Działacz, Działaczka i Działacz
Uroczystość miała charakter czysto polski i stricte patriotyczny, odbyła się poza krajem, więc żadne niespodzianki nie wystąpiły. Polacy prawie się nie stawili. Działacz Działaczka i Działacz, żeby po raz kolejny pokazać swoje bezinteresowne zaangażowanie w sprawy Polonii, przyszli grubo przed czasem. Inne nacje nie były uroczystością zainteresowane, zatem świętowanie ważnej, polskiej rocznicy poszło według normy.
Pani Ambasador prezentowała się ujmująco. Z twarzy poprawnie, a gdyby piszący ten tekst nie był zazdrosny o żonę, to by powiedział, że z twarzy wyglądała bardzo twarzowo i to na wysokim poziomie twórczym Matki Natury. Ubiór dobrany do twarzy, twarz do ubioru i to wszystko ze sobą grało, współprzygrywało i nie kłóciło się, tak jak Polacy na obczyźnie. Zatem gust gustowny nakładał się na kolejny gust i wyrazy uznania były usprawiedliwione.
Pani Ambasador złożyła wieniec z kwiatów, ukłoniła się przed Pomnikiem Anioła Cierpiącego i rozległo się trochę braw ze strony osób bliżej stojących. Działacz Działaczka i Działacz klaskali oczywiście najdłużej.
Ilość osób uczestniczących w Uroczystości Patriotycznej była łatwa do zrachowania, natomiast ilość twarzy już nie była swobodną przechadzką po matematyce. Te liczby bowiem były zdecydowanie różne. Mniej więcej tak, jak w patriotycznym Sejmie po upadku NiePatriotycznego PRL-u i powstaniu Patriotycznego NiePeerelu, gdzie na czterystu sześćdziesięcioro posłów było co najmniej tysiąc twarzy z hakiem. Większość miała podwójne oblicza, a sporawa mniejszość, po trzy czy cztery AntyTwarze. Byli też i tacy co tych górnych części ciała, twarzy nie posiadali, mieli po pół tuzina, albo nawet połówkę tuzina plus prawie drugą połówkę z liczby dwanaście.
Piszący te słowa ukończył studia prawnicze, więc siłą rzeczy znał wielu oficerów Milicji Obywatelskiej, aplikantów sądowych i prokuratorskich wspomagających wieczorami i w święta oddziały ORMO/Ochotniczej Rezerwy Milicji Obywatelskiej i elity z najwyższej półki, czyli oficerów Służby Bezpieczeństwa. Według nich, to zasiadający w ławach sejmowych Naukowcy NowoPatriotyczni vel Bezinteresowni Opozycjoniści Prześladowani przez Czerwony Reżim vel Kochankowie Kochający Bezinteresownie Robotników twarzy nie mieli, ale posiadali co najmniej po pół tuzina Górnych Części Ciała/GCC. Jedna GCC to etat w Polskiej Akademii „Nauk”, gdzie oni i ich GCC poświęcali się dla dobra Polskiej Nauki, czyli „Nauki”, bo umieścili ją we wszystkich dostępnych światowych rankingach poniżej Białorusi, tak gdzieś między Kosowem a Mołdawią po rozpadzie ZSRR. Mołdawia bowiem w ramach i ranach ZSRR stała zazwyczaj wysoko. Etaty w Polskiej Akademii „Nauk” mieli różne, etat wybitnego naukowca z zakresu fizyki, etat wybitnego naukowca zajmującego się krytyką literacką, etat wybitnego naukowca od prostytucji francuskiej w średniowieczu, czy etat wybitnego naukowca z zakresu matki nauki, czyli filozofii. Za swoje, tak zwane, dokonania naukowe inkasowali kasę. Drugą kasę inkasowali za Nieludzkie Prześladowania ze strony Czerwonego Reżimu, tutaj ładowanie w kieszenie miało charakter zielony, gdyż tylko sam Ronald Reagan przekazał Prześladowanym przez Czerwony Reżim co najmniej sto milionów dolarów. Trzeci dopływ gotówki to rodzime służby specjalne, czyli Służba Bezpieczeństwa. (…)
Działacz Działaczka i Działacz w razie potrzeby podawali się za opozycjonistów, za osoby współczujące niesłusznie skazanym, czy osoby wspierające Naukowców vel przeciwników wszelkich przeciwności. Mieli w tym przedmiocie też szlachetne uzasadnienia. Oficerowie SB mieli trochę inne; wielu z nich z ręki nam żre, włazi w d… i to tak, jak każdy z nas chce.
