ALEKSANDER KWIATKOWSKI (1935-2025): Czuję się Polakiem
Gdy się urodził w listopadzie 1935 roku w Warszawie na Chmielnej 15, nazywał się Aleksander Kiersz. Pochodził z rodziny zasymilowanych Żydów, w domu nie mówiło się innym językiem niż polski. Jesienią 1940 roku rodzina Kierszów zmuszona była przeprowadzić się do getta warszawskiego. Po kilkunastu miesiącach rodzinie Kirszów udało się uciec z getta na stronę aryjską.
Zaraz po wojnie zmienili oficjalnie nazwisko na Kwiatkowski – było to przybrane nazwisko ojca z czasów wojny, wpisane w Kenkartę. O czasach wojennych Aleksander opowiada w dwóch dostępnych na Internecie rozmowach: jedna dla Szwedzkiej Telewizji, druga do archiwum „Historii mówionej” Muzeum Polin w Warszawie. Po utworzeniu getta rodzina zamieszkała przy ul. Bonifraterskiej. Ojciec Aleksandra Kwiatkowskiego, oprócz pracy krawieckiej, występował w teatrze „Femina” oraz „Melody Palace”. 26 listopada 1941 roku młody Aleksander rozpoczął naukę w szkole powszechnej. Rodzina przeniosła się do tzw. Małego Getta, do mieszkania przy ul. Prostej. Ojciec został kierownikiem zakładu krawieckiego szyjącego mundury dla Wehrmachtu. Rodzinie rozmówcy udało się wydostać z getta, pomocy udzielili im hrabiostwo Grocholscy.
Już po wojnie Aleksander Kwiatkowski ukończył studia, najpierw dwa lata w Szkole Głównej Służby Zagranicznej, później zostałem „służbowo przeniesiony” na Uniwersytet i tam ukończył w 1957 roku studia historyczne. Ponieważ już wtedy jego pasją był film, więc ukończył także dwuletnie studium filmoznawcze w Instytucie Sztuki PAN. W latach 1957-1958 pracował w Archiwum Akt Nowych w Warszawie; w latach 1958-1959 w tygodniku Ekran, a później w latach 1962-1964 w Centrali Wynajmu Filmów (Redakcja Wydawnictw Filmowych). Współredagował periodyki Filmowy Serwis Prasowy i Film Polski.
W 1960 r. rodzina Kwiatkowskich nawiązała kontakt z ocalałą krewną mieszkającą w Sztokholmie. Najpierw w 1963 roku do Sztokholmu wyemigrowała siostra Aleksandra (10 lat starsza), a rok później z Polski wyjechał 29-letni Aleksander z rodzicami. Szczęśliwym zbiegiem okoliczności mógł w Szwecji kontynuować swoje zainteresowania i pracę zawodową.
W Polsce byłem dziennikarzem filmowym, w Szwecji z kolei pracował w Instytucie Filmowym. Specjalizował się w pisaniu o filmie polskim w Szwecji i szwedzkim w Polsce. Już podczas pobytu w Szwecji studiował także w Instytucie Filmoznawczym na Uniwersytecie Sztokholmskim, rozpoczął przewód doktorski, który niestety nie ukończył. Zdał wszystkie egzaminy, ale nie napisał pracy.
Kiedyś w rozmowie przyznał, że widział ponad 15 tysięcy filmów, prowadził wykaz tych filmów od roku 1955 – wtedy oglądał paręset filmów rocznie. Niemal do końca życia film był jego największą pasją – oglądał około 400 filmów rocznie. Uważał, że może to być trochę dziwne, bo jak czytał wywiady ze znanymi krytykami filmowymi w Polsce i w Szwecji – między innymi z Jerzym Płażewskim, i Nilsem Petterem Sundgren, to zawsze sądził, że tacy ludzie oglądali więcej filmów od niego. Ale nie o wszystkich obejrzanych filmach pisał recenzje. Raczej o tylko niewielkiej części i to zazwyczaj o filmach mało komercyjnych, często tworzonych przez mniej znanych twórców. Wiele jego recenzji przez niemal 20 lat ukazywało się w Nowej Gazecie Polskiej.
Aleksander był osobą o wielu talentach i zainteresowaniach. Jego wielką pasją były góry – jeszcze kilka lat temu, w wieku 80 lat, wspinał się na szczyty świata – opisał te swoje spotkania z górami w książkach „Polacy wśród szczytów świata” (Sztokholm 2024) i „Vademecum nieudacznika czyli antymemuary” (Sztokholm 2015), ale tematykę górską znajdziemy też w innych publikacjach. Góry były jego wielkim hobby – jak mówił w wywiadzie dla NGP w 2013 roku, gdy dostał od naszej redakcji Nagrodę Specjalną POLONIKI 2013:
Moje hobby to jest wspinaczka wysokogórska. Film, raczej pisanie o filmie, było przez całe życie moim zawodem. Hobby to są góry, chodziłem po nich turystycznie i wspinaