Zapachy i smaki Bożego Narodzenia

0
christmas-6828416_1280

Każdy z nas wspomina jakieś minione Święta Bożego Narodzenia. Najczęściej te z lat dziecinnych, o ile czasy były spokojne i kiedy jeszcze św. Mikołaj fatygował się do nas. Teraz już nie przychodzi, widocznie przestaliśmy być grzeczni.

Boże Narodzenie miało swój rytuał, smaki i zapachy. Zapachy były zapowiedzią świąt, chodzenia na łyżwy przed południem, odwiedzin u kolegów mających telewizor. Domownicy też byli jakby łaskawsi i nie pytali codziennie: – a co tam w szkole? Wszak szkoły też nie było i to przez dwa tygodnie! To były słodkie lata 60-te!

Dziś, mieszkając poza Polską, opowiadam dzieciom o przygotowaniach do Świąt w latach 50-tych i 60-tych, gdy każdy zakup mimo szczegółowych planów mógł być niezrealizowany, gdy stało się w kolejkach i „polowało” nawet na zwykłe masło, dzieci nie chcą wierzyć albo zadają kłopotliwe pytania: dlaczego tak było? No, tak było i nie pora dziś na szczegółowe wyjaśnienia.

Najpierw było wielkie przedświąteczne sprzątanie, stąd zapach pasty do podłogi był w domu dominujący. Zza okien dochodziły dźwięki trzepania dywanów. Mimo śniegu za oknem, ktoś mył okna denaturatem i gazetami, czego wiązka zapachu snuła się pół dnia po pokoju. W miarę zbliżania się Wigilii, przychodziły inne zapachy, bardziej spiżarniane, spożywcze i o podłodze się zapominało. Ale nie do końca, bo trzeba było ją froterować.

Dzisiaj w moim sklepie, przechodząc obojętnie obok usypanej góry pomarańczy, dobiega mnie ich zapach. Skłania mnie to niekiedy do przypomnienia sobie domu i kryształowej salaterki, w której leżały z trudem kupione pomarańcze przemieszane z figami i cukierkami. Pomarańcze obierało się z pietyzmem i po świętach gotowało w cukrze skórki do ciast na następne okazje.

Przygotowania kuchenne rozsiewały po mieszkaniu konkretne zapachy: moczonych śledzi, grzybów, kapusty, podsmażanej cebuli i smażonej ryby. Zapach cynamonu związany był z wypiekiem ciast a gałka muszkatołowa z wypiekiem mięs.

Na niektóre, jednoroczne zapachy kiedyś nie zwracałem uwagi, więc niedawno przypomniałem sobie zapach maku moczonego w mleku. Świąteczne zapachy stawały się kompozycją, którą trudno odtworzyć za granicą. Nie wszystko przecież przyrządzamy sami i tak na przykład makowiec, kupujemy u polskich cukierników. W przypadku moich prywatnych wspominków, powinienem przywołać swąd pieca węglowego i chyba nie muszę nikogo przekonywać, że świąteczny indyk pieczony w węglowej kuchni był lepszy niż ten z dzisiejszego elektrycznego lub gazowego piecyka.

W rytuał przygotowań świątecznych wchodziły również dźwięki i odgłosy: ucierania i wałkowania ciasta, szuranie blach na kuchni, brzęk rondli i brytfanien, którymi obstawiona była pani domu. Znam doskonale zapach świeżo tartego chrzanu, który kiedyś musiał być „swój”, czyli tarty w domu. W przygotowaniu Świąt Bożego Narodzenia wyczuwało się większe skupienie, gdyż większość prac wykonywano ręcznie. Dziś w przedświątecznej kuchni dominują wysokie tony domowych maszyn kuchennych: przy sprzątaniu odkurzacza a w dalszym ciągu przygotowań, elektrycznej maszynki do mięsa (koniecznie pasztet!) i innych robotów.

Choinka oczekiwała na obsadzenie w stojaku i przystrojenie na balkonie. Ubierana była wieczorem w przedzień Wigilii albo w Wigilię rano. Nie pomagały żadne prośby żeby wcześniej, mimo dziecięcego wkładu pracy w klejenie długiego łańcucha z papieru. Tak miało być. Jej zapach dominujący ale i dopełniający bukietu zapachów świątecznych zwiastował najmilsze i koniec wszystkich przygotowań.

Smak karpia w galarecie z chrzanem, szelest odwijanych cukierków zapakowanych w gruby celofan, odgłosy rozpakowywanych prezentów, grzechot łuskania orzechów laskowych i włoskich, śpiewanie kolęd czy odtwarzanie ich z płyt dopełniały uroczystości. A kto pamięta charakterystyczny odgłos uderzającej bombki o podłogę, czy bombek choinkowych uderzających o siebie?

W trakcie kolacji wigilijnej zapach krochmalonego obrusa ulatniał się, lecz zostawał zapach siana pod nim, zapalało się świeczki na choince, bo nie wszyscy mieli elektryczne lampki. Choinka nieraz stawała w ogniu (to pamięta się doskonale) i dorośli gasili ją kocem czy narzutą z tapczana. Później, chodziło się do rodziny i znajomych, gdzie zapachy były podobne i tylko szopka wśród gałęzi mogła być inna.

Teraz, w czasie jakiegoś przypadkowego obiadu, swąd gaszonej świecy przypomina mi czasami o tamtej choince z dzieciństwa. Będąc na Gwiazdkę w Polsce kilka lat temu, przypomniałem sobie zapach związany wyłącznie z Bożym Narodzeniem: zimne ognie choinkowe!

Moje dzieci wychowane za granicą, przyglądają się przygotowaniom do świat i smakują świąteczne potrawy. Ale będą miały inne skojarzenia, bo pasty do podłogi już się nie używa, a olbrzymia część potraw roztoczy swe zapachy, gdy się je rozpakuje z firmowych toreb i pudełek.

Tadeusz C. Urbański

Lämna ett svar

Din e-postadress kommer inte publiceras. Obligatoriska fält är märkta *

Created with Visual Composer