spr

Kiedy dwóch mówi to samo, to nie znaczy to samo. Kontekst najważniejszy, różnice w odczuwaniu, rozumieniu, stosowaniu. Pomyślałem to przypominając sobie moje rozmowy, bliżej mówiąc słuchając krótkich ale wiele mówiących monologów W. o Polsce i polityce.

Nie podejmuję z nim tematu dzisiejszej Polski, zbyt duże różnice we wszystkich podstawowych dla rozmowy kwestiach. Ten sam język, ale dwie zbyt różne głowy. Cóż mógłbym mu powiedzieć ja, człowiek pochłonięty innymi sprawami, ale równie niepewny swego i nieustannie siebie strofujący. Więcej pokory? Myśl, nie relatywizuj? Zdanie: Potężny Pigmej!, ośmiesza śmiejącego się?

Jest jak mnich, który odmawiając swoje pacierze uważa, że oto doznaje wniebowstąpienia i już nie musi robić nic, co oznacza samodzielnie myśleć. Dostąpił błogosławieństwa w postaci wiary w swojego boga i nawet pochrapując na kanapie, pochrapuje w słusznej sprawie. Lenistwo, czy…? Żal mi go, bo widzę jak się szarpie.

Czytając moje ostatnie zapiski można odnieść wrażenie, że autor ma zachwianie równowagi. To może być prawdą, ale jeśli nawet jest, interesuje mnie minimalnie, bo nie wnosi nic nowego. Być może chwile przedłużającego się braku równowagi, nie przystoją człowiekowi w moim wieku, ale zwisa mi obojętnym kalafiorem, kto i co o mnie myśli. Ten zwrot mówi o mnie wiele, ale jeszcze więcej o przemijaniu. Gadka szmatka, odzywka z kalafiorem w roli głównej, była popularna w Warszawie w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku. Bagatela, sześćdziesiąt lat temu z górą!

Mój przyjaciel, ś.p. Leonard Neuger, profesor sztokholmskiego uniwersytetu, śmiał się ze mnie już w początkowych latach dwutysięcznych. Mówił: Andrzeju, twoja polszczyzna dobra jest, ale pachnie świeczką! Pamiętam, że bardzo się tym przejąłem, ostatecznie Leon polonista, ale też przyjaciel i mówi mi takie rzeczy? Jeżeli to prawda niech powie, co mam  z tym zrobić? Ech, dola literata na emigracji! Ale gwoli przyzwoitości czuję się w obowiązku dodać, że Leon czytał wówczas moje nieszczęsne próby na niwie literatury pięknej.

Wszystko, co jest we mnie, a także dookoła, już było i to nie jeden raz. Koło się zamyka. Chyba po raz pierwszy w życiu mam wrażenie, że historia została opowiedziana. Historia moich dążeń i poszukiwań? Nie nie! Historia mojej miłości. Miłości do wszystkiego, lub jej braku, bo taki w teorii i praktyce jest obraz losu i życia człowieka.

Historia została opowiedziana, ale ja w dalszym ciągu żyję, co sugeruje, że należałoby wymyśleć jakieś nowe koleje życia, nową rundę. Czy to znak klęski? Skądże znowu! Nie jest klęską historii, że opowiedziano jej zakończenie.

Tym bardziej, że mam silne wrażenie, pewność nieomal (?), że życie nadal się jednak toczy. Nie jestem na prostej, jestem na kole, prosta okazała się kołem! A życie jest jak gówno na kole, raz na górze, raz na dole. Mam silne wrażenie, że się nie dam, jeszcze młody jestem.

Andrzej Szmilichowski

Lämna ett svar

Din e-postadress kommer inte publiceras. Obligatoriska fält är märkta *

Created with Visual Composer