Nie samą wodą człowiek żyje

0

Po przyjeździe do Szwecji zapytano Małżonka co mu w tym kraju najbardziej smakuje. Po zastanowieniu odparł: woda z kranu. Pomyślano że sobie kpi, ale to była prawda. Woda w Warszawie nie nadawała się do picia. Gotowanie zabijało ewentualne bakterie, ale nie usuwało chemikali. Na powierzchni tworzył się nalot. Można było zapomnieć o herbacie. Nadawała się co najwyżej do mycia bardzo zabrudzonych naczyń.

Kupowaliśmy syfony z gazowaną wodą, aby mieć coś do picia. Czasem jeździliśmy w zimie do Zakopanego. Tam rozkoszowaliśmy się herbatą. Woda była jak kryształ. Ciekawe, że podczas domowej kąpieli w wannie czułam tylko woń chloru. Może woda pochodziła z innego ujęcia?

Obecnie w Szwecji rozpowszechnił się zwyczaj picia wody butelkowanej. Straszą nas, że zawiera ona dużą ilość mikrocząsteczek plastiku. Dla osób sędziwych, z chorobami podeszłego wieku, nie ma to większego znaczenia, ale młode generacje mogą na tym ucierpieć. Ale nie samą wodą człowiek żyje.

Padło kiedyś pytanie: jakie wino byś pił, jeśli musiałbyś wybrać tylko jeden rodzaj? Po zastanowieniu odpowiedź brzmiała: szampana. Trafny wybór. Pewnego razu zaproszono nas na spotkanie reklamujące ekskluzywne rejsy. Tam, aby wprowadzić gości w nastrój luksusu, częstowano prawdziwym szampanem. Kelnerki uwijały się między gośćmi, by nawet przez chwilę kieliszki nie były puste. Był to jedyny wypadek kiedy mogłam pić ad libidum markowego szampana.

Kiedy Małżonek kupował dla nas wycieczkę wybierał zawsze przecenioną. Był oszczędny, ale gdy miałam z nim coś na pieńku, uważałam, że jest skąpy. Kiedyś przyjechaliśmy do hotelu późnym wieczorem. Udaliśmy się do baru po wodę mineralną. Barman odmówił przyjęcia zapłaty. Sądził, że mamy, tak jak większość gości, all inclusive. Podobnie było na plaży. Tam, w bezpłatnym barku, zawarliśmy znajomość z calphirinią, napojem, w którego skład wchodzi sok z limonki, odrobina cukru i cachaca – alkohol pędzony z trzciny cukrowej, Początkowo miałam trudności z zapamiętaniem tej nazwy. Napój nazywałam calcipiryną.

W okresie kiedy polski paszport był już nieważny, w oczekiwaniu na szwedzkie obywatelstwo, Grecja stała się moją duchową ojczyzną. Ale miłość do tego kraju kończyła się na ouzo. Nie znoszę smaku anyżku.

Podczas rejsu w drodze na Hawaje, formalnie terytorium USA, statek zawinął do meksykańskiego portu Ensenada, aby móc na pokładzie sprzedawać bezcłowy alkohol. Na lądzie wstąpiliśmy do pobliskiego baru i tam zastaliśmy towarzystwo popijające drink Margarita. Zachęcono nas, aby takowy zamówić. Składniki drinku to limonka, tequila pędzona z agawy i likier pomarańczowy, schłodzone kostkami lodu. Rozkoszowałam się smakiem dopóki nie uświadomiłam sobie, że jesteśmy w Meksyku i lód niepewnego pochodzenia gwarantuje w tym kraju infekcję jelitową. Ale mieliśmy szczęście – lód nam nie zaszkodził.

Tak się złożyło, że odwiedziny w Ensenadzie zbiegły się czasowo z katastrofą tsunami. Apogeum minęło, tylko lekki przypływ ją przypominał. Rymowanka mojego autorstwa napisana 25 grudnia 2004 roku była niejako proroctwem tej naturalnej katastrofy.

”Czemu morze tak się burzy?

Czyżby wiatr był dziś zbyt duży?

A może głębiny wodne dno mają niezbyt wygodne.

Albo może jest tak zgoła, że coś z lądu morze woła.

Coś je woła, coś je kusi, że ląd morze zalać musi.”

Mojito to napój z rumu, limonki i mięty. Podobno był to ulubiony drink Hemingwaya w czasie pobytu na Kubie.

Daiquiri to lekko słodzony drink z limonką i rumem. Można go wzbogacić zmiksowanymi  świeżymi owocami, truskawką czy kiwi.

Podczas pobytu w Dominikańskiej Republice wybraliśmy się na długą autobusową wycieczkę do stolicy Santo Domingo. W drodze powrotnej wszyscy byli znudzeni i zmęczeni. Dla poprawienia humorów przewodnik zaczął częstować pasażerów rumem i     kolą. Małżonek wyjaśnił, że lekarz zabronił mu pić kolę. Dostał czystego rumu. Nastrój w  autobusie wyraźnie się ożywił. Wszyscy byli zadowoleni z wyprawy.

Nie jest moim zamiarem prezentować kompletny spis drinków, od bezalkoholowych do mocnych. Klasyki to Dry Martini, wermut z ginem lub wódka, Bloody Mary z wódka i tabasco, czy Campari z sokiem pomarańczowym. Ale prócz nich istnieje kraina likierów, za którymi ze względu na słodycz nie przepadam.

Pragnę jednak przytoczyć dwie anegdoty o likierach. Pewnego razu, przy zaziębieniu, dostałam napadu kaszlu, którego nie potrafiłam opanować. Próbowałam bez skutku szereg leków i trunków. Pomógł dopiero likier Grand Marnier. Widocznie jednym ze składników jest zioło o działaniu zbliżonym do kodeiny.

Likier Baileys pijamy z przyjemnością, ale po modyfikacji. Wzmacniamy go brandy i nadaliśmy nazwę witamina B2. Tę zdrowotną poradą kończę felieton jako wieloletnia pracownica sektora farmaceutycznego.

Teresa Urban

Lämna ett svar

Din e-postadress kommer inte publiceras. Obligatoriska fält är märkta *

Created with Visual Composer