O dalekich miejscach polskich Uniwersytetów w światowych rankingach cała trójka była zgodna, że to chwilowa sytuacja i zaraz wszystkie wyższe uczelnie w kraju ruszą z piskiem opon w górę.
Według polskojęzycznych zagranicznych rozgłośni radiowych, gdzie TW też nie brakowało, przeciwnicy przeciwności, byli Naukowcami Wybitnymi z ogromnym dorobkiem Miary Światowej, WIELOKROTNIE ZATRZYMYWANYMI na czterdzieści osiem godzin, karani grzywnami przez Kolegia d/s Wykroczeń, zmuszanymi do publikowania w podziemiu lub w periodykach emigracyjnych, pozbawiani paszportu… Itp itd, i tak bliżej i temu podobne banialuki o ustawkach Służby Bezpieczeństwa dowartościowujących wzorowych donosicieli.
Niektóre sformułowania Rozgłośni/Monopolistek Prawd Ostatecznych były prawie prawdziwe, że niektórzy wybitni „naukowcy” pozostawali bez pracy. Prawdą bardziej prawdziwą byłoby jednak stwierdzenie, że prawie wszyscy „naukowcy” z Polskiej Akademii „Nauk” są bezrobotni, gdyż de facto nie mieli substytutu swoich dokonań. Jeżeli ktoś ma dwie lewe ręce do myślenia, to co on może dokonać jak jest wyłącznie praworęczny, a do brania zielonej kasy wieloręczny.
Jednym z NAJBARDZIEJ Prześladowanych w Polsce był SSędzia dr Jacek S z Poznania, podporucznik stanu wojennego i SSędzia-HEJTER Sądu Najwyższego vel Moralnie Najniższego. Autor niniejszych bzdur został przez niego skazany, tuż przed zakończeniem studiów prawniczych, za przestępstwo, którego w prawie karnym w ogóle NIE MA. Legitymowanie się cudzym dowodem Osobie NIEISTNIEJĄCEJ w Rzeczywistości; Sąd Rejonowy w Poznaniu/ V.1.Kp.200/76. Po wielu, wielu latach przesłał do Sądu Najwyższego Wyrok/Przekręt, gdzie „Prześladowany” Stalinowiec orzekał, by OPUBLIKOWALI go na oficjalnej stronie internetowej i… było MILCZENIE, czyli de facto popieranie Stalinowca vel Prześladowanie Prześladowanego. Zadzwonił tam wiele, wiele razy i milczenie na temat Przekrętów SSędziego/Stalinowca vel Prześladowanie Prześladowań w Sądzie Najwyższym było jeszcze większe. Po kilku miesiącach i wielu próbach wejścia do Sądu Najwyższego/Moralnie Najniższego odezwał się w słuchawce Rzecznik Prasowy i od razu zaczął sam siebie Prześladować. SSędzia dr Jacek S jest… wybitnym prawnikiem, który NIGDY NIE ZŁAMAŁ ETYKI Sędziowskiej i to pomimo NACISKÓW ze strony Służby Bezpieczeństwa, która wtargnęła raz na salę rozpraw i wyprowadziła go z Sądu, gdyż NIEchciał skazać NIEWINNEJ Osoby. To były godziny przedpołudniowe, autor tego tekstu był przed obiadem, ale słysząc te AutoPrześladowania Rzeczywistości, które nigdy się NIE wydarzyły, rzygnął z obrzydzenia tak mocno, że wypróżnił i ten obiad, który dopiero miał zamiar zjeść.
Pani Ambasador nie zawiodła, pogoda też nie, Polacy stanęli na wysokości zadania i się nie stawili, a przede wszystkim nie zawiedli; Działacz Działaczka i Działacz. Zresztą nie mogli zawieść skoro mieli długie staże w byciu działaczami, i prawie tak samo długie w dojeniu polskiego podatnika poprzez; bezinteresowne i pełne poświęcenia działanie w Stowarzyszeniu Wspólnota Polska. Czyli jeździli za darmo po Kuli Ziemskiej, dobrze jedli i nieźle pili. A Prezydenci przyznawali im, na Wnioski Towarzystwa Wzajemnej Adoracji, odznaczenia i medale, by mieli większe emerytury, gdyż otrzymywaliby małe, bo uczciwą pracą niezbyt się zajmowali.
