Z telefonem spać nie będę
Już kiedyś pisałem o moich przygodach z płaceniem za parking telefonem komórkowym. Byłem pewien, że szwedzki rząd za dużo pozwala najmłodszej generacji na ingerencje w życie wszystkich mieszkańców królestwa szwedzkiego. Dlaczego? Bo, jak widzę, młodzi ludzie nie przytulają już swoich bliskich i swoich dzieci, gdyż mają ręce zajęte trzymaniem telefonów. Zamiast głaskać swe pociechy po głowie, głaszczą ekraniki telefonów.
Staram się jak najrzadziej korzystać z komunikacji zbiorowej, gdyż każda taka jazda budzi we mnie frustracje i niepokój. Zrobiłem kiedyś takie doświadczenie w wagonie sztokholmskiego metra. Może zaczniecie uważać mnie za „świra” po tym artykule. A było to tak:
Jechałem z mamą do lekarza w środku dnia. W długim wagonie metra nie było zbyt wielu pasażerów. Postanowiłem zrobić eksperyment i przechodząc wzdłuż wagonu policzyłem pasażerów. Było ich 129. Z tego 118 ściskało swe telefony, prawdopodobnie coś oglądając, grając w gry lub po prostu rozmawiając. Właśnie te rozmowy podnoszą moje ciśnienie krwi do zenitu. Różne języki (bo w Szwecji mieszkają ludzie z całego świata i mają przeróżne poziomy głosu), a im dalej dzwonią, tym gorzej słychać i trzeba dosłownie krzyczeć. Zauważyłem wśród podróżnych kilka damskich piękności, które używały kamery w telefonie, żeby poprawić swój makijaż. To naprawdę była nowoczesna niespodzianka. Ja nigdy bym nie wpadł na ten sposób. I to jest dobre – nauczyłem się czegoś nowego. Bo chociaż się nie maluję, to lusterka czasami używam przy liczeniu zmarszczek.
Spośród tych 129 współpodróżnych tylko 9 zachowywało się według mnie NORMALNIE. Jedna, może dwudziestoletnia dziewczyna, czytała książkę. Sądzę, że jechała na wykłady na uniwersytet. Gdybym był filmowcem lub dokumentalistą natychmiast nagrałbym o niej historyczny film – o ostatnim normalnym człowieku żyjącym w tej nowoczesnej cywilizacji.
Do tych normalnych, jadących w tymże metrze, zaliczałem się również ja i moja mama. Mieliśmy co prawda ze sobą telefony, ale już od dawna postanowiłem, że palenie papierosów i ściskanie telefonu jest niemodne. Czuję się dzisiaj zapomniany przez kraj, który tak bardzo pokochałem i prawie oddałem mu całe swoje życie. Boję się jednak, że jak przyjdzie jakiś wielki kryzys, jakaś katastrofa, czy nawet wojna – o której się coraz częściej mówi – zostanę brutalnie pominięty, a ostrzegawcza informacja do mnie nie dojdzie. I będzie to moja wina, bo przecież miałem wiele czasu, żeby nauczyć się kochać telefon i ten magiczny SMS. Ale.. może wręcz odwrotnie… Powinienem być szczęśliwy, że o tych nowościach z ewentualnego frontu nic nie będę wiedział, a jak wszystko ucichnie, będę znów się mógł cieszyć się nowym dniem, a nie tym, co przeczytam w telefonie.
Jest piękny jesienny poniedziałek 2025 roku. Jak zwykle obudziłem się w miarę pogodny. Udałem się do toalety spełnić codzienny obowiązek, a głównie zażyć moją niezbędną medycynę. Białe pastylki wysypałem na dłoń i jednym szybkim ruchem wrzuciłem je do ust. Niektóre są niezbyt smaczne więc szklanka zimnej wody naprawdę pomaga żeby je przełknąć. Odkręcam kran, a tu… nic. Z kranu nie kapnęła nawet kropeleczka. Przytoczę Czytelnikom krótki list, który elektronicznie wysłałem do winnych tego mojego zepsutego poranka. A winny był szwedzki Vattenverket, czyli coś w rodzaju polskich wodociągów.
