Jak to było z obroną Jasnej Góry?

0
1270px-Siege_of_Clari_Montis_(Jasna_Góra)_in_1655

Oblężenie Jasnej Góry – legendy i fakty. W polskiej świadomości utrwalił się obraz stworzony przez „Potop” Henryka Sienkiewicza. Tymczasem prawda historyczna jest nieco inna. Mniej barwna od fantazji pisarza. Mniej pompatyczna niż chce tego kościół. Każde podważenie rzetelności obiegowej opinii o cudownej obronie Jasnej Góry, równe jest atakowi na to co w Polsce najświętsze. Może dlatego, że obrona Jasnej Góry utrwaliła w świadomości Polaków przekonanie o narodowym charakterze katolicyzmu, zwłaszcza zaś kultu maryjnego.

W listopadzie minęło 350 lat od momentu, w którym wojska szwedzkiego króla Karola Gustawa rozpoczęły czterdziestodniowe oblężenie twierdzy Jasna Góra – stanęły u bram klasztoru 18 listopada 1655 roku. W jubileuszowych uroczystościach uczestniczył m.in. ambasador Szwecji w Polsce, Tomas Bertelman, który przeprosił Polaków za Potop: – Nie wiem, czy teraz można prosić o wybaczenie za cierpienia i zniszczenia, których dokonały wojska szwedzkie – mówił ambasador w częstochowskiej Akademii im. Jana Długosza na międzynarodowej konferencji ”Jasna Góra w dobie potopu”. – Ale ubolewamy, bo zniszczenia były tak wielkie, że Polacy zapamiętali je jako swoisty ”potop”.

– To dla nas zaszczyt uczestniczyć w tym jubileuszu, mimo że upamiętnia on wydarzenie oznaczające porażkę strony szwedzkiej – mówił ambasador na konferencji. – Wolno chyba nam, Szwedom, powiedzieć sobie teraz, że mimo wszystko staliśmy się sprawcami czegoś, co dla polskiego narodu stanowiło i stanowi niezastąpiony symbol, źródło inspiracji, zaś w ciężkich czasach napełniało odwagą i nadzieją.

Te słowa skomentował Ojciec Stanisław Tomoń, rzecznik prasowy Jasnej Góry:

– Długo czekaliśmy na słowa Pana Ambasadora. Ubolewanie przyjmujemy do wiadomości. Niech pamięć na bolesną przeszłość da Polakom i Szwedom powód do życia godnego Europejczyków i chrześcijan w tym XXI wieku.

Na tym kończą się jednak dyplomatyczne uprzejmości. Bo nie one są dzisiaj ważne. Zagrożenie jest zupełnie gdzie indziej – każde podważanie legendy cudownej obrony Jasnej Góry to atak na pryncypia, bo przecież obrona Jasnej Góry – to obrona chrześcijańskiego ducha Narodu, to obrona kultury rodzimej, to obrona jedności serc ludzkich – w Bożym sercu, to obrona… Tak brzmi oficjalna linia jaką zajmuje Kościół katolicki w Polsce i wielu publicystów. Przykładem takiego myślenia może być fragment artykułu „Bronię Kordeckiego” autorstwa, właśnie Ojca Stanisława Tomonia:

Już tylko godne pożałowania pozostają propagandowe manipulacje z rzekomo ”odbrązowionym” Kordeckim na łamach tygodnika ”Wprost” (fragmenty tego artykułu publikowaliśmy w NGP, nr 18/2005 – dop. red.). Sugerowanie czytelnikowi jakoby Kordecki był… zdrajcą, ponieważ miałby wywiesić ”białą flagę nad klasztorem” i prowadzić tajne pertraktacje ze Szwedami, to po prostu prezentowanie nierzetelnej interpretacji wydarzeń z 1655 roku lub co najmniej niefortunne wstawienie odredakcyjnych śródtytułów w artykule publicysty. W rzeczy samej okazuje się to nie tylko zniesławianiem samego Kordeckiego. Na taką propozycję Kmicic miał dla Kuklinowskiego prywatnie odpowiedź jedną… Przeor Kordecki nie wywiesił nigdy poddańczej białej flagi nad twierdzą jasnogórską! W przypadku Kordeckiego można się obyć bez tworzenia niepotrzebnych mitów. Liczą się fakty, a te mówią same za siebie i pozostają nawet po 350 latach czytelne – Jasna Góra zwycięsko obroniła się przed wojskami szwedzkimi w 1655 roku. /…/ A może w warsztat naukowy znów zakradło się ”widmo krążące po Europie” ubrane tym razem w szatę ideologiczną… np. antyklerykalizmu lub laicyzmu.

