Plus dodatni
Coraz mniej jest moje. Coraz mniej jest mnie, ponieważ moje „ja” jest coraz mniejsze. Gdyby tak chciało i ciało! Mam około pięciu/sześciu kilogramów nadwagi i nie potrafię sobie z tym od lat poradzić, a Bóg mi świadkiem, staram się. Uważam, że jestem nazbyt spory, a zajmuję coraz mniej miejsca? Paradoks tylko pozorny, bo nawet kiedy będzie mnie nic, ja będę.
Czy to już jest starczy bełkot, innymi słowy mówiąc zrzędzenie? Potocznie wierzy się, że starcy zrzędzą bez opanowania. Mnie może, przynajmniej częściowo, uratować ciągle w niezłym gatunku samowiedza. Tak sobie w tej chwili pomyślałem, czy przypadkiem zrzędzenie nie jest łagodnym objawem zazdrości? Zazdroszczenie młodym zdolnym mężczyznom ich zdolności i młodości? Coś w tym może być na rzeczy, zaś możliwości wiele jest, nieskończona ilość. Dobrze mieć tą świadomość, bo pomaga w obcowaniu z sobą i innymi. Nawet z upierdliwymi starcami.
Cóż nam humanitom robić? Każdy, do-sło-wnie każdy i bez żadnych wyjątków, jest sterowany swoim własnym układem urazów, kompleksów, skłonności i nawyków, którym dobrowolnie (!) poddaje się dusza.
Dawniej, (bardzo dawniej), mniej siebie obwiniałem a bardziej obserwowałem, ponieważ nie miałem własnego zdania. Dziś mam na wszystko swoją opinię a obwiniam bardziej, bo mi się znacznie powiększyła przestrzeń, gdzie mogę się mylić i tak niestety wcale nierzadko bywa.
Zrzędzenie i agresywne myślenie o wszystkim, co wokół, to mechanizmy samoczynne, które dzieją się z automatu, ale prawdziwym tyranem są dopiero nawyki. Ach uwolnić się od nawyków, wymknąć wspólnocie losów i całkowicie swobodnie oraz bez żadnych ograniczeń poddać szaleństwu! Temu marzeniu ludzi bezsilnych.
Tymczasem wokół mgły i opary. To nie przenośnia a prawdziwa jesień, moja pięćdziesiąta druga szwedzka jesień. Czy mi ta cyfra, czy mojemu życiu owa chłodna matematyczna konstatacja dokucza? Nie wiem, nie zastanawiałem się, ale patrzę na moje szwedzkie pięćdziesiąt dwa lata bez przykrości, a to już wiele mówi.
Filiżanka kawy, (czas na drugą), stół, zeszyt, za oknem park, w oddali dachy domów, niewidoczna, ale blisko za drzewami, zatoka sztokholmskiego archipelagu. Żeby dojść do tego miejsca, do prostoty w tym gatunku, potrzebowałem pół wieku. Oto sceny z życia. Oto teatr losu. Życie jest takie, jak ta chwila i co w niej robisz. Nie takie, o jakim byś sobie chciał pomyśleć i wymyśleć.
Moje jedyne oko nabrało takiej samodzielności, że samo widzi, co zechce. Ale mam do niego zaufanie, ma doświadczenie z numerem porządkowym 88. Wyszedłem (wyszłem!) z niejednej biedy i uczyniłem to o własnych siłach i na własnym pokładzie. Zapisuję więc to sobie na plus dodatni, jak mawiał klasyk i bohater polskiej transformacji.
Andrzej Szmilichowski
