Matylda
To nie była zwykła historia. Wszystko zaczęło się wtedy, kiedy kupiłem dom w Poroninie. Był wystawiony na sprzedaż od dawna, dużo wcześniej, jeszcze przed Drugą Wojną Światową, w tym miejscu podobno stała kuźnia. Prawdę mówiąc nie wiem po co go kupiłem. Może dlatego, że nagle miałem dużo pieniędzy? Skąd je miałem?
To się zdarzyło w Ameryce. Pracowałem od chyba już roku na budowie, kiedy kolega z pracy, Amerykanin Jack, zaprosił mnie był na weekend do Las Vegas i ja wygrałem tam na jednoręcznym bandycie, ni mniej ni więcej tylko okrągły milion dolarów! Wróciłem wtedy oczywiści czym prędzej do Kraju i poradzono mi, żebym ulokował część pieniędzy w domu.
Dom był bardzo piękny i nie mogłem zrozumieć dlaczego stoi od lat pusty. Piękny był, ale budził dziwne wrażenie, że wypełnia go pamięci minionych egzystencji. Kiedy przyjechał z Warszawy z wizytą wuj Tadeusz i poszedł na spacer, jak mówił rozprostować kości, wrócił zdumiony.
– Wyszedłem na spacer – mówił zdziwiony, z myślą, że wracając wstąpię na pocztę i zatrzymałem się przed twoim domem!
To zdarzało się wielu ludziom. Nawet pukali do drzwi i dziwili się, że to nie poczta! Podobno dawno temu rzeczywiście mieścił się tu urząd pocztowy. Czyżby żyli tu w poprzednich wcieleniach?
Przede mną właścicielem domu był znany artysta rzeźbiarz. Dziś mieszka trochę dalej, w górę Zakopianki. Odwiedzam go czasem. I on opowiedział mi kiedyś, że zorganizował seans spirytystyczny, ale wszyscy uciekli przerażeni. Nie chciał powiedzieć dlaczego uciekli, ale dopytywał się i dziwił, że ja się nie boję mieszkać sam. Osobliwe doprawdy pytanie, czego miałbym się bać, nie zrobiłem tu nikomu nic złego? Rzeźbiarz tylko się uśmiechnął.
To zdarzyło się tego dnia, kiedy miałem pojechać do Krakowa. Obszedłem cały dom sprawdzając czy okna pozamykane i gdy szedłem korytarzem pierwszego piętra, usłyszał na drugim odgłos kroków. Charakterystyczny krok kobiety w butach na wysokich obcasach. Pomyślałem, że pewnie któraś z dziewcząt, którym wynajmowałem pokoje. Kroki zbliżały się jakby do schodów, ale nagle ucichły. Wszedłem na górę by sprawdzić, co to za odgłosy i wtedy ją ujrzałem.
Stała przy końcu schodów, przyglądała mi się i była prześliczna! Po prostu piękność, młoda kobieta cudownej urody. Stała przede mną i przyglądała mi się wielkimi błękitnymi oczami. Po raz pierwszy w życiu zobaczyłem ducha i zapewniam, wcale się nie bałem! Pani była zbyt piękna, aby się jej bać!
Zaczęliśmy rozmowę. Rozmowę bez słów, ale miałem wrażenie, że słyszy jej głos. Powiedziała: Dzień dobry! i parę grzecznościowych słów. Na to ja odparłem: Dzień dobry Matyldo! Tak jakoś mi wyszło. Przecież nie znał jej imienia, ale powiedziałem Matyldo.
Przedstawiłem się i powiedział, że to mój dom, ale Matylda może tu być tak długo jak zechce, zupełnie mi to nie przeszkadza. Wręcz przeciwnie, czuję się wyróżniony, ale musi trzymać się pewnych reguł.
– Możesz tu być Matyldo! – powiedziałem. Możesz się domem i mną opiekować, przyjmę to z radością i wdzięcznością! Ale pamiętaj, żadnych innych duchów sobie nie życzę. A w ogóle to się ogromnie cieszę, że Cię poznałem!
