Powrót Wajdy (KATYŃ)
Czy Andrzej Wajda zrealizował film swego życia? Najlepszy, najważniejszy? Raczej nie, ale temat Katynia tkwił w nim od wczesnej młodości, z racji zrozumiałych uwarunkowań własnej biografii.
Rzecz jasna urzeczywistnić mógł ten zamiar dopiero po upadku komunizmu, czyli najwcześniej 19 lat temu. Czemu kazano nam czekać tak długo? Zostawmy te rozważania biografom reżysera i zajmijmy się samym filmem. Ten 2-godzinny obraz ustawia swych widzów od początku na najwyższym poziomie emocjonalnego odbioru. Już wstępna scena zderzenia dwóch fal uciekinierów ze wschodu i zachodu 17 września 1939 podkreśla ironię polskiego losu. Spotkanie młodej Polki z mężem-porucznikiem, w tłumie jeńców, niezbyt jeszcze pilnie strzeżonych przez sowieckich strażników, podkreśla kolejne rozszczepienie – przysięga ślubna skonfrontowana z przysięgą Ojczyźnie.
Akcja posuwa się następnie skokami, ilustrując ważne etapy sprawy Katynia: odkrycie grobów pod Smoleńskiem przez Niemców i wysiłki w celu ich propagandowego nagłośnienia, później zakończenie wojny i, z kolei, odwrotne starania strony przeciwnej, ”udowadniającej”, że zbrodnie popełnili Niemcy. Wajda kontynuuje akcję filmu po pierwsze lata powojenne, gdzie umieszcza m.in. quasi-autobiograficzny cytat z ”Popiołu i diamentu”. Młody ”chłopiec z lasu” stara się po amnestii rozpocząć studia na krakowskiej ASP, ale po epizodzie zrywania plakatu o AK – zaplutym karle reakcji, i salwowaniu się ucieczką przy pomocy przypadkowej dziewczyny – pada pod kulami kolejnego patrolu. Dobrze jednak, że z ust zabójców nie pada sakramentalne pytanie: człowieku, po coś uciekał?
Nie budzą podobnych wątpliwości inne epizody powojenne, zaś film, nadal na wysokim tonie zaangażowania, kończy rekonstrukcja katyńskich egzekucji, zastająca widza już w stanie pewnego zrezygnowanego otępienia.
To fakt niewątpliwie pozytywny, że ten mało już dziś poza granicami Polski znany czy pamiętany epizod II wojny, dotarł do szwedzkiego widza. Szkoda tylko, że dystrybutor zamówił i otrzymał tłumaczenie, w wielu miejscach różniące się od oryginału, a w niektórych wypadkach wypaczające sens wydarzeń. Także napis wstępny mówi błędnie o 22.000 polskich oficerów w sowieckiej niewoli, później straconych w Katyniu, gdzie – jak wiadomo – tylko 4.500 ofiar spotkała śmierć, pozostali zaś spoczywają w Miednoje i koło Charkowa.
Katyń Wajdy jest nierówny, epizody przekonywujące przeplatają się z wątpliwymi. Ale lepszy taki filmowy Katyń, niż jego absolutny brak w filmie fabularnym, przecież oddziałujący na masowego widza inaczej niż liczne poświęcone mu dokumenty.
Aleksander Kwiatkowski
