relax-7142183_1280

Dziś dzień jesienny, stan półletargu, w którym chce się tylko spać. Czuję się coraz mniej potrzebny i w jakimś sensie coraz głupszy. Nie dlatego żebym się był zbłaźnił jakimiś nieumiejętnościami, ale nie potrafię sobie znaleźć czegoś nowego, czegoś co różniłoby mnie, ode mnie wczorajszego. Jestem konsumującym życie starym człowiekiem, co w rezultacie oznacza po części ujadanie, a po części zjadanie samego siebie.

To co się dzieje z Polską pochłonęło już wystarczająco dużo moich wysiłków, pasji, zmartwień i Polska zaczyna mnie nudzić. To nie oznacza, że przestałem zauważać, że coś nie jest tam jak należy, że ktoś narzuca warunki, jakich nie zapisano pisząc prawa, że dopisuje pasującą mu resztę i kokietuje jednocześnie społeczeństwo, które dało mu się ogłupić. Ale zauważam i uważam, że to jest wysoce nie w porządku.

Dużo rzeczy napisałem, ale widzę dopiero teraz, że nie ma innego wyjścia, jak się sam ze sobą pogodzić. Można to elegancko nazwać: szukaniem zagubionego siebie. Kto wie, może zbyt długo flirtowałem z nicością i niepostrzeżenie stanęło na tym, że do niczego, do jakiejś konkluzji, nie doszedłem, ani nie znalazłem innych dróg i tak znalazłem się w moim czyśćcu?

Dziś, gdy ktoś zaczyna o życiu wewnętrznym i tym podobnych sprawach, uciekam w popłochu. Za wiele miałem kiedyś do tego zapału, pasji nawet, za wiele w to włożyłem, a także zbyt wiele oczekiwałem i się spodziewałem. Słowem: wymyka mi się to wszystko i odnoszę coraz silniejsze wrażenie, że nie zrobiłem nigdy tego, co naprawdę chciałem i bym potrafił, że naprawdę chciałem w życiu zupełnie inaczej.

Nie ma w tym co piszę, a więc i myślę, większego sensu, a to iż zauważam, nic nie zmienia i sensu nie dodaje, a małymi sensami nie ma sensu się zajmować. Oto piękny przykład na umysłowy chaos i tak właśnie jest w sprawach: ja, a Polska.

Wikłam się w to wszystko, zżymam i irytuję jakże już długo, aż nagle zauważyłem, że mnie mdli. Niestety na co dzień nie potrafię się od tego pozycjonowania odczepić i brnę w niepokoje dalej, pomimo że to takie płytkie, takie prymitywne, coraz bardziej gwałtowne i chamskie. Koszmar.

Wyjątkowo mnie irytuje zakłamanie i nieczysta, z reguły żałośnie prymitywna, gra nieomal wszystkich polskich politycznych stron. To, co wydaje mi się i zawsze wydawało nieuczciwe, jest tam, w Kraju, czymś najzupełniej normalnym. Cóż można zrobić prócz pełnego goryczy wzdychania, kiedy przeważający procent społeczeństwa czuje się komfortowo, w niewolniczych objęciach chorych idei jednego starszego człowieka.

Cóż mi robić… Mogę być tylko obserwatorem, zewnętrznym świadkiem tego wszystkiego – niczym innym. A widowisko jest żałosne i niechby sobie nawet takie było, gdyby nie było tak niebezpieczne dla państwa i jego obywateli, jak jest. I znowu wypływa w wyobraźni zjawa, w postaci poloneza nieszczęścia o świcie, w proroczym świecie Andrzeja Wajdy.

Andrzej Szmilichowski

Lämna ett svar

Din e-postadress kommer inte publiceras. Obligatoriska fält är märkta *

Created with Visual Composer