ARCHIWUM NGP: Pogodzić się z historią. Rozmowa z Ewą Berndtsson

0
berndtsson1

Czy to co kiedyś w czasach Potopu zrabowano z Polski, należy dzisiaj zwracać? Myślę, że dzisiaj trzeba się już z tym pogodzić, że te dokumenty są teraz tutaj. Taka była historia. Przecież przez te wszystkie lata były one dostępne i otwarte dla wszystkich. Również dla badaczy z Polski. A w Polsce nadal nie zawsze jest to możliwe. NGP rozmawia z Ewą Berndtsson z Riksarkivet w Sztokholmie.

Czym jest i czym się zajmuje Riksarkivet?

Riksarkivet jest Archiwum Narodowym w Szwecji, powstało w 1618 roku. Jest to jeden z centralnych urzędów szwedzkich. Zajmujemy się przechowywaniem zasobów archiwów szwedzkich przekazywanych przez urzędy, parlament, rząd, a także osoby prywatne. Materiały te przechowujemy, konserwujemy i udostępniamy później. Riksarkivet zajmuje się także nadzorem nad centralnymi urzędami i organizowaniem kursów i szkoleń. Chodzi o to by dokumenty przesyłane później do nas były odpowiednio przygotowane.

W archiwum znajdują się także polonika. Jak tutaj się znalazły, co można w archiwum znaleźć?

To co my nazywamy polonikami to w zasadzie są trzy zespoły przechowywane w Riksarkivet, które znalazły się w Szwecji podczas wojen, Potopu szwedzkiego. Jeden zespół to tzw extrenia – to łącznie około 20 metrów bieżących dokumentów z tego 7 metrów to oficjalne i prywatne dokumenty dotyczące historii Polski, ręcznie pisane dokumenty, raporty i starodruki. To 71 woluminów.

Jak one dotarły do Archiwum, bo przecież nie bezpośrednio?

Były przywiezione za czasów Karola X i Karola XII i trafiły do archiwum zamkowego, bo wtedy Riksarkivet mieściło się na zamku królewskim.

Co jest najciekawszego wśród tych poloników?

Chyba to, że jest wśród nich wiele listów królewskich, część z nich była wcześniej w Skokloster a przywiózł je z Polski generał Wrangel. Można powiedzieć, że na pamiątkę Potopu, przywiózł sobie z Polski dokumenty, zbroje i dużą bibliotekę. Aż do lat 60-tych zeszłego wieku zamek i zbiory znajdowały się w rękach prywatnych, dopiero później przeszły w ręce państwa szwedzkiego. Zbiory archiwalne przeniesiono później do Riksarkivet. Tego nie jest dużo – te zbiory są skatalogowane jako „polska brev och handlingar” (polskie listy i dokumenty), to łącznie 14 woluminów. To zbiór dość przypadkowy, bo nie była to żadna grabież zaplanowana, tylko po prostu tam gdzie stacjonowały wojska Karola X i wydawało się, że dokumenty są ciekawe, to wówczas je zabierano. W Skokloster nadal jest cała biblioteka przywieziona z Polski i jest to chyba najlepiej zabezpieczona biblioteka barokowa w całej Europie.

Co jest najbardziej oryginale wśród tych dokumentów, które są przechowywane w Riksarkivet, a dotyczą Polski?

 Dla badaczy Potopu to wszystkie te dokumenty są równie ciekawe. Nie są specjalnie opracowane, większość naukowców z Polski, którzy korzystają z tych dokumentów piszą raczej prace o charakterze wybiórczym, nikt nie opracował całości tych zespołów…

Ale wiedzą Państwo dokładnie co w tych dokumentach jest….

Dokładnie to może nie, to znaczy tak szczegółowo jak to opracowują polscy archiwiści, ale są zbiorcze inwentarze, które mówią, że w danym woluminie są dokumenty z określonego okresu, ale nie ma wymienionych tych dokumentów szczegółowo. Takim opracowaniem my się nie zajmujemy, ale to samo dotyczy także dokumentów szwedzkich, gdzie inwentarze są bardzo ogólnikowe.

Jak często mają Państwo wizyty naukowców bądź badaczy z Polski?

