Demokracja schwytana w sieci

0
ai-generated-8527252_1920

W przeszłości kultura wysoka i obcowanie ze sztuką były przywilejem niewielu. Masy nie korzystały z tych dobrodziejstw. Dziś, paradoksalnie, każdy może mieć dostęp do dóbr kultury i sztuki, sam może być dla siebie sterem, żeglarzem, okrętem. Również dzięki niebywałej skali internetowego dostępu. I co? I nic. Dawniej pytanie: – jak żyć, było o tyle niepotrzebne, że po prostu się żyło i już. Większość i tak nie miała wyboru. Wszystko było nakazane, utorowane wychowaniem, polityką, pracą. Racje narzucane przez świeckie i religijne elity wystarczyły, by ludzie wiedzieli w co wierzyć, jak oceniać postępki, a o reszcie… i tak nie wiedzieli. Dziś pytanie jak żyć, odbija się głuchym echem pośród niezliczonych możliwości wyboru życia na wiele sposobów. I co? W każdym bądź razie, demokratycznym wyborom to nie sprzyja.

Młode pokolenia są w pułapce. Pojawiły się nowe autorytety udanie zaprzątające im głowy. To internetowi influenserzy, youtuberzy i gwiazdy platform, celebryci kanałów streamingowych. Pytam, czy Nowi Młodzi, poddani ich wpływom, nie mają zbyt trudno, skoro wydaje się, że mają zbyt łatwo? Czy mają szansę na jakiekolwiek dzieciństwo, bądź młodzieńcze marzenia? Nie chciałbym występować w roli admiratora tzw. trudnego dzieciństwa, czyli szeroko rozumianego niedostatku, chociaż wiem jak ważne były związane z nim tęsknoty, nawet miraże. W Europie niedostatek nie tak straszny jak gdzie indziej. Czy zatem w sytości ciała i ducha, warto dziś marzyć i szukać czegoś poza Internetem, skoro można tam baraszkować bez ograniczeń? I czy odczuwa się wtedy brak czegoś?

Będę tradycyjny w swoich przekonaniach. Nowym Młodym brakuje dziś przewodników, potrafiących uwrażliwić na piękno, skłonić do szukania mądrości. Wiedza uniwersytecka, pośród bezmiaru danych badawczych, funkcjonuje dziś głównie jako specjalistyczne ukierunkowanie kwalifikacji zawodowej. Bez ambicji pogłębienia u studentów rozumienia egzystencjalnej całości. A Prawda, Dobro, Sprawiedliwość? A wolność i godność?

Wielu analityków twierdzi, że wśród Młodych nie wyczuwa się skłonności do gruntownej refleksji. Nie ma tego w kodach szkolnego i społecznego nauczania. Kultura, sztuka, tradycyjne media i ścieżki formacyjne nie działają na nich. Rodzina nie wspomaga, kościoły nie mają brania jak dawniej, zatem influenserzy i celebryci są dziś skuteczniejszymi wychowawcami. Kultowe postaci zawsze dla młodych były istotne, nigdy jednak dotąd nie dominowały tak bezwzględnie w kształtowaniu postaw.

Nie dostrzegam niczego, co pomogłoby mi żywić nadzieję, że na rynku narracji ideowych i politycznych umocnią się na powrót nurty z sztandarami wolności i szacunku dla podmiotowości jednostki. Masowe użytkowanie Internetu osłabi tylko dążenia nowych pokoleń do przestrzegania norm demokracji. Widzę równią pochyłą, chociaż stoi ona w cieniu stromych schodów tworzonych przez turbo rozwój AI. Ale to osobny temat.

Efekty internetowej rewolucji są powalające, i to o nie tylko w odniesieniu do Młodych. Mieszkańcy nawet najbardziej zapadłych rejonów świata, spoglądają co chwila w ekran smartfona. Umysły na całym globie systematycznie poddawane są bodźcom z małych ekranów. To definiuje nas w ostatnich dziesięcioleciach bardziej niż cokolwiek innego.

Można to widzieć na różne sposoby. Najchętniej wskazuje się na to, że – obok tradycyjnej rzeczywistości – działamy równolegle w wirtualu. Jeszcze ważniejszym jest to, że coraz śmielej wymiary owych rzeczywistości przenikają się w naszych głowach, i czy chcemy czy nie, wszyscy żyjemy teraz w hiperrealu. Czyli nie wiemy, co do końca jest „naprawdę”, a co „na niby”. Da liegt der Hund begraben!

