Kosmologia prawdę ci powie
Ludwik Wittgenstein: Wszystko co najważniejsze jest niewidzialne. Zdaje się istnieć poza tym, co człowiek potrafi pojąć, a język wyartykułować.
Stała się rzecz niewyobrażalnie fantastyczna. Z korzennych ciemności kosmosu wynurzyła się Ziemia, najpiękniejsza planeta Wszechświata. Takiej różnorodności form, takich bogactw natury nigdy wcześniej nie było w przebogatej historii kosmosu. Ziemia była śliczna więc nic dziwnego, że przyciągała kosmiczne cywilizacje, które pragnęły się tu osiedlić i powtarzać swoje ziemskie istnienie, co też czyniły tak długo, iż w końcu zapomniały skąd przybyły.
Ziemia stała się, przez swoją nieporównywalną piękność swoistą pułapką dla kosmicznych niematerialnych cywilizacji. Przybysze stopniowo kolonizowali ciała ziemian, a gdy te umierały, brali kolejne. Dusze te, od dawna na wskroś ziemskie i bez świadomości swego pochodzenia, to My właśnie.
Wszechświat istnieje w oparciu o prawa naturalne, o swoistą gentelmeńską umowę obejmującą miłość, mądrość, wiedzę i te tendencje przeważają wśród starych kosmicznych cywilizacji. Ziemia, bardzo młoda i piękna planeta, wyróżniała się gęstością i silną grawitacją, co spowodowało, że jej mieszkańcy byli materialni i bardzo fizyczni. Przybysze poczuli substancję, poczuli ciało, co ich zafascynowało. Byli zachwyceni urodą i sprawnością ciał ziemian.
Przybywali z różnych stron i zakątków kosmosu i lądowali coraz liczniej. Wieści o cudownej florze, faunie i pięknych poruszających się w postaci wyprostowanej istotach, rozchodziły się szybko. Lądowali, przywozili swoje kultury i łączyli się z ziemianami. Pracował czas, pracowała genetyka i tak powoli bogowie (ziemianie tak ich traktowali) stawali się tubylcami, ale miast rozwijać poziom duchowości (psyche) zajmowali się bardziej fizycznością (soma) swoich ciał.
Wszystko, co działo się na Ziemi było obserwowane, bowiem ona sama i jej mieszkańcy byli ważnym fragmentem olbrzymiego projektu. Chodziło mianowicie o zapełnienie planety istotami myślącymi, które miały otrzymać w stosownym czasie umiejętność samodzielnego myślenia i nauczyć się równowagi między cielesnością a duchowością. Nie mogli być puszczeni samopas, byli na to zbyt prymitywni, więc aby łatwiej utrzymać nad nimi kontrolę, zasiano w głowach ziemian ideę istnienia tajemnicy. Dostęp do tajemnicy, do Drzewa Życia, mieli tylko bogowie a i to nieliczni.
Tego wam nie wolno! Oto przykład wolnego wyboru. Możesz wybrać posłuszeństwo, możesz je odrzucić. Posłuszeństwo jest ćwiczeniem z udziałem wolnej woli.
Ziemia przeżywa obecnie poważne problemy, co budzi niepokój cywilizacji pozaziemskich, współmieszkańców kosmosu, bowiem hamuje ich rozwój, co za tym idzie rozwój wszechświata. Gdy choruje jeden organ, choruje całe ciało. Gdy dzieje się źle w jednym miejscu wszechświata, zmienia się puls całości, co mówi że problemy Ziemi są problemami kosmosu. Człowiek miał i ma bardzo luźny związek z wszechenergią. Nie rozumie jej bowiem przerasta to jego możliwości percepcyjne, więc nazwał energię Bogiem.
Bóg uwolnił swoją energię. Uwolnił siebie, stworzył grę o niepoliczalnej ilości wariantów i powiedział: Znam wszystko, co robię i nie znam wszystkiego, co robię, bo znam wszystko, co robię. Mógł tak powiedzieć, mógł zatoczyć krąg, ponieważ sam ją (energię) uwolnił. To była jego energią, to był on, Bóg stworzył siebie rozszerzonego i tak powstały wieczność i nieskończoność.
O cudownej, jedynej we wszechświecie tak niezrównanie pięknej planecie, niestety dowiedzieli się Inni. Kiedy i skąd się pojawili nie wiadomo, z mroków kosmosu przyszli. Ale przybyli i są. Może byli od prapoczątku, gdy zaczął wykluwać się klimat, flora, fauna? Inaczej jak wytłumaczyć, że warunkiem przeżycia był i jest gwałt?
