To brzmi dumnie
Dzisiejszego ranka postanowiłem popastwić się nad Polakiem zagranicznym, zresztą nie tylko nad nim. Polak zagraniczny jest nijaki. Jest miękki i rozlazły, co powoduje, że prawie nigdy nie dochodzi do czegoś znacznego i nie odgrywa większej roli, zatrzymując się na poziomie średnich zarobków, ewentualnie małych przedsiębiorstw.
W życiu państw, do których się przytuli, nigdzie nie zajmuje, z bardzo nielicznymi wyjątkami, znaczniejszej pozycji. Polak zagraniczny jest jak woda, łatwo się przystosowuje, dopasowuje i pozostaje anonimowy. Polak zagraniczny jest pasywny i ta wada przeszkadza mu w zdobywaniu szczytów.
Rzadko zwyciężamy. Prawie zawsze jesteśmy pobici, więc robimy z pobicia całą wielką historię rzeczypospolitej, ze sztandarami, księdzem i wymówkami. Niezwyciężanie jest naszym znakiem firmowym, ale „na szczęście” nie jesteśmy w tym osamotnieni.
Potrafimy, gdy dochodzi do spazmatycznego skurczu samoobrony, osiągnąć coś naprawdę niebywale wielkiego, tylko że na końcu nie bardzo rozumiemy cośmy osiągnęli i w rezultacie wszystko się nam, jak zwykle, po kościach rozchodzi.
Również, kiedy znika nacisk historycznego czy jakiegoś innego przewrotu, gdy znika zagrożenie, łatwo przychodzi nam przejście do życia leniwego, życia jakby we śnie, w którym marzymy o życiu. Taki stan osiąga Polak krajowy, gdy konwulsje dziejowe chwilowo udają się na spoczynek. Zagraniczny zawsze.
Tęsknota. Błąd polega na tym, że Polakowi częstokroć myli się tęsknota za życiem z prawdziwym życiem, co jest oszustwem dokonywanym na samym sobie, z czego, jak życie długie, nie zdaje sobie sprawy.
Zwlekanie. Nigdy nie rób tego dziś, co możesz zrobić jutro. Oto hasło nie dnia, a pokoleń. Polak wszelkiego autoramentu jest mistrzem w zwlekaniu, a miarą owej słabości jest, że ma trudności w zrozumieniu dystansu między zamiarem a wykonaniem. Polak pragnie wykonać wszystko na raz, co w połączeniu z zamiłowaniem do zwlekania czyni wiele rzeczy, których dotyka, niemożliwymi, lub przeciągniętymi w nieskończoność. Co w sumie na jedno wychodzi.
Na serio. Polak zagraniczny, podobnie jak Polak w ogóle, jest mylnie przekonany, że gdy poczyna mówi na serio i poważnie, od razu musi sadzić się na nie byle jaką mądrość, która pozytywnie mówi o jego inteligencji i wykształceniu, urody już nie wspominając. To zaś faktycznie mówi, że wspina się tam, gdzie nie jego miejsce. Ale uważa, że jest zdolny i mu to wystarczy na wszystko.
Polak, jak każdy inny żywy a nawet półżywy człowiek, ma, gdy mówi, mniej więcej to samo lub podobnie do powiedzenia. Rzecz w tym, czy potrafi to powiedzieć z przekonaniem i na serio. Rzecz w tym, że statystyczny Polak mówiący na serio, na serio jest nie do wytrzymania.
Andrzej Szmilichowski

Polak szwedzki pastwiący się nad Polakiem zagranicznym jest jak Polak regionalny pastwiący się nad Polakiem krajowym albo na odwrót – wszystko jedno, bo tu przecież nie o to chodzi. Taki kompleks polski. Jak Polska dla Polaków, zagranica dla zagraniczniaków, a ziemia dla ziemniaków. Ważniejsze pytania: czym różni się analityk od pseudoanalityka, prawda od półprawdy, bicie piany nawet gdy jest bita z przekonaniem…? Można by powiedzieć, że to takie polskie… ale byłaby to znowu bzdura zakompleksionego Polaka.