Szczęście jako takie. A jeśli takie, to jakie?
Mam szczęście. Zostałem wolnym strzelcem i blisko mi tak do psyche jak soma. Mam refleksyjny stosunek do życia i zachowałem ciekawość dziecka.
Szczęście. Słowo używane zdecydowanie ponad miarę: miał szczęście, nie miała szczęścia, na szczęście, szczęśliwym trafem, szczęśliwie okazało się, szczęśliwie dotarli do celu, szczęścia nigdy nie za wiele, szczęśliwym zbiegiem okoliczności…
Jak osiągnąć stan szczęścia, a jednocześnie go nie nadużywać? Czujna uwaga, bowiem szczęście przesadnie eksploatowane, zużywa się jak wszystko inne i staje nudne. Nie da się żyć na samych czekoladkach!
Ludzie, jak świat szeroki, wysilają się i szarpią, żeby uszczknąć choć kawałeczek szczęścia, co zajmuje im tyle uwagi i czasu, że w rezultacie nie mają czasu na szczęście. Kwadratura koła? A jakże! Rzeczywistość jakby się nie wysilała, zawsze będzie uboższa od wyobraźni.
Może człowiek obrał złą drogę. Może słuchał złych doradców, w rezultacie drepcze w miejscu nie mając bladego pojęcia, co z sobą zrobić, co począć żeby życie się udało. Przypodobać się Bogu? Dobrze, ale jak? Pędzić ku szczęściu? Jasne, ale z bagażem takiego horyzontu jaki ma, to niemożliwe.
Dobrymi radami podobno piekło wybrukowane, ale słyszałem, że można osiągnąć niezły wynik biorąc się za siebie. Podobno może się nawet zdarzyć, że osiągnie się szczęście, wcale o nie nie prosząc! Słuszna racja, jak mawiał klasyk, nie wypada prosić, nic samemu nie dając.
Uważam, że mam szczęście, pomimo że w moim życiu dominowało poczucie obcości. Jak sięgnę pamięcią „nie byłem stąd”, byłem obcy. W Anglii byłem polskim dzieckiem, na Kaszubach warszawiakiem, w Warszawie facetem z Wybrzeża, w Sztokholmie gościem z Dębicy (!), moja eksżona może w każdej chwili złożyć przysięgę, że jestem Żydem. Nie jestem, ale to nie ma znaczenia, ani nic do rzeczy. Ilustruję tylko owo: „gość nie stąd”.
Szczęście wiele ma imion. Jedno z nich, i zarazem moje szczęście, to twórczość literacka, której służę jak potrafię. Literatura jest rodzajem fechtunku, talentem pozwalającym mierzyć pauzy między transformacjami, których bez liku, jednocześnie spełniając rolę obrony przed unicestwieniem. Słowa tworzą sensy, ale będąc związane z ruchem, z podróżą, znikają i biegną do innych lasów i czasów, przymilając się do innych warstw wrażliwości.
Literatura, a ja za nią, nie zgłębiła jeszcze istoty rzeczy, ani dlaczego się dzieją. Nie zna praźródła, więc nie potrafi powiedzieć kto zarządza. Ale trzeba przyznać, że się stara, a nawet chwilami potrafi zbliżyć człowieka do szczęścia.
Andrzej Szmilichowski
