arm-wrestling-567950_1280

Opanował mnie rodzaj odrętwienia. Nie zdawałem sobie z tego sprawy, a z owego marazmu wytrącił mnie Zygmunt B. Zygmunt boryka się z poważnymi problemami zdrowotnymi, co obudziło w nim (może taki był zawsze?) wulkan energii. Ma niespotykanie wysoki poziom inteligencji, której dorównuje jedynie, chyba wrodzony, altruizm.

Inteligencja Zygmunta, który jest katowickim Ślonzokiem z krwi i kości, ma u mnie swój odrębny znak, nazwałem ją żydowską inteligencją. Termin żydowska inteligencja wyróżnia posiadacza tym, że jest: szybka, rozedrgana, zniuansowana, uwielbiająca odległe parabole. To inteligencja w pędzie, inteligencja zadyszana. Gwoli pełności obrazu dodam, że zdarzają się, co wiem z autopsji, inteligentni głupi Żydzi i ci są nie do wytrzymania. Inteligencję Zygmunta i jego samego uwielbiam, choć odczuwam w jego obecności sztubacką tremę.

Ja. Cóż ja? Myślę jak myślę. Czuję jak czuję. Jest we mnie coś, czego nie rozumiem, albo rozumiem tylko przyczajam. Inaczej mówiąc, nie należy brać mnie i moich przyzwyczajeń zbytnio poważnie, a brać tak jak jest, tylko z uwagą.

Zbawienie. Zbawienie mnie i rytuje, bo zbawienia ne ma. Zbawić mogą tylko własne siły, których z reguły za mało, więc poszukiwane są podpórki. Pozostaje zatem strach, a co za tym idzie – jedyny ratunek w zbawieniu. Co ja na to? Przetrwać, oto zbawienie! Przetrwać, czyniąc sobie jak najmniej szkód. Ale już samo to jest nieomal ponad ludzkie siły, stąd ucieczka w iluzję.

Problemy. Problemy pisarza się nie rozwiązują, one się zużywają. Pisarz pisze z powodów, które nawet jemu są tylko częściowo zrozumiałe i znane, gdyż spora część pisarstwa to działanie pod impulsem chwili. Nie zostanę światową pisarską sławą, ani nie będę bogaty w nagrody i pieniądze. Składa się na to po pierwsze skromny wymiar talentu, po części także, jak w większości karier, skutek okoliczności. Będę do końca świata pisał moje – jak je Zygmunt nazywa, prztyki. Będę siedział w mojej pustelni broniąc samotności, której tak bardzo nie lubię.

Rozpacz i bunt? Ale skąd! Raczej znużenie, oraz lekkie na szczęście poczucie autoabominacji. Najlepiej byłoby przyjąć, że w tym całym bajzlu tylko jedno jest twórcze, rzeczywistość. Zafundowana nam cielesność, niekiedy bardzo przyjemna, tylko to potwierdza. Kiedyś wszystko było po pierwsze cielesne, dziś już raczej widmowe jest. Moje myśli były kiedyś ciekawsze i bardziej interesujące. Już nie są.

Andrzej Szmilichowski

Lämna ett svar

Din e-postadress kommer inte publiceras. Obligatoriska fält är märkta *

Created with Visual Composer