Adwent. Tradycja, czy obrzęd religijny?
A może tylko przyzwyczajenie i ciepła atmosfera w domowym ognisku, przy światełkach w oknach i świeczkach zapalanych po jednej sztuce każdej niedzieli aż do Bożego Narodzenia?
Jest w tym coś nostalgicznego, ciepłego i pomagającemu w przetrwaniu tych grudniowych, deprymujących ciemności. Mnie to pomaga i bardzo mi się podoba. Nigdy nie zastanawiałem się, skąd to celebrowanie zawitało pod moją „strzechę”. Jak sprowadziliśmy się do Szwecji te zimowe ciemności rozświecane były tymi lampkami niemalże w każdym oknie. Przybliżało to atmosferę zbliżających się świat. W naszej rodzinie (trochę „owczym pędem”) już w pierwsze Boże Narodzenie w Szwecji, na każdym parapecie okiennym, zabłysnęły siedmioramienne stojaki z żaróweczkami i podświetlone wianuszki ze świerku.
Skąd u nas ta tradycja, której zupełnie nie poznaliśmy w ojczystym kraju? Niezbyt się nad tym wtedy zastanawiałem. Nie chciałem jednak, żeby „moje okna” były „nie szwedzkie”, a w kilkupiętrowym bloku, w którym wtedy mieszkaliśmy, nie chcieliśmy być innymi. Ciemne okna oznaczały, że mieszkanie jest niezamieszkałe lub mieszka tam ktoś, kto nie ma zielonego pojęcia, o co w tym wszystkich chodzi. W ostatnich latach widzę jednak coraz więcej ciemnych okien, co zupełnie nie oznacza, że tam nikt nie mieszka. Ale tego nie chcę rozpatrywać w tym artykule.
Więc jaka jest historia tych świątecznych dekoracji? Dlaczego mieszkańcy Szwecji tak chętnie dekorują swoje okna? Po pierwsze, bo jest to ładny obyczaj, podobnie jak wywieszanie szwedzkiej flagi w święta narodowe. Zresztą adwent nigdy nie zaginie i nie zniknie z naszego kalendarza. W tym roku 2025 adwent trwać będzie od niedzieli 30 listopada do środy 24 grudnia. A więc w okresie przypadającym na cztery niedziele przed wigilią Bożego Narodzenia.
Ale skąd wziął się kalendarz adwentowy, gwiazda adwentowa i siedmioramienny świecznik? Kiedy zaczyna się dekorowanie na Boże Narodzenie? Obchody świat i tradycje ludowe krajów nordyckich to jedna z dziedzin w których specjalizuje się Muzeum Nordyckie w Sztokholmie (Nordiska Museet). Tam właśnie czerpałem moją wiedzę i dowiedziałem się prawie wszystko o adwencie.
Kościół tłumaczy, że adwent to początek świąt Bożego Narodzenia. Ważną rolę w tych tradycyjnych przygotowaniach odgrywa produkt, który dzisiaj można nabyć tylko w dni powszednie do godziny 19, a w sobotę do 14.00 – to grzane wino zwane tu w Szwecji Glög. To istna radość nie tylko dla ciała, ale i ducha.
Wracając do wczesnego chrześcijaństwa w Szwecji i krajach skandynawskich adwent był okresem postu, sposobem na fizyczne zaznaczenie radosnego przyjścia Pana. Ograniczano wtedy spożycie pokarmów, zwłaszcza mięsa. Jednym z głównych „rekwizytów” świątecznych, zaraz po glögu, jest gwiazda adwentowa. Zarówno świecznik adwentowy, kalendarz adwentowy, jak i gwiazda pochodzą z Niemiec i stały się popularne długo przed wstąpieniem Szwecji do Unii Europejskiej. Już w latach 80. XIX wieku w niemieckim mieście Herrnhut wyprodukowano je po raz pierwszy. Uczniowie w szkole w tym mieście wykonali papierowe gwiazdy oświetlone od zewnątrz świeczką. Często powodowało to jednak, że przez nieuwagę gwiazda ta potrafiła… oświetlić całą wieś, a wiele rodzin traciły dach nad głową. W Szwecji, jak zwykle, udoskonalono je i wyprodukowano je składane. Niemiecki handel podkradł ten pomysł i na masową skale zaczął ich produkcje w formie „zrób to sam” załączając dokładną instrukcję dla tych nawet mało zaawansowanych technicznie. Z czasem i postępem gwiazdy te zostały zelektryfikowane, co oszczędziło wiele pracy straży pożarnej.
Pierwsze szwedzkie wzmianki o „gwieździe adwentowej” pochodzą z 1923 roku, a kilka lat później rozpoczęła się ich masowa sprzedaż. Gwiazda symbolizuje gwiazdę betlejemską, która prowadziła trzech mędrców do stajenki, gdzie w żłobku leżało nowo narodzone Dzieciątko Jezus. W dniu dzisiejszym gwiazda to ważny symbol Bożego Narodzenia. Szwed Oskar Andersson, magazynier w firmie Philips w Göteborgu, w 1934 roku skonstruował pierwszy, elektryczny świecznik adwentowy wygięty w kształcie łuku, wykorzystując lampki choinkowe. Niewielu wierzyło w ten pomysł, kiedy został zaprezentowany. Mimo to w 1937 roku rozpoczęto produkcje i sprzedaż.
