życie”. Podobno życie uczy. A czego życie nie uczy? Jestem życia żywym przykładem (Ale co to panie za życie!), na którego życiu widoczna jest wadliwość mitu o życiowych doświadczeniach.

Uważam, że przekazywanie doświadczeń to lipa i istnieje tylko w charakterze pobożnych życzeń. Gdyby tak było, z Ziemi zniknęłoby popełnianie błędów. My nawet, co życie unaocznia, lubimy popełniać te same błędy (palec w gorącym mleku).

Naszedł mnie smutek epilogu, szary smutek końca. Mam nadzieję, że koniec może być początkiem następnej części, nierozerwalnie związanej z pierwszą. Tylko że niestety doświadczenia zaczerpnięte z pierwszej, można sobie na poziomie drugiej wsadzić wiadomo gdzie.

Czy na pewno miłość to jest taka rzecz, która, zresztą jak wszystko, mija? Dobre pytanie, gdyby nie było głupie. Oto czarujący bobasek, oto dwudziestolatek nie do zatrzymania, oto sceptyczny zmęczony starzec… Co nie mija? Należałoby zadać inne pytanie:  Czy człowiek otrzymuje wystarczającą ilość czasu na wszystko? Się wywinę kunktatorsko od odpowiedzi: Jedni tak, inni nie.

Są rzeczy, których nie biorę pod uwagę. Takie których się domyślam. I te, których nie lubię. Coraz mniej na przykład lubię moją twarz i sylwetkę, odbite w wystawowych szybach. O reszcie nie ma co wspominać. Przydałaby się jakaś przeróbka, albo żebym choć widział siebie trochę jaśniej. Moje ręce są tragicznie stare. Zgoda, są stare, ale tak długo jak dają sobie radę z tangentami komputera i trzymaniem rakiety tenisowej, jestem po ich stronie.

Na koniec myśl. Aż wstyd, że taka ponura w pogodny poranek: Absolutnie nie jest możliwe posługiwanie się złem, ażeby natychmiast zło nie posługiwało się tobą. Wszelakie inicjatywy ku instrumentalizacji zła, kończą się bezwzględnym utonięciem w jego (zła) ramionach. A właściwie jest jeszcze gorzej, bo następuje utracenie „ja” i wcielenie w zło. W moim życiu znałem (znam?) dwie takie osoby.

Andrzej Szmilichowski

Lämna ett svar

Din e-postadress kommer inte publiceras. Obligatoriska fält är märkta *

Created with Visual Composer