„BARDZO NIEPOKOJĄCE ZDARZENIE. 29 września 2025 r. o godz. 09:00, kiedy otworzyłem kran, aby nalać sobie wody pitnej, okazało się, że nie leci woda. Co się stało? Zapytałem sąsiada, czy ktoś nie zakręcił wody pod jego domem. NIE. Zacząłem szukać numeru telefonu do wodociągów. Sytuacja była dość poważna. Musiałem zażyć ważne leki. Na stronie internetowej wodociągów znalazłem informację, że właśnie tam gdzie mieszkam w Skärholmen, nie będzie wody od godziny 08:00 do 15:00. Było to planowane odcięcie. Dlaczego nikt nas o tym nie poinformował, abyśmy mogli przygotować się na kilkugodzinny brak wody? Czy wodociągi nie powinny zapewnić cystern z wodą pitną na tak długi czas? Co się stanie, jeśli ten czas się wydłuży? CO MAMY ROBIĆ? Coraz częściej mówi się o kryzysach, wojnach i o tym, jak powinniśmy się na nie przygotować. Widzę jednak, że nie potrafimy poradzić sobie nawet z takim problemem jak brak wody. Dlaczego nie poinformowano nas o tym dzień wcześniej, abyśmy mogli zapewnić sobie przynajmniej kilka litrów wody pitnej i jedzenia? To bardzo smutne i niepokojące. Próbowałem skontaktować się z osobą odpowiedzialną, ale wszyscy unikają odpowiedzi. Czy tak powinno wyglądać informowanie o tak ważnych sprawach dotyczących życia? Jestem bardzo ciekawy, jak sobie poradzimy, jeśli wydarzy się coś poważniejszego. Czy nie można było umieścić informacji na garażach lub wrzucić jej do skrzynek pocztowych? To smutne, ale prawdziwe.”
Co gorsze postanowiłem do wodociągów zadzwonić – do biura konsumenta. Próbowałem dobre 20 razy, zawsze przełączali mnie na centralę, centrala mnie łączyła z działem konsumentów i znów trafiałem do centrali telefonicznej. Kiedy po blisko godzinie udało mi się usłyszeć „żywy” głos konsultantki, zapewniła mnie ona, że wysłali do wszystkich SMS. Zacząłem tłumaczyć, jak według mnie powinno to wyglądać i że żadnej wiadomości od nich nie dostałem. Konsultantka zirytowana, że ktoś zwraca im uwagę, że źle postąpili, po prostu bez słowa dziękuje za zwrócenie uwagi, że w następnym razie postarają się wziąć to pod uwagę, bez powiedzenia do usłyszenia, po prostu rozłączyła rozmowę.
Tak właśnie działa nowoczesność, zwłaszcza ta telefoniczna. Jest to przerażające, bo co to będzie, kiedy znajdziemy się np. w szpitalu podczas operacji i lekarz wyśle ci SMS „oddychaj, nie oddychaj” lub „uwaga, za chwile odłączamy kroplówkę i przygotuj się, że możesz zemdleć”. W dalszym ciągu uważam, że SMSem można wysłać pozdrowienia, adres znajomym, czy podobne błahe informacje. Ale nie te bardzo ważne, często nawet decydujące o naszym życiu. W dzisiejszych bardzo napiętych czasach, kiedy może nastąpić sabotaż czy nawet wojna, ktoś wyśle SMS i nawet nie będzie wiedział, czy doszedł do adresata.
