Za króliczkiem
Skąd bierze się snobizm? Z burżujstwa. Z zapatrzenia w dobra, styl życia i bogactwo burżuazji, ale przede wszystkim z obserwacji i rytuałów arystokracji.
Skąd bierze się zadowolenie? Co jest we mnie, Andrzeju Sz., zadowolone? Ciało? Umysł? Ambicje? Wiem, ale nie powiem, zresztą mniejsza o mnie. Statystyczny człowiek-kobieta (zdarza się że i mężczyzna choć rzadziej), składa się z rozmaitych ciekawych różności. Zaś kiedy się zdarzy – a zdarza wcale nie rzadko – że owe różności się zharmonizują w jedno, wtedy następuje zadowolenie. Jest tu jednak rzucający cień haczyk, gdyż tak często, że nieomal zawsze, zadowolenie dzieje się kosztem niezadowolenia kogoś innego.
Co innego szczęście, które samo w sobie jest (na szczęście!) konstrukcją wspaniałą i wcale nie rzadką, jednak kosztowną. Dozwolone jest, oczywiście, ku szczęściu dążyć, ale można je osiągnąć również w pewnym sensie samoczynnie i za darmo. Wtedy nazywa się szczęściem absolutnym.
Dlaczego zadowolenie oceniane jest niżej niż szczęście? Bo szczęście z kruszcu szlachetnego poczęte jest. A po drugie dlatego, że ze szczęściem można zerwać natychmiast, zagłębić się w smutku i na tym koniec. Zerwać z zadowoleniem jest dużo trudniej, ponieważ życie dyktuje zadowoleniu swoje warunki, a może nawet zażądać rekompensat.
Oceniamy wysoko zadowolenie, ale wprost przepadamy za szczęściem! Dlaczego? Po pierwsze dlatego, że tak jest. Zaś po drugie i znacznie ważniejsze bo: by osiągnąć zadowolenie wystarczy korzystać z sił, które ma na pokładzie każdy człowiek, ale proces osiągania go jest trudny i powolny. Natomiast szczęście pojawia się natychmiast, bowiem szczęście jest aktem łaski.
Czy ludzie zadowoleni gonią za szczęściem? Odpowiedź prosta jest jak strzał z bata: za szczęściem gonią wszyscy. Niezadowoleni też.
Natomiast nie jest wcale jasne, czy można w ogóle mówić o wprowadzaniu szczęścia w życie. A to z tego prostego powodu, że szczęścia formalnie nie ma. Szczęście może się w swój oryginalny sposób zadziać dopiero wtedy, gdy się do niego silnie tęskni, pożąda i zapuka. Inaczej szczęścia nie ma.
Jako człowiek leciwy poświęcam szczęściu niewiele czasu, w porywach jedną lub dwie ciepłe myśl, i tyle. To po drugie. Po pierwsze zaś nie zajmuje się nim jakoś specjalnie dlatego, że jestem szczęśliwy.
Co by było ze światem, gdyby człowiek zaprzestał drążyć, dążyć i pożądać rzeczy wydawałoby się niemożliwych? Szczęścia chociażby?
Andrzej Szmilichowski
