Paweł i Gaweł
Wchodzimy w lato. Świat parku zza okna ucieszony i uwodzicielsko uśmiechnięty. A mnie może nie aż smutno, ale cierpko mi jakoś i raczej niewesoło. Szukając światła nierzadko wstępuje się w mrok, brzmią echa gorzkich słów greckiego filozofa. Czy być tak może jak twierdził, że głupota wyostrza się właśnie tam, gdzieś w głębi rozumu?
Mając w żywej pamięci świadomość półwieku spędzonego na emigracji, z pewną ostrożnością i konieczną rezerwą podchodzę do moich przemyśleń i opinii o kraju i rządzących nim siłach, ale przede wszystkim myślę o ludziach. Może się mylę, ale nie sądzę, tak właśnie należy postępować: Obserwować ludzi, to oni tworzą wydarzenia.
A zatem obserwuję, na miarę moich możliwości uważnie, między innymi manewry polityczne i taktyczne partii Prawo i Sprawiedliwość, której głównym ideologiem i właścicielem, po prostu bogiem, jest prezes Jarosław Kaczyński. Nie mam śmiałości z nim polemizować, wszak przed geniuszem można tylko chylić czoła i klękać. Więc może ktoś mnie oświeci i poradzi, bo nie wiem. Szanowny prezes partii PiS, w swej niezmiernej dobroci kpi, czy o drogę pyta?
Czy Kaczyński wierzy w to, co mówi, a co gorsza robi? Bo jeśli wierzy to, sorry Winnetou, ale niestety (niestety dla Polski), głupcem jest. Jeśli nie wierzy a robi, jest największym łajdakiem jakiego nadwiślańska ziemia kiedykolwiek zrodziła i nosiła na swoim grzbiecie.
Wacław Potocki (siedemnastowieczny krakowski poeta, epik, satyryk i moralista), pisał:
Chociaż człowiek poczciwy, to nic nie jest warty,
Gdy jest on w swej żarności głuchy i uparty.
Wonczas już nań nie znajdzisz żadnego sposobu,
On zerka we wszelkie głupstwa, jak osieł do żłobu.
Powszechnie wiadomo, że kiedy Paweł mówił coś o i robił Gawłowi, świadczyły te działania o Pawle, nie o Gawle. Kiedy polska opinia publiczna i prasa, bo wolne i może właśnie dlatego, przemawiają swobodnie i z troską, to dobrze. Ale jeśli w szerokim zakresie, bo co najmniej do 30 procent wiernej populacji, mówią głosem dobitne ogłupionym i cynicznym, to niedobrze.
Cóż tu rzec, aby swobodnie ale i mądrze oddychać, trzeba się nauczyć, a potem jeszcze zachować tę umiejętność. Sokrates mówił, że najważniejsze to być w zgodzi z samym sobą „bądź takim, jakim chciałbyś się pokazać innym”. Pisał Zbigniew Herbert, jeden z najwybitniejszych poetów swojego pokolenia:
„Tylko pomniki przeżywają jesień tym tragiczniejszą, że już ostatnią. Sróchniałe cokoły ukazują nietrwałość budowniczych admirałów. Pęknięte czoło filozofa odsłania przeraźliwą pustkę rozbitych naczyń. Tam, gdzie był palec wskazujący proroka, płynie teraz mały pajączek uczepiony babiego lata” (Jesień sprawiedliwa).
Herbert swoją piękną poetycką prozą patrzył na rzeczywistość z perspektywy filozofa, nie polityka. Ale zauważył i z satysfakcją i nadzieją odnotował „jesień pomników”. Co z nadzieją, że poeta się nie mylił odnotował
Aandrzej Szmilichowski