Działacz jechał cały czas na tym samym koniu. Pisał artykuł lub rozprawę naukową na naukowym poziomie Polskiej Akademii „Nauk”, czyli niskim, o swoim krewnym rozstrzelanym w grupie profesorów lwowskich przez Niemców. Za co ostatnio winił Armię Czerwoną wyzwalającą Polskę.
Tekst ten pisał w tempie szybko myślących naukowców z Polskiej Akademii „Nauk”, czyli bardzo wolno albo nawet w ogóle nie pisał tego artykułu vel rozprawy naukowej. Mimo, iż prawdą było, że jego krewny został we Lwowie rozstrzelany. Autor tego słabego tekstu, prawie na poziomie naukowców od współczesnej nauki, tekstu pełnego błędów gramatycznych, ortograficznych, psychiatrycznych i wenerycznych, otarł się kilkanaście lat temu o Działacza i on wtedy mówił, że pisze artykuł vel rozprawę naukową o rozstrzelaniu swojego krewnego przez Niemców, za co winę ponoszą Niemcy. Później obydwaj otarli się jeszcze raz o siebie w Malmö i wtedy Działacz informował otoczenie, że pisze artykuł vel pracę naukową o tragedii swojego krewnego, profesora Uniwersytetu im. Jana Kazimierza rozstrzelanego na Wzgórzach Woldeckich przez Niemców, za co ponoszą winę trochę Niemcy, ale bardziej jednak Rosjanie.
Na cmentarzu w Lund, po zakończeniu patriotycznej uroczystości, Działacz oczywiście zapewnił, że polskie uczelnie lada chwila przesuną się z piskiem opon w górę w rankingach światowych oraz poinformował, że pisze artykuł vel rozprawę naukową o rozstrzelaniu profesorów lwowskich uczelni przez Niemców, więc jako patriota całkowicie popiera niszczenie vel usuwanie z przestrzeni publicznej pomników Armii Czerwonej za wyzwalanie Polski. O tym, czy już zaczął pisać, czy już pisze, a może już sporo napisał, Działacz milczał.
Działaczka też nie zawiodła. Nadmieniła, że jej dziadek zginął w Katyniu. I być może to było prawdą, a może taką prawdą nie do końca prawdziwą, bo to wyglądało trochę tak, jakby jej jeden dziadek zginął w Katyniu, drugi dziadek zginął w Powstaniu Warszawskim, trzeci dziadek był ciężko ranny pod Monte Cassino, czwarty dziadek był prześladowany przez Gestapo za polskość, piąty dziadek był niszczony przez Sądy PRL-u jeszcze bardziej niż dziadek czwarty, a dziadek szósty razem z siódmym, byli dużo bardziej odczłowieczani przez Służbę Bezpieczeństwa niż dziadek czwarty i piąty, bo służyli bezinteresownie Ojczyźnie i polskim robotnikom…
Działacz cały czas przytakiwał Działaczce i zgadzał się też z nią całkowicie, że winę za prześladowania dziadków numer cztery, pięć, sześć, siedem czy nawet i osiem ponoszą wyłącznie pomniki wdzięczności Armii Czerwonej, wobec czego należy je pousuwać jak najszybciej, by następne pokolenia znały prawdę, że to nie Armia Czerwona wyzwoliła Polskę, tylko generał… (autocenzura) II Korpusu razem z Amerykanami i Brytyjczykami przy cichej, życzliwej współpracy z Adolfem Hitlerem i dr Josephem Goebbelsem, który pozostawił po sobie prawdzie przemówienia.
Autor tych niechcianych prawd (czy chcianych PółPrawd) o Działaczu Działaczce i Działaczu był kiedyś prawnikiem. Działacz prawnikiem nie był i nie jest, ale na prawie zna się lepiej niż prawnicy. Z Działaczką jest dokładnie tak samo. Niczego nie studiowała, bo i bez studiów wiedziała i nadal wie więcej w każdej materii niż wzięci fachowcy z dziedziny takiej lub innej i oczywiście prawniczej również. Działacz nie pozostawał w tyle. Swoje wiedział, cudze również i w prawie wiedzę miał też ogromną.
