Zawstydzające doświadczenie
Nie znoszę narodowców za ich etniczne pasje sięgające korzeniami dwudziestolecia międzywojennego, mam głęboką niechęć do endecji za ich antysemityzm, przekierowany jako element narodowej konsolidacji. Cóż nam czynić, kiedy prawda jest niestety taka, że w każdym narodzie rodzą się ludzie podli. Każdy zna takiego, który doniesie na sąsiada, podłoży nogę starszemu, kopnie słabszego, żeby choć przez chwilę poczuć swoją przewagę.
Normalnie tacy ludzie stanowią margines i nie są zbyt szkodliwi w wymiarze narodowym, ale Polska ma niestety pecha, ponieważ trafił się jej cyniczny polityk który zauważył, że na małości, zawiści i niewystarczalności Polaków, można zbudować cały potężny gmach swojego imienia. Nazywa się Jarosław Kaczyński.
Nie stworzył nowoczesnej gospodarki, nie dał bodźców do rozwoju, nie położył zrębów efektywnie działającego państwa, ale stworzył brutalnie działającą, pod jego przewodnictwem, wspólnotę frustratów. Ma pod swoimi rozkazami „zakon” ludzi, którzy sami nigdy niczego nie osiągnęli i całe życie przegrywali. A tu usłyszeli, że nic nie jest ich winą, że przeciwnie, są „elitą narodu” i mają prawo gardzić wszystkimi innymi, a szczególnie mądrzejszymi i lepiej wykształconymi.
Kaczyński nie wymyślił prochu, on tylko zrozumiał zawstydzającą prawdę, że łatwiej się zarządza nienawiścią niż rozumem. Wzgarda i nienawiść tanie są, proste w obsłudze i łatwe w prowadzeniu, a na dodatek dają poczucie siły i niebagatelne pieniądze. Trzeba to tylko umiejętnie podsycać, a on to potrafi bezbłędnie, oraz włączyć politykę opartą na najgorszych tradycjach gardzenia przyzwoitością.
Każdy naród ma swoje blaski i swoje wstydliwe cienie, ale Kaczyński Polskę wyróżnił, zrobił coś, co nikomu wcześniej nie przychodziło do głowy. Postawił na piedestale ludzką miernotę, dwulicowość, niekompetencję i zakompleksienie, nadając temu tytuł „prawdziwi patrioci”. Natomiast tych, którzy z niemałym trudem i pokonując przeszkody budowali i rozwijali kraj, kazał nazywać „wrogami narodu”.
Nędza moralna, często z zapaćkaną lub wręcz podejrzaną przeszłością, wyszła z cienia i stała się „elitą narodu”. To nie są pojedyncze przypadki, to system wymyślony przez zimną i wyrachowaną głowę. Mechanizm, który jego pochlebcy nazywają genialną strategią. Nigdy wcześniej podłość nie była w Polsce tak wynoszona na ołtarze (sic!) jak dziś, nigdy wcześniej chamstwo i fałsz nie były tak premiowane a przyzwoitość karana.
Jakimi drogami krążą myśli Kaczyńskiego, przytoczę jako przykład odpowiedź na pytanie dziennikarki: Kim chciałby być na starość? Kaczyński odrzekł: Emerytowanym zbawcą narodu. Zupełnie bez związku przypomniały mi się słowa marszałka Piłsudzkiego, skierowane do jednego z posłów Najjaśniejszej: Tobie kury szczać prowadzać!
Kończąc pozwolę sobie sięgnąć do paru myśli zawartych w „Dzienniku 1953-1969” Witolda Gombrowicza, moim wyborem dobranych.
Licytacja z innymi narodami o geniuszy i bohaterów za zasługi i zdobycze kulturalne, jest wysoce niezręczna, gdyż półfrancuskim Chopinem i niezupełnie polskim Kopernikiem, nie możemy nadążyć za konkurencją włoskiej, francuskiej, niemieckiej, angielskiej, rosyjskiej, kultury. Więc głosząc głośno ich chwałę, sami skazujemy się na przeciętność. Nie Polacy „wydali ich światu”, oni się tylko w Polsce urodzili.
Nie jesteśmy bezpośrednimi spadkobiercami przeszłej wielkości, a tym bardziej małości „geniusza” z Żoliborza, ani też rozumu, głupoty, cnoty czy grzechu innych. Ponosimy odpowiedzialność za siebie, za całe swoje życie, a to już bardzo dużo. Niekiedy – aż za.
Andrzej Szmilichowski