Przyjeżdżają coraz częściej i są to z reguły młodzi historycy, którzy znają szwedzki i interesują się nowszą historią polsko-szwedzką między innymi drugą wojną światową. Często odwiedzają nas badacze z Torunia i Wrocławia. W ciągu ostatnich trzech lat Instytut Slawistyki na Uniwersytecie w Sztokholmie zainteresował się polonikami – nie całością, bo tego jest bardzo dużo – ale przede wszystkim zbiorami ze Skokloster. Pod redakcją prof. Ewy Teodorowicz-Helman zorganizowano w maju sympozjum na ten temat, wcześniej trwały prace badawcze. Część tych dokumentów już opracowano i ukazały się w formie książkowej.

Mówiliśmy do tej pory o tych starych polonikach, ale czy napływają jakieś nowe rzeczy?

Prawdopodobnie są, ja dokładnie tego nie  śledzę. To można sprawdzić poprzez bazę internetową. Można szukać pod określonym nazwiskiem bądź nazwą instytucji czy taki zbiór się w Riksarkivet znajduje. Ja pracuję w nadzorze Archiwum i współpracuję z urzędami szwedzkimi, a nie w biurze kolekcji prywatnych, to trudno mi na to pytanie odpowiedzieć.

Przekazywanie prywatnych kolekcji do Riksarkivet to zależy od dobrej woli tych  którzy chcą przekazać dokumenty, takiego obowiązku nie ma, ale jak Archiwum odnosi się do tych zbiorów prywatnych? Czy uważa Pani, że jest pożądane by np. dokumentacja organizacji imigranckich trafiała do Archiwum?

Ponieważ Szwecja stała się krajem wielokulturowym to rzeczywiście takich organizacji jest wiele i tworzą one wiele dokumentów. W ciągu ostatnich lat prowadziliśmy taki projekt w Riksarkivet w ramach którego starano się zrobić inwentaryzację archiwum organizacji imigracyjnych. Chodziło o rozszerzenie naszej bazy danych o archiwach. Sama wiadomość, że takie archiwa są i gdzieś się je przechowuje, jest bardzo przydatna.

Czy zalecała by Pani, by te dokumenty archiwalne przekazywać do Riksarkivet?

Jeżeli jest taka możliwość i nasze archiwum jest tym zainteresowane, to tak. My przecież mamy możliwość przechowywania tych rzeczy w sposób bezpieczny.

Jakie jest Pani zdanie na temat dyskusji o zwrocie tych wszystkich rzeczy, które zostały zagrabione z Polski w czasach wojen?

Ja uważam, że wtedy mielibyśmy taką sytuację, że trzeba by zwracać wszystko również innym krajom europejskim, a na razie nikt takie postulatu nie postawił. Myślę, że trzeba się już z tym pogodzić, taka była historia. Te dokumenty są teraz przechowywane tutaj i przez wszystkie lata były dostępne i otwarte dla wszystkich. A nie zawsze jest to możliwe w Polsce.

W Polsce dyskusja na ten temat jest żywa dlatego, że Polska tak bardzo ucierpiała w czasie wojen…

Mówiliśmy o polonikach, ale gdy ktoś przychodzi do naszego archiwum i pyta o poloniki, to szwedzcy archiwiści wyciągają inwentarz zawierający zaledwie ok. 400 dokumentów. To są oficjalne dokumenty przesłane przez urzędników szwedzkich, którzy byli w Polsce na placówkach i to dla nich są tak zwane „polonika”.

A jak Pani trafiła do Riksarkivet?

Urodziłam się w Radomiu, w Polsce studiowałam archeologię śródziemnomorską. Poznałam Szweda, wyszłam za niego, i przyjechałam do Szwecji. Szukałam pracy w moim zawodzie, bez skutku, najpierw pracowałam w Muzeum Wasa w Sztokholmie, a potem ukończyłam podyplomowe studia archiwistyczne na Uniwersytecie w Sztokholmie i znalazłam pracę w Riksarkivet.

Czy to praca równie stymulująca jak praca archeologa?

Ja studiując miałam praktyki archeologiczne w Syrii, też pod Pińczowem, więc takiego bezpośredniego i dłuższego kontaktu z tą pracą nie miałam. Przyjeżdżając tutaj całkowicie się przestawiłam, nauczyłam się nowego języka, zdobyła nowy zawód i bardzo sobie to cenię. Nie myślałam nigdy by wrócić do archeologii.

Dziękuję za rozmowę.    

2006

Lämna ett svar

Din e-postadress kommer inte publiceras. Obligatoriska fält är märkta *

Created with Visual Composer