Potem pojechałem do Krakowa, a gdy wróciłem wszystko zastałem na swoim miejscu i w porządku. Ale po paru dniach poczęły dziać się rzeczy, które mówiły mi, że Matylda jest w pobliżu. Na przykład zapach. Ilekroć poczułem miękki, łagodny zapach perfum wiedziałem, że Matylda jest w pobliżu.
W ciągu tego roku Matylda ukazała się jeszcze trzem osobom, ale mnie już nigdy. Jedną z nich był młody chłopak. Pracował w lodziarni na rogu i wynajmowałem mu pokój.
Któregoś dnia zorganizowałem wielki bal przebierańców. Przyjechali ludzie z Krakowa, parę osób z Warszawy, parę aż z Gdyni. Cudowny bal. Trwał do samego rana i było już dobrze widno, kiedy ostatni goście poszli spać.
Chłopiec o którym wspomniałem, wstał wcześnie rano, poszedł do łazienki i nagle poczuł, że ktoś za nim stoi. Odwrócił głowę i zobaczył piękną kobietę w dziewiętnastowiecznym stroju. Był przekonany, że to ktoś z moich gości, więc się uśmiechnął i grzecznie pozdrowił. Ale kiedy zobaczył, że kobieta pochyla się z zaciekawieniem i próbuje wziąć do ręki mydło, a jej dłoń przepływa tylko przez mydelniczkę, przerażony uciekł i tego samego dnia się wyprowadził.
Matylda była wyjątkowo miłym i sympatycznym duchem i na pewno nie chciała nikogo przestraszyć. Ja czułem się przy niej bezpiecznie. Matylda, jak się domyślałem, kochała ten dom, a z nim jego mieszkańców.
Wieść o Matyldzie rozeszła się szybko po Poroninie i kiedyś sąsiad zapytał mnie, dlaczego nie sprowadzę egzorcysty, który przepędzi z domu tego ducha! Oburzyłem się. Jak tak można! Przecież byłaby to dla Matyldy wielka przykrość, a z mojej strony patrząc gruby nietakt! Nie wyrzuca się raptem z domu boga ducha winnych domowników! Chyba że się jest zwykłym chamem!
Rozmawiałem z Matyldą parokrotnie. Wyczuwałem jej obecność, choć nie pokazała mi się nigdy więcej. Starałem się jej uświadomić, że nie należy do świata ludzi, że istnieje w innej frekwencji ale czułem, ze to do niej nie przemawiało. Prosiłem i namawiałem Matyldę aby rozejrzała się wokół, a na pewno zauważy istoty sobie podobne, może nawet kogoś ze swoich krewnych? Ale Matylda wyraźnie nie miała na to ochoty, a ja już jej więcej nie namawiałem.
W końcu to jej sprawa. Jeżeli wybrała obcowanie z ludźmi, mnie to nie przeszkadzało. Wręcz przeciwnie, lubiłem myśl, że mieszka u mnie duch pięknej kobiety! Możesz Matyldo mieszkać tu, jak długo jak długo masz na to ochotę!
Byłem pewien, że Matylda miała pełną świadoma tego, co robi. Poznała świat tak z jednej jak i z drugiej strony lustra. Więc jeżeli bardziej jej odpowiadało przebywanie w świecie ludzi, niż dusz, oraz była w moim domu szczęśliwa, to w końcu było najważniejsze także dla mnie.
Co jest w człowieku najwyższe, co najważniejsze? Rozum i wątpliwości? Bezinteresowność, bohaterstwo, braterstwo, wierność? Nie. Nie to. Wierzę niezachwianie, że jedno tylko, mianowicie dobroć, może spełnić człowieka. Na mojej skali wartości serce idzie przed rozumem.
Andrzej Szmilichowski
2001, Kalhäll
