Książka, której nie przeczytam…
Publikujemy jedną z opinii na temat głośnej książki Zbigniewa Kuklarza ”Hjälp, jag heter Zbigniew” (tekst ukazał się 20 lat temu w Nowej Gazecie Polskiej), inne opinie opublikujemy niedługo. Poniższy tekst wzbudził wiele komentarzy…
Wiadomo powszechnie, że warunkiem koniecznym aby książka opisująca środowisko polskie została wydana przez takie wydawnictwo jak np. Bonniers, musi być pełna negatywnych stereotypów i prób ośmieszania całej nacji. Mogę sobie dokładnie wyobrazić co tam jest napisane – na pewno nic nowego, czy też dowcipnego i mało ogólnie ludzkich wartości. Do sformułowania opinii o książce Zbigniewa Kuklarza „Hjälp jag heter Zbigniew” wystarczy w zupełności przeczytanie kilku stron oraz zdanie recenzentów, Dany Platter i Åsy Beckman.
Autor/bohater książki, aczkolwiek Polak z krwi i kości, wyraża się bardzo negatywnie o wszystkim co polskie. Ma jednak sporo „szczęścia” udało mu się przekształcić jakby w inną lepszą rasę. Taka metamorfoza nie jest wcale trudna jak się wie dokładnie jakich rzeczywistych czy też urojonych polskich słabości należy się pozbyć. W przyrodzie podobno nic nie ginie i chyba dlatego autor (jak łatwo zauważyć przeglądając tylko pobieżnie to dzieło płaci cenę bardzo wysoką), bo pozbywając się jednych nabył trochę innych cech, poważniejszych i bardziej odrażających. W swojej pogoni za przeistoczeniem się w Vikinga totalnie zabłądził. Ta pogarda dla ludzi mówiących z akcentem, wykonujących pracę fizyczną czy też paranoidalna nietolerancja w stosunku do tego co nie szwedzkie (a widać to na każdej prawie stronie) to przecież nie są absolutnie żadne skandynawskie cechy.
Jest on jednak człowiekiem sukcesu, skończył studia i ma nawet żonę Szwedkę, i jest ”absolut perfect” pomimo że w młodości popadał w konflikt z prawem popełniając kradzieże ale tylko po to żeby protestować przeciwko polskim normom wychowawczym i zarazem imponować Szwedom. Jak wiadomo studia wyższe kończą także Polacy, czasami nawet dwa razy: w Polsce i w Szwecji. Małżeństwa mieszane to także nie nowość, ja sam mam dobrego kolegę, który jest aktualnie żonaty ze Szwedką, ale się nawet tym często nie chwalę. A jak ktoś w ogóle nie ma żony albo jest gayem: to dobrze czy źle?
A właściwie to jaki on ma pożytek z tej szwedzkiej żony skoro musi ja cały czas bronić przed barbarzyństwem Polaków. Polskie przyjęcie to według opisu nie tylko kłótnie, pijaństwo, przekleństwa, pijackie przyśpiewki itd, ale też np nieustające opowiadanie dowcipów bazujących w 99% na narządach płciowych i sexie. Dowcipów może niezbyt starannie i z nieprawidłowym akcentem tłumaczonych na szwedzki ale za to z dokładną kontrolą czy cudzoziemcy (żona autora) zaśmiewają się tak jak powinni. Oczywiście najlepszym rozwiązaniem byłoby nauczenie się polskiego? Szwedzkie zabawy szczególnie takie które się pamięta to chyba też nie tylko jedzenie pepperkakor i śpiewanie psalmów ale to podobno nikomu nie przeszkadza.
Autor w swoim zapędzie wszystkowiedzącego bierze na tapetę nawet rzeczy na które można mieć przecież różne zdanie albo drobiazgi na które właściwie szkoda czasu i atramentu. Np. śpiewanie „Sto lat” bardzo mu się nie podoba-niepotrzebny pijacki rytuał, ale już najgorsze co Polaków zupełnie dyskwalifikuje, to jedzenie flaków, jak można- niegodne Europejczyka. Jednocześnie zachwyca się i dziękuje żonie za wprowadzenie do jadłospisu „Suströmning- kiszony śledź”. To smaczne, zdrowe, pożywne, to prawdziwa cywilizacja i elegancja. „Surströmning”- tak ale „Surkål-kiszona kapusta”, flaki a może też inne podejrzane dania jak flądra a la Walewska, czy zrazy a la Radziwiłł – nie. Dlaczego nie czy to tak ma wyglądać prawdziwa zachodnia demokracja. W pewnej części można wytłumaczyć jego postawę nazwiskiem zaczynającym się na Kuk…naprawdę niema tu czego zazdrościć i to mogło być przyczyną frustracji i tej nieustającej chęci do rewanżu
Uogólnienia są bardzo niebezpieczne ale jakie są może największe różnice między Polakami i Szwedami. Są dużo mniejsze i na pewno nie takie jakie podaje autor. Kilka przykładów? Szwedzi są podobno najlepszymi politykami na świecie, my należnymi chyba do dużo gorszych; kiedy kilku Szwedów ma już jakąś opinie to każdy następny zazwyczaj akceptuje i się przyłącza, Polacy lubią mieć odmienne zdanie i jeszcze czasami je zmieniają w trakcie dyskusji, nie grzeszą także skromnością, Szwedzi są skromni a też często fałszywie skromni. Wszystko jest na początku ”lite” aby czasami po kilkunastu minutach zostać ”mycket” czy nawet ”bäst i världen”. Ale są Szwedzi na pewno bardziej tolerancyjni i wykazują o wiele więcej cierpliwości niż Polacy.(nowe zdanie)
Bycie perfekcyjnym jest jednak bardzo męczące, trzeba uważać na każdym kroku i nawet można łatwo wylądować w szpitalu. Szwedzi np. popadają w panikę będąc oskarżonymi o antysemityzm czy rasizm, bo przecież ”Instytut Badań nad Rasami” został zamknięty już dawno temu. Dla nas takie posądzenia to codzienność bo i tak wszyscy wiedzą że ”Polacy rasiści każdy to powie i nikt tu nie lubić czarny człowiek” jak śpiewa Makumba, zespół Big Cyc. Niewątpliwą zaletą bycia Polakiem jest to, że można być na luzie. My przyjmujemy takie ciosy jako chleb powszedni, chociaż nie zawsze z należytą pokorą. A książka? Eee… nie pierwsza to i nie ostatnia.
Robert Zalewski

Znam te książkę i czytając ową opinię mam wrażenie, że autor tej niezrozumiałej dla mnie oceny i ja czytaliśmy zupełnie inne książki.
”Do sformułowania opinii o książce Zbigniewa Kuklarza „Hjälp jag heter Zbigniew” wystarczy w zupełności przeczytanie kilku stron oraz zdanie recenzentów, Dany Platter i Åsy Beckman.” – tak zaczyna autor swoją niby recenzję.
Otoż, jak wynika z jej dalszego ciągu – nie wystarczy! Na podstawie tej niby recenzji łatwiej sporządzić listę stereotypów i kompleksów autora niż zdać sobie sprawę z charakteru książki. Radzę zawsze czytać książki o których się wydaje opinię. Czytać od początku do końca! Czytać powoli i ze zrozumieniem! I tak żeby dostrzec dystans, zabawę, poczucie humoru i ironię.