Czyli: zgiń przez swoje nieudacznictwo i brak zainteresowania nowoczesną techniką. Może czas, żeby eksperci od bezpieczeństwa kraju wymyślili jakąś pewniejszą alternatywę dla wszystkich obywateli. Ja nie chodzę i nie ściskam w ręku telefonu. Są oczywiście tacy co kładą się do łóżka z telefonem i nawet do toalety zabierają swego technicznego przyjaciela. Ja z chwilą przekroczenia progu domowego odkładam go na półce regału i jak dzwoni, zawsze odpowiadam. Jeśli przychodzi SMS, to nawet nie słyszę tego unikalnego bzyknięcia.
Po tym zdarzeniu z wodą zacząłem dokładnie analizować moje skromne życie. Gdzie zrobiłem błąd, że ważne rzeczy mnie omijają, że czuje się dyskryminowany z powodu normalności? Gdzie w prawie szwedzkim jest obowiązek posiadania telefonu? Już od pierwszego dnia pobytu w Szwecji nauczono mnie, że obowiązkowo trzeba mieć numer personalny. Że trzeba co roku deklarować zarobki. Że kierowca musi mieć prawo jazdy… Ale nigdzie nie doczytałem się, że muszę posiadać telefon…
Dokąd więc zmierzamy? Czy ten kraj ma być tylko dla ludzi młodych i zniewolonych (tak jak w opisywanym na początku tego artykułu w sztokholmskim metrze)? Dla przypomnienia opowiem wam, jak w takich przypadkach postępowano pół wieku temu, w niby zacofanej Polsce. Kiedy zakręcano wodę nawet na parę godzin, wodociągi podstawiały beczkowozy z wodą pitną. A nie było wtedy żadnych telefonów. Można było? Można. Ale według Szwedów to nie do rozwiązania. Tego po prostu się nie da zrobić.
Boje się, że jak przyjdzie większy kryzys, dowiemy się o nim dopiero po paru dniach, kiedy dym i kurz zacznie przykrywać ulice… Bo SMSy przestały działać. Mam nadzieje, że nigdy tego nie będę musiał doświadczyć ale nigdy spać z telefonem nie będę.
Wszystkim obsługującym i nie obsługującym SMSy wysyłam tą drogą informacje, że czuje się dobrze i że przeżyłem kryzys wodociągowy bez utraty zdrowia. A mogło być gorzej.
Marek Lewandowski

Coraz czesciej na ulicach widze rodzice ktorzy roprowadza wozek z dzieckiem i wpatruja sie w telefon ,Podchodza do swiatel na przejsciu dla pieszych i to samo .Wchodza do autobusu i zamiast sie pospieszyc ,zajeci sa telefonem.Ci co kupuja w sklepie i dochodza do kasy zaczynaja uruchamiac swoj telefon nim ,zeby zaplacic. Malo tego rowerzysci tez musza miec nieprzerwany kontakt z telefonem i nawet kierownice trzymaja jedna reka ,gdyz druga zarezerwowana jest dla telefonu.Zaczna sie ”sypac glowy” jak to sie potocznie mowi. Wypadki beda sie dziesiatkowaly.Co na to ubezpieczyciele. Czy to madre ? Nikt mnie nie przekona . Ja w telefonie pozostaje przy zielonym i czerwonym przycisku.I Niestety zostalem zmuszonu do zainstalowania ID-Bank. I niech tak na razie pozostanie.
I co wiecej . W przeciagu ostatnich 10 lat tylko jedna osoba przyznala sie do grzechu. Spotkalem jedna znajoma ,ktora miala reke w gpsie i oplastrowana twarz.Zartobliwie zapytalem sie .”Czy spadochron jej sie nie otworzyl”. A ona przyznala sie do winy.Opowiedziala .ze jechala samochodem i wysylala SMSa.Stracila panowanie nad autem i wjechala na pobocze . Samochod dachowal ,a to sa efekty. Ta nonszalancja kosztowala ja samochod . I dzieki Bogu. Moglo byc bardziej tragicznie
W Polsce to samo. coraz częściej młodzi ludzie nawet za kierownicą z telefonem w ręce! Przy kursie prawa jazdy powinien być jakiś dokument do podpisania, że poddają się dobrowolnie karze i są tego świadomi.