Między jedną myślą a drugą
Nie mogłem zasnąć, ale miałem nadzieję, że mi się uda. Nie tak należało ten stan opisywać. Nadzieja nigdy nie zostaje spełniona, a jeśli do tego dochodzi, to nie jest nadzieją. Nadzieja to wiara, ewentualnie marzenie, nadzieja jest poza rzeczą.
Kiedy się zirytujesz, zbuntujesz i wściekły zdecydujesz, że dość masz tych wszystkich głupot i teraz będziesz żył na trzeźwo, to właśnie utraciłeś nadzieję i bardzo mi cię żal.
Kiedy człowiek się starzeje… To wtrącenie: Ja się nie starzeję. Jestem już absolutnie wystarczająco stary! A więc kiedy człowiek się starzeje traci nadzieję, a broniąc się stara poprawić swój stan psychiczny i przeprowadza duchowy makijaż. Tylko, że to nie ma nic wspólnego z nadzieją, to panika.
Ja już nie muszę wiedzieć ani doświadczać niczego. Wiem to co wiem i to mi wystarcza. Mam na myśli wiedzę i świadomość o negatywnych i ciemnych stronach życia. Chyba nigdy się już nie dowiem jakie są i czy w ogóle istnieją, różnice i stopnie świadomości. Nie wiem nic o stanie i rozmiarze mojej świadomości, ale gdy się rozglądam wydaje mi się, że inni mają ją trochę mniejszą. Nie potrafię przyczepić się do czegoś jednostkowego i nie widzieć nic więcej, zapędzić się w jeden fragment, w jeden temat. Wydaje mi się, że wszystko razem i do kupy jest holistycznie.
Nie każdy tak ma i podejrzewam, że dlatego jestem tak łatwym celem do zranienia. To jest oczywiście rodzaj zagrożenia, ale uważaj chłopie. Pycha i nadęcie się sobą, to najstraszliwszy przeciwnik człowieka. Ba, ludzkości!
Między jedną myślą a drugą, tak jak między jednym oddechem a drugim, jest mała próżna przestrzeń, która czeka na odkrycie. Gdyby tam wniknąć, mogłyby się ukazać ciekawe rzeczy i na pewno nie byłoby nudno. Poważną niedogodność stanowi, iż jest to raczej teren przedzgonny, ale myślę, że może także być krótki przedsenny, takie wewnętrzne oko.
To, co się dzieje w Polsce za przyczyną jednej partii politycznej, osiągnęło tak wysoki stopień szkodliwej głupoty, że przy tym głupota komunistów, sama w sobie przecież kolosalnych rozmiarów, to był mały pikuś. Demokracja liberalna z samej definicji wychodząc, nie może upaść tak nisko. Parakomunizm jak widać może, gdyż jest w nim wiara, że cynizm, siła i oszustwo, wystarczają by osiągnąć długotrwały sukces.
Byłem w Polsce nie tak dawno temu. W Warszawie, w Trójmieście, w końcu w mojej Gdyni i poszedłem pospacerować na Skwer Kościuszki. Piękna jest Gdynia i piękny Skwer, ze swoimi morskimi dodatkami.
W pewnej chwili na mój widok dźwignął się z ławki stary człowiek. Mężczyzna poruszał się z trudem podpierając laską i pociągał nogą. Przygarbiony, twarz z jednej strony opuszczona. Zapewne wylew, pomyślałem. Gdy się odezwał poznałem po głosie, to był Andrzej B., bliski kolega z liceum! Popatrzył na mnie i po chwili na zniekształconych ustach pojawił się lekki szyderczy uśmieszek i powiedział z trudem ukrywając satysfakcję: Cześć Andrzej! Ale żeś się zestarzał!
Andrzej Szmilichowski
