glasses-4892557_1280

Wolności ciąg dalszy.  Wolność to nie jest świat, w którym pragnąłbyś zaistnieć, ponieważ to nie miałoby większego sensu, bowiem być wolnym, to postawić na samego siebie w tym i każdym innym świecie.

Natomiast w „być” nie ma moim zdaniem miejsca na śmierć, a to że jest, jest irytujące. To, że się rodzimy uważam za absurd w sensie kosmicznym, natomiast kompletnym już absurdem jest to, że umieramy, albowiem przeczy to elementarnej logice. Tu jednak ostrożnie się zastrzegę, że w szerszym pojmowaniu istnienia, tego co nazywamy logiką może w ogóle nie być.

Weźmy na chwilę na tapet naszą ojczyznę Polskę. Metoda z powodzeniem realizowana w polskim życiu tak społecznym jak politycznym, w każdym życiu, polega na sztucznym tworzeniu problemów, a następnie traktowanie ich z pozycji ontologicznych. Pod „sztucznym” rozumiem przypadkowość, niekonieczność, wpływowość, oraz łatwość w podejmowaniu nieprzemyślanych, a niekiedy podejrzanych rozwiązań. Rzecz w tym, że ponieważ nikt nie chce tego ani widzieć ani leczyć, prezentowane są jako problemy wagi najwyższej, globalnej, europejsko-światowej i nierowiązywalnej.

Stawianie na poziomie obrad parlamentu problemu sprawy masła (niemieckiego!), jest przykładem typowym i tak absurdalnym, że nieomal metafizycznym. Brak mi wyobraźni abym potrafił „zobaczyć”, jak można by z tego golema jeszcze coś sensownego ulepić.

„Bezlitosna” transformacja skazała na bycie wolnym, na wzięcie na swoje własne ramiona ciężaru świata, odpowiedzialność za świat, za swoje poglądy, za siebie samego. Tylko taki rodzaj świadomości powinien stymulować sposób bycia i rozumowania, sposób życia.

Mam świadomość, że bardzo upraszczam, ale obserwowanie z zewnątrz, a ja jestem z zewnątrz, wskazuje klarownie problem i każe stawiać brutalne pytania o dojrzałość do bycia wolnym. Dramaturgia życia nie zaczyna się od pytania: Jak żyć? Zaczyna od rozwiązywania zadań, jakie życie stawia. Szekspir nie szukał rozwiązań, on jedynie przedstawiał życie.

Ale co ja tu gadam, co bredzę! Nie przebywa się bezkarnie pół wieku poza Polską, zatem „winę” ponoszę tylko ja, to ja się zmieniłem, nie życie! Zmieniła mnie nieobecność Tam, popełniłem wobec Niej, przeciw wspólnocie, ciężki grzech, postawiłem się poza wspólnotą poglądów i obyczajów, poza wspólną umysłów.

Co z tego mam? Niewiele, tylko tyle, że się znam na grzechu i potrafię odcedzić złe od dobrego. Czy było warto? Było warto.

Andrzej Szmilichowski

Lämna ett svar

Din e-postadress kommer inte publiceras. Obligatoriska fält är märkta *

Created with Visual Composer