Smaczku tej wypowiedzi dodaje fakt, że tekst znalazł się na stronie internetowej „Wielka Polska” gdzie znajdujemy także inne teksty m.in.: Odpowiadam oszczercom (ksiądz prałat Henryk Jankowski), Antypolskie oblicze Czesława Miłosza; Legalizacja związków homoseksualnych (wyzwanie rzucone Polsce); Żydzi mogą zabiegać o zwrot mienia….

Jak to jest więc z faktami historycznymi? Kilka lat temu w sztokholmskim miesięczniku „Polonia” tak pisał o tym Michał Haykowski:

Nie było kolubryny rozsadzanej przez Kmicica, nie było wdzierania się drabinami na mury, chociaż można naliczyć aż sześć prób opanowania klasztornej twierdzy przez armię Karola X Gustawa. A co najdziwniejsze nie było, prawdopodobnie, pod Jasną Górą podczas Potopu ani jednego rodowitego Szweda. Udział Polaków w oblężeniu Częstochowy jest historyczną prawdą, z którą nie można dyskutować. Nie wiemy oczywiście jakie panowały wśród nich nastroje ale faktem jest, że m.in. obsługiwali działa ostrzeliwujące klasztor. Oblężenie zresztą sprowadzało się głównie do artyleryjskiej walki.

Podobne są opinie innych publicystów i historyków, które można znaleść na stronach internetowych: Pod Jasną Górą nie było w r. 1656 ani jednego Szweda! Rechot Historii?! Muller nie był Szwedem. Byli Niemcy, Czesi i oczywiście Polacy: chorągwie Zbrożka, Kalińskiego, Kuklinowskiego i Gołyńskiego (prawdopodobnie także kozacka Wiśniowieckiego i tatarska Morzkowskiego). Wedle wszelkich znaków na niebie i ziemi był również niejaki Jan Sobieski (oczywiście w obozie Mullera). Nie było natomiast cudownego obrazu i złota. Zostały wywiezione na Śląsk, na długo przed blokadą (tego co było później trudno nazwać oblężeniem). Kordecki uznał władzę Karola X Gustawa i uzyskał salwagwardię od Wittenberga. Nie godził się jedynie na pozostawienie garnizonu ”szwedzkiego” w obrębie murów klasztornych i za to mu chwała. Reszta to fikcja literacka. Całe to ”oblężenie” sprowadzało się do wymiany parlamentariuszy i pogaduszek.

I jeszcze raz co na to odpowiada Michał Haykowski? W liście skierowanym do mnie pisze m.in.: Zawsze jest najtrudniej zaakceptować coś co jest odmienne od wyniesionych z dzieciństwa i wczesnej młodości wyobrażeń. Podobnie jest z Jasną Górą. Wychowaliśmy się (parę pokoleń) na Trylogii i to Sienkiewicz ukształtował nasz obraz obrony w 1655-56. To co napisał, ludzie uważają z fakty historyczne. Kordecki nie był głupcem jak sądzi większość naszych rodaków, jeśli uważa że mógł doprowadzić do zagrożenia cudownego Obrazu. Przecież wiedział, że jeśli klasztor wpadnie w ręce nieprzyjaciela obraz zostanie sprofanowany. Więc decyzja o jego ukryciu w bezpiecznym miejscu, po za polską granicą, była jedynie słuszna i mądra.

Postawmy więc pytanie jeszcze raz: jak to jest z tą cudowną legendą? Z jednej strony historycy zgodnie twierdzą, że obrona klasztoru nie spowodowała żadnego specjalnego zrywu przeciwko Szwedom i była nie zauważona przez ówczesnych. W „Gigantomachii” Kordecki stworzył wokół obecności Cudownego Obrazu legendę ale był to zgodny z duchem epoki zabieg ”promocyjny”. Mimo to, podważanie cudownego charakteru Obrony Jasnej Góry to zabieg bardzo niebezpieczny. Między innymi dlatego, że o „cudownym charakterze” tego zdarzenia pisał nawet papież Jana Paweł II:

Z tego punktu widzenia obrona Jasnej Góry w 1655 roku ma nie tylko charakter pewnego cudu historycznego, ale także może być interpretowana jako ostrzeżenie na przyszłość w sensie wezwania do baczności wobec zagrożenia, które pochodziło z Zachodu zdominowanego zasadą cuius regio eius religio, a także ze Wschodu, gdzie coraz bardziej umacniała się wszechwładza carów. (Cytat z książki Papieża Jana Pawła II „Pamięć i tożsamość”).