Nie mniej ważnym rekwizytem zbliżających się świat jest kalendarz adwentowy. Pierwszy pojawił się – jak zwykle, i to pisze z małą zazdrością – w Niemczech na początku XX wieku. Jak podają dokładniejsze opisy, nad tym kalendarzem pracowano dużo wcześniej. Mały chłopiec o imieniu Gerhard Lang, tak bardzo czekał na Boże Narodzenie, że jego mama upiekła dwadzieścia cztery ciasteczka, które położyła na kawałku kolorowego kartonu. Każdego dnia Gerharg mógł zjeść tylko jedno ciasteczko, żeby zaspokoić swoją tęsknotę za świętami. Kiedy dorósł przerobił kalendarz ciasteczkowy swojej mamy na drukowany kalendarz papierowy z dwoma arkuszami i 24 motywami świątecznymi. To był swoisty sukces w latach dwudziestych XX wieku powstała nowa wersja z okienkami do otwierania, za którymi znajdowały się obrazki. W tej wersji kalendarz Gerharda dotarł do Szwecji i w zamiast ciasteczek umieszczono czekoladowe figurki. Pierwszy szwedzki adwent kalendarz papierowy pojawił się w 1934 roku, a zaprojektowała go Aina Stenberg-MasOlle. Od tej pory zarezerwowano dla niego nazwę „kalendarz adwentowy dla dzieci”. Był drukowany do 1964 roku, a sprzedawała go zacna organizacja charytatywna o nazwie Szwedzka Organizacja Skautowa Dziewcząt. Szwedzkie radio zaczęło nadawać kalendarze adwentowe w 1957 roku. Nazywały się one „Barnens adventskalender” i miały ta samą nazwę co kalendarze adwentowe sprzedawane przez harcerki.
Trzy lata później, w 1960 roku szwedzka telewizja wyemitowała swój pierwszy kalendarz adwentowy „Tittrliture”. Warto o tym wspomnieć, gdyż był to pierwszy adwentowy kalendarz pokazywany w telewizji na świecie. Kilka lat później inne kraje skandynawskie zaczęły podążać za tym przykładem tworząc podobne produkcje. W 1969 roku nadano pierwszy raz kalendarz w kolorze, a w 1971 zmieniono nazwę na „kalendarz bożonarodzeniowy”. Większość z nas ma zapewne miłe wspomnienia, kiedy z dziećmi zasiadaliśmy przed telewizorami i otwieraliśmy kolejne okienka. Przeprowadzono kiedyś ankietę najlepszych kalendarzy adwentowych w telewizji i okazało się, że zwycięzcami został „Mysteriet på Greveholm”, „Sunes Jul” i „Trolltider i Gumman som blev liten som en tesked”. Nie ma jednak wątpliwości, że ta ostatnia jest najpopularniejszą wszechczasów. Wyemitowana po raz pierwszy w 1967 roku (według Nordiska museet) obejrzało ją dwa miliony dorosłych i pół miliona dzieci.
W okresie adwentu ważną jest również dekoracja świąteczna. W dniu dzisiejszym świąteczne zakupy i dekoracje pojawiają się już na początku listopada, co według mnie jest wielką przesadą. Ten oczekiwany świąteczny blask na tyle się już opatrzy, że nie robi oczekiwanego wrażenia. A przecież słowo „adwent” pochodzi z łaciny i oznacza „przybycie” – bezpośrednio nawiązując do narodzin Jezusa.
Jeśli cofniemy się nieco ponad sto lat wstecz, dekoracje świąteczne pojawiały się dopiero w niedzielę przed Bożym Narodzeniem, czyli w niedzielę przed wigilią. Dzisiaj w dobie wielkich Centrów Handlowych tradycje uległy zmianom i nie ma żadnych zasad. Komercja, reklama, handel i stres przedświąteczny przedłużony został o prawie 2 miesiące. Prawdziwy adwent związany z tradycjami kościoła poszedł w zapomnienie.
Czy warto obchodzić adwent? Bezsprzecznie: TAK. Ile radości mają dzieci, kiedy zasiadają z rodzicami przed telewizorem i oglądają wyczekiwany „Julkalender”(czyli dawny advendskalender), a głównie czekają na otwarcie następnego okienka w kalendarzu z maleńką figurką z czekolady. To przeżycie, które zapamiętają do końca życia.
Radość wszystkich kiedy ustawiony na parapecie świecznik ożyje i da nam to ciepłe adwentowe światełko jest przeżyciem dla wszystkich domowników. Gdy już wszystkie lampki zadziałają, czas na obowiązkową szklaneczkę glögu z rodzynkami, migdałami i cynamonem. I niech tak będzie co najmniej do następnego adwentu.
Marek Lewandowski