Oni wiedzą dobrze, a o ile zajdzie taka potrzeba w przyszłości, to będą wiedzieli co najmniej jeszcze lepiej, że w PRL-u Sądy działały źle, za co należy winić Armię Czerwoną, bo nie zatrzymała się na linii Bugu, tylko wyzwalała Polskę. Teraz Sądy są uczciwe, sprawiedliwe i świętojebliwe, więc po usunięciu pomników wdzięczności Armii Czerwonej, należy wziąć się za cmentarze z jej żołnierzami. Za co usuwaczom pomników wdzięczni będą władze Stowarzyszenia Wspólnota Polska.
(…) Działacz Działaczka i Działacz przyswoili sobie szybko tę nową nowomowę, wykazali też solidarność z bratnim narodem i nie ustawali w pochwałach pod adresem Demokracji w Rosji z Poszanowaniem Praw Człowieka.
Działacz działał i za swoje działania, trudne do udokumentowania, ale łatwe w ich przekazie ustnym czy przekazie Telewizji Biełsat, otrzymał Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski. Ponieważ był to oczywisty przekręt, to jako działacz polonijny zaczął unikać Polaków. Za to unikanie, co Stowarzyszenie Wspólnota Polska nazywała zaangażowaniem na rzecz mniejszości polskiej w Skandynawii oraz za wożenie paczek do Grodna, których tam nikt nie chciał, otrzymał Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski. A po nasileniu i pogłębieniu unikania Polaków, co Stowarzyszenie Wspólnota Polska i doradcy Prezydenta nazwali: dalsze pogłębienie współpracy z Polonią na Świecie, otrzymał Krzyż Komandorski Orderu Odrodzenia Polski. Po tym ostatnim odznaczeniu całkowicie zablokował telefon, żeby nikt z Polaków nie mógł do niego zadzwonić. Niewykluczone, że przez tę blokadę zaczął pracować na najwyższe odznaczenie polskie, czyli Order Orła Białego.
Kawalerów Orła Białego nie brakuje, opinię większość z ostatnich nadań ma taką jaką mają, więc Działacz by do nich pasował. A w dalszej perspektywie czasowej nie można byłoby wykluczyć i tej możliwości, że damą Orła Białego zostanie Działaczka, a kolejnym kawalerem Działacz.
Działacz działał tam gdzie się dało i wszędzie mówił wyłącznie prawdę, że można byłoby go śmiało nazwać bratem Sjamskim Telewizji Biełsat. Pomagał „Prześladowanej” Działaczce z Grodna w otrzymaniu tytułu: Honorowy Obywatel Dolnego Śląska. Zataił, że „prześladowana” było pupilem KGB za czyszczenie kresów z młodych Polaków przy pomocy Karty Polaka, co niektórzy nazywali Kolejnymi Wywózkami. Zataił, że tylko z jednej organizacji Sida ze Skandynawii „prześladowani” otrzymywali dziesięć milionów dolarów rocznie, od której to sumy prawie nikt nie płacił podatków. Zataił, że „prześladowana” nie chciała zarejestrować swojego Związku Polaków Białorusi, żeby nie rozliczać się z otrzymywanej zza granicy kasy, zataił jej, i jej otoczenia, pociąg do pociągania z butelek… i po uroczystej Sesji Sejmiku podali sobie ręce i padli w objęcia.
Trójka tych wybitnych działaczy i matematyków zaangażowała się też w propagowanie NATO w Szwecji. Twórca tego tekstu nadmienił matematykom, że USA jest większym bandytą niż Rosja, więc lepiej będzie dla Szwecji zawrzeć Pakt AntyWojenny z Rosją, by bronił przed Amerykanami. Działacz był po tych słowach zły, Działacz jakby przygnębiony, a Działaczka ani taka ani inna.
Summa summarum nikt tego dnia nie zawiódł. Autor tego tekstu też właściwie nie, bo co prawda mówił do Działacza Działaczki i Działacza to co mówił, ale po nocnej libacji alkoholowej z żoną trzymał się dobrze na nogach, co nie zawsze mu się udawało.
Jeszcze Polska nie zginęła!
Jerzy Marciniak