Może też dlatego, każda wzmianka podważająca tę tezę spotyka się ze zdecydowanym odporem publicystów katolickich: Jednym ze szczególnie jaskrawych przykładów szkalowania dziejów Kościoła była podjęta na przełomie 1999 i 2000 roku próba zdegradowania roli wielkiego narodowego sanktuarium na Jasnej Górze i zniesławienia pamięci bohaterskiego przeora paulinów księdza Augustyna Kordeckiego. Komunistyczni wrogowie Kościoła nigdy nie chcieli się pogodzić z rolą odgrywaną w narodowej pamięci przez dzieje heroicznej obrony klasztoru jasnogórskiego przed Szwedami w 1655 roku. Mało się dziś pamięta, z jaką niechęcią odnosili się do postaci bohaterskiego księdza Kordeckiego różni PZPR–owscy notable partyjni. (z artykułu „Oszczercze ataki na księdza Kordeckiego”).

Daleki od poddawania się emocjom jest autor książki „Jasna Góra” Łukasz Dykowski. Autor w swej pracy przedstawia oblężenie Jasnej Góry przez wojska szwedzkie w 1655 roku. W pierwszym rozdziale autor opisuje działania wojskowe, które bezpośrednio zagrażały klasztorowi na Jasnej Górze. Przedstawia samą twierdzę jako “małą forteczkę”, która wymagała jednakże od oblegających poważnej artylerii. Dykowski przedstawia też mało znany fakt – przeor Kordecki wysłał do króla szwedzkiego Karola X Gustawa list, w którym poddawał klasztor. Szczęśliwie było już za późno.

W kolejnym rozdziale autor wyjaśnia, że przyczyną chęci zdobycia klasztoru nie była chęć złupienia go i pokrycia tymi łupami żołdu ale królem szwedzkim powodowały względy bezpieczeństwa. Chciał mianowicie o zabezpieczenie granicy śląskiej wobec narastającego powstania antyszwedzkiego. Zakonnicy czynili przygotowania do walki i jednocześnie próbowali pertraktować ze Szwedami. Obrońcy liczyli około 250 ludzi, dysponowali artylerią większego kalibru niż Szwedzi. 18 listopada pod mury przybyli Szwedzi i zostali powitani ogniem dział. W następnych dniach zakonnicy pertraktują próbując grać na zwłokę. Szwedzi przejrzeli ich i ogniem lekkich dział próbowali podpalić zabudowania. Autor informuje również o spisku, który miał na celu wydanie twierdzy wrogowi. Uległy też rozbiciu wojska Czarnieckiego, na których odsiecz liczył przeor Kordecki, a 10 grudnia nadeszły szwedzkie posiłki wraz z działami oblężniczymi. 18 grudnia Szwedzi rozpoczęli kopanie podkopu dla podłożenia miny ale wypad obrońców ukrócił ich zapędy. 25 grudnia dotarł z dwutygodniowym opóźnieniem rozkaz króla dla gen. Müllera, w którym król napisał, że nie życzy sobie zdobywania siłą i niszczenia klasztoru. 26 grudnia Szwedzi zaczęli odwrót.

Dykowski przedstawia różne przekazy mające wyjaśniać zwycięską obronę działaniom nadprzyrodzonym, boskim. Oblegającym miała się pojawiać Matka Boska od widoku, której ginęli, czasami pojawiała się w towarzystwie św. Pawła patriarchy zakonu paulinów.

350 lat utrwaliło wiele legend i może nie trzeba ich dezawuować. Tym bardziej, że w polskiej świadomości, cud na Jasnej Górze ma ten sam kaliber co Cud nad Wisłą. A cuda to przecież kwestia naszej wiary.

ASZ

Lämna ett svar

Din e-postadress kommer inte publiceras. Obligatoriska fält är märkta *

Created with Visual Composer