W każdym razie są na tej planecie od prapoczątku i to oni ustanawiają prawa. Najwyraźniej interesują ich ciała, gdyż posługując się ich słabościami udaje im się wytrącać z równowagi dusze. Pożądanie, chciwość, niezrównoważone emocje, pułapka reinkarnacyjna, brak równowagi pomiędzy psyche a soma, oto ich teren działania. Inni są pokusami tego świata. Człowiek jest słaby, a stoi przed potężnym Innym. Nie potrafimy sobie poradzić bez pomocy, a bogowie milczą.
Cóż nam robić. Musimy być samodzielni i intensywnie produkować życzliwość. Potrzebujemy ogromnych ilości życzliwości w relacji jednych do drugich i to nie jest wcale trudne zadanie. My to potrafimy, umiemy wznieść się ponad pychę, zawiść, fałszywą dumę, zaciekłe niechęci. Potrafimy wymieść brudy, tylko o tym jeszcze nie wszyscy wiemy!
Dlaczego nazywam go Inny, a nie Szatan, Lucyfer, Diabeł? Ponieważ wierzę, że Na początku było Słowo. Wierzę, że jego imię niesie potężne ujemne energie, budzi ujemne skojarzenia, że w dźwięku jego imienia drzemie destrukcyjna siła.
Przespacerujmy się teraz w towarzystwie paru starożytnych kosmologii. Jedna i tak amatorska jak moja, to zdecydowanie za mało. Bardzo interesujące są perska i mezopotamska. Wiele można się dowiedzieć z tekstów Zaratustry. Wiele z zapisów sumeryjskich, babilońskich, asyryjskich.
Co interesujące i zarazem zastanawiające, treści owych zapisów nie są od siebie odległe i doskonale się uzupełniają, pozwalając wejrzeć w arcyciekawy świat. Dla nas tym bardziej ciekawy, bo widziany niechrześcijańskimi oczami.
Wierzyć w kosmologie nie musimy, tym bardziej, że opisują one świat, z którego niełatwo być dumnym. One wszystkie są dla nas trochę szalone i niespodziewane. Trudno uwierzyć, iż możliwym jest, że nasze istnienie, naszą praegzystencję, stworzyli szemrani intruzi, jacyś faceci których w jakże ludzkiej naiwności nazwaliśmy bogami.
Przeniknęli na Ziemię z innych wymiarów i od razu zaczęli się brutalnie szarogęsić, rządy nad nami rozpoczynając od trzech elementów. Stworzyli: Czas, Światło i Przestrzeń, zaś Czas wszystkie formy życia. To czas zdeterminował nam, poprzez swoją cykliczność, ów ciąg: powstanie, rozwój, destrukcja, rozpad, ponowne narodziny…
Rzeczywistość powstała z rozdarcia na dwa bieguny: boga światła Ahura Mazda i boga ciemności Arymana (perska kosmologia) i tak w „naturalny” sposób zaistniało Zło (jako antyteza Dobra). Tu istotna i godna rozważenia uwaga: Zło jest jednym z podstawowych elementów. Zatem procesowi zwalczaniu zła brakuje podstaw.
W Mezopotamii wierzono, że Intruzi stworzyli człowieka po to, aby na nich pracował, ale w jaki sposób trudno powiedzieć. Być może człowiek samym swoim istnieniem produkuje coś im przydatnego, wszak wytwarzamy przez długie dziesiątki lat całą masę energii?
Istnieje zapis mówiący, że po potopie (pierwszym), intruzi stwierdzili, że są głodni, ludzie się im skończyli i nie ma kto na nich pracować. Więc trzeba stworzyć nowych ludzi i zrobiono to. Ci goście traktowali ludzi jak swoją własność, swój produkt, coś w rodzaju biologicznych maszyn. Kiedy ludzie za bardzo się namnożyli, przybywało ich i coraz bardziej hałasowali („hałas” i „mnożenie” powtarza się na paru mezopotamskich tabliczkach), wtedy organizowano potopy. W każdym razie takich swoistych „oczyszczeń środowiska” intruzi spowodowali więcej niż jedno.