Czy ten stan rzeczy, a głównie naszych umysłów, ma znaczenie dla losów demokracji? Okazuje się, że kardynalne. Rzecz nie w tym, że się gapimy na nasze ekrany, lecz w tym, że żyjemy w świecie opanowanym przez dane, kontakty, wartości i usługi lansowane via nasze smartfony. Niemal wszystko można dziś załatwić naciskając ikonki naszego telefonu (a tak naprawdę zaawansowanego komputera mieszczącego się w dłoni). Transakcje, znajomości, spotkania, ba, nawet randki, wszystko się zmieści w ślicznym, magicznym pudełku… To, co dzieje się poza telefonem, drugorzędne. Owszem, życie rodzinne i społeczne biegną pozornie jak dawniej, lecz, po prawdzie …

Zatem doszliśmy do kwestii przewodniej roli In-ternetu w naszej codzienności. Nasze umysły i serca zaangażowały się w social media, fanpages, chaty i są im poddane. Owszem, zapadają jeszcze ważne decyzje dla kraju, dla nas samych, poza Internetem, funkcjonują instytucje władzy przedstawicielskiej, centralne i lokalne, lecz ich tradycyjne znaczenie coraz mniejsze. Sprawy przenoszą się do hiperrealu. Władza zresztą też.

W tradycyjny sposób aktywizujemy się w czas parlamentarnych wyborów i zaraz potem zapadamy ponownie w… hiperreal. Każdy coś opowiada, obrazków i memów w tym bez liku, ktoś do czegoś przekonuje, coś lansuje, farmy kontentu rosną jak grzyby po deszczu. Kto ma zatem rację i dlaczego? Tradycyjne gazety i programy telewizji interesują już tylko starszych. W oceanie danych jesteśmy zdani na ogrom nieweryfikowanych informacji. Wieści montowane przez AI niespecjalnie martwią. Jakoś się to łyka, szybko przewijając klatki w smartfonie. Co i skąd mamy zatem wiedzieć, i to w tym gruntownym słowa znaczeniu, skoro brak wiarygodnych autorytetów, pomocnych w nawigacji. Produkcja kłamstw może być nieograniczona. A jak powiadał już wiele dekad temu Tadeusz Kotarbiński, kłamstwem można niekiedy zajść daleko, ale nie można wrócić.

A co mają w tej sytuacji powiedzieć nowe pokolenia, które od kołyski znają świat niemal wyłącznie w wersji hiperrealu? Co im ma do zaoferowania demokracja, z której są dumne pokolenia ich rodziców, skoro busole i wszystko co trzeba do dobrego życia, znajdują w telefonie, czyli internetowym terminalu do wypraw gdzie bądź.

Nasi Nowi Młodzi nie czują się bynajmniej poszkodowani. Nie czują się nawet oderwani od wspólnoty. Życie społeczne prowadzone via smartfon może być obfite w wydarzenia i zróżnicowane. Przecież to, co charakteryzuje świat Internetu i mediów internetowych to nadmiar wszystkiego, również w rozumieniu kontaktów, bodźców, inspiracji. Klikając, ćwierkając, chatując, dysponujemy nadmiarem dostępu do czego bądź. Choć ponoć, młody mózg tworzy wtedy za mało połączeń między neuronami i nie rozwija się należnie. Martwi to kogoś? A jaka jest alternatywa? „Walden, czyli życie w lesie” Davida Thoreau?

Bogactwo życia pospólnego inne niż za czasów przedinternetowych. Facebook, Instagram, Twitter, TikTok, X i inne media, oferują szerokie możliwości tworzenia nowych znajomości, nie wymagających fizycznej bliskości ani głębszego poznania. Owszem, czasem jest się w potrzebie wyjścia na masową imprezę, czy akcję uliczną, jednak relacje online i chaty są najważniejsze. To tam, pod pozorem bywania w różnych światach naraz, z lubością można nurzać się w zawiesinach dowolnego banału. Życie w hiperralu polega na przyjemnym bywaniu w iluzjach. I one nami sterują. Młodzi mogą mieć dziś w swoim przekonaniu wszystko, czego potrzebują, nie pomyślawszy nawet, czy są wolni i mądrzy.