Wyróżniających się ludzi – hybrydy spłodzone z ziemskimi kobietami, było niewielu, zaledwie paru. Na przykład Gilgamesz (dwie trzecie człowieka, jedna boga). Wtedy to pojawił się niewielki ale jednak problem. Otóż ci wyróżniający się zaczęli interesować się nieśmiertelnością bogów, a to wyraźnie nie było im (bogom) na rękę. W eposie o Gilgameszu mówi się wyraźnie, jaki ma być status człowieka: Ma zajmować się ma pracą, zabawiać ze swoimi kobietami i płodzić im siłę roboczą. Od systemu wara!
Tabliczki z Mezopotamii dają niezbite dowody na to, że ludzie byli przez Intruzów lekceważeni i stanowczo odmawiano im przywileju nieśmiertelności. Ale jeden z bogów, imieniem Enlil, pożałował ludzi i przekazał im pewną wiedzę. To rozwścieczyło innych bogów i szybko rozlali kolejny potop. Enlil jednak na tym nie poprzestał i schował paru Mędrców (już nieco wyuczonych ludzi-hybrydy) na dnie morza. To ciekawa dla nas współczesnych informacja. Amerykańskie Ministerstwo Obrony Pentagon w oficjalnym dokumencie oficjalnie przyznaje, że w przestrzeni powietrznej Ziemi spotykane są nieznane obiekty. UFO może latać, może też nurkować. Ale zostawmy to, bóg Enlil mógł swoich mędrców schowani równie dobrze w innej frekwencji.
Mezopotamskie zapisy ale również, co interesujące, Stary Testament, mówią o ludziach, którzy wstąpili do Boga, albo chodzili z Bogiem, oraz że byli wśród nich prawie nieśmiertelni. To akurat żadna sensacja, wiemy, z Biblii właśnie, że Adam żył siedemset lat, a Matuzalem tysiąc. Hybrydzie nie podskoczysz!
Babilońscy kapłani słynęli z astrologii. Być może to oni odkryli, że system naszej planety opiera się na sztucznym, wymyślonym przez intruzów podłożu, jakim jest czas? Wychowano nas na młodej chrześcijańskiej kosmologii, która odrzuca o wiele starsze on niej kosmologie, jednocześnie pouczani jesteśmy i przestrzegani, że starszych należy słuchać i poważnie traktować!
Jak jest „naprawdę”? Następne pytanie proszę! Orficy zdobywający wiedzę o pochodach reinkarnacyjnych dowiadywali się, że muszą wypić łyk wody z rzeki zapomnienia. Ale podobno niektórym udawało się oszukiwać.
Persowie, których wielowiekowe tradycje należy poważnie traktować twierdzili, że po śmierci duszy jej czysta cząstka zostaje zmagazynowana i trwa w bezruchu (w letargu?), aż przyjdzie jej pora. To by oznaczało, że kiedyś zostanie stworzony nowy wzór życia i wrzucony w odpowiedni punkt na linii czasu. Co istotne i przykre zarazem, nikt nie pyta duszy czy ma na to ochotę!
Czas, najważniejsza część składowa systemu, determinuje cykliczność, zatem roztkliwianie się nad śmiercią nie ma większego sensu. Jest tak, jak ma być, bez śmierci nie ma systemu.
Wnioski? Jeśli w kosmologiach jest choć źdźbło prawdy, a wierzę że jest jej sporo, to rysują się przed nami perspektywy raczej średnie. Zmiana systemu wymagałaby totalnej zagłady starego systemu, a zatem ludzkości jako całości! Dużo łatwiej poprawiać istniejący już system, na przykład poprzez sprawdzone już potopy, lub inne zabiegi. Mądry Gilgamesz wiedział co mówi, rekomendując ludziom życie proste i niestawianie żadnych pytań.
Jeżeli żyjemy w Matrixie stworzonym przez Intruzów, co przynajmniej mnie wydaje się możliwe, jesteśmy bezsilni z braku środków, sił i wiedzy. Pozostaje nam wiara, że istnieje coś na zewnątrz systemu, coś silniejszego od tych wszystkich łobuzów, jakaś panująca totalnie nad wszystkim moc od której wszystko, z Intruzami włącznie, się stało.
Co nam czynić? Najlepiej pokochać marzycieli. Marzyciel może nikogo nie zbawi, szczęścia nie zapewni i kariery nie ułatwi, ale przekleństwu ulży i tak odsunie dzień ukrzyżowania, a może nawet przybliży królestwo niebieskie? Podobno wyroki niebieskie niezbadane są.
Tekst napisany w 2005 roku, z poprawkami naniesionymi w 2026.
Andrzej Szmilichowski