Obawiam się ponadto, że mimo nieprzebranych dróg dostępu „do wszystkiego”, nie docierają do nich klasyczne wartości demokracji, nie czują sensu wspólnoty. Mimo, że mogą pławić się w dowolnych przyjemnostkach, nie przebija się jednak przekaz, iż prowadzą życie bez trwogi. Choć z ich życia „zniknęły” zagadki bytu, słyszymy o rosnącej izolacji, atomizacji, fragmentyzacji, o narastającej frustracji, a i przyborach gniewu.

I jeszcze jedno. Żyjemy dziś w świecie, który śmiało porzuca wszelkie tabu. Wystarczy spytać o domeny Dark Internet. Chociaż okropieństw nie brakuje i w „jasnym” Internecie.

W cyberprzestrzeni nie ma już jak grzeszyć (z wyjątkiem uczynionym przez jurysdykcję dla pedofilli). Prawie wszystko dziś wolno, a mimo to depresje liczniejsze, osamotnienia głębsze. Wystarczy prześledzić raporty psychologów. Przy skali możliwości jakie daje nowa technika, okazuje się, że samotność w sieci może być nawet bardziej dotkliwa niż w starym świecie niepewnych wyborów i wyboistych ścieżek ku… Prawdzie. A kto dziś, na miły bóg, pyta o Prawdę? Również religie nie mają „wejścia” do Młodych. Co najwyżej jakieś sekty, czy zwolennicy spisków mogą znaleźć wyznawców.

Wśród wielu powodów tego stanu rzeczy są i te, które wiążą się z manipulacją. Okazuje się, że, żonglując algorytmami, sprytni influenserzy i zarządcy platform internetowych potrafią z łatwością ostudzić zapał do poważnej refleksji. Kiedy zaś uznają, że warto, mogą rozgrzać nastroje skłaniające do ekstremalnych poglądów na społeczeństwo i wartość jednostki. Okazuje się wtedy, że postawy konfrontacyjne znajdują łatwy poklask. Manipulatorzy wiedzą jak przykrawać „prawdy” do profilu swoich klientów. Chociaż użycie słowa poglądy niewłaściwe, skoro są to tylko strzępy narracji i wezwań formujące przekonania wynikające z głębokiej niewiedzy. To porażka rodziców, szkoły, no i polityków mainstreamu takoż.

Co mają w tej sytuacji począć Młodzi, skoro w życiu swoim nie przeczytali ani jednej książki formującej ich osobowość, nie zetknęli się ze swoim dziedzictwem kulturowym, nie poznali dzieł sztuki, które poszerzają wrażliwość i horyzonty? Nie znaleźli się w sytuacjach, w których ktoś pomógłby im ułatwić krytyczną analizę, refleksję całościową, poćwiczyć wrażliwość. Kiedyś te role odgrywali starzy „nudni” profesorowie, pisarze, artyści, publicyści, mądrzy księża, nawet krewni. Dziś nasi Młodzi wszystko czego potrzebują znajdują w podłączonym do całego świata „magicznym płaskim pudełku”.

Jaka zatem demokracja, o czym tu mowa?! Jakie konflikty i kompromisy? Jakie konsensy i sensy? Jakie wspólnoty i cele? Wszystko „w chmurze”. Okazuje się, że można nie umieć żyć na wiele sposobów, w tym i w hiperrealu.

Tradycyjne dążenia wyparowują z pola powszechnych ambicji. Mówiąc cynicznie i „socjotechnicznie”: klasyczne bezpieczniki w życiu społecznym już nie działają. Łatwo zatem o przywołanie scenariuszy dystopii. Ni stąd ni zowąd może wezbrać gniew i bunt, który eksploduje. Albo też, przeciwnie, wszystko osunie się w bywanie pośród algorytmów powszechnej szczęśliwości nowego wspaniałego świata.

Sponiewierana demokracja nie udźwignie ani jednego ani drugiego.

Zygmunt Barczyk

Lämna ett svar

Din e-postadress kommer inte publiceras. Obligatoriska fält är märkta *

Created with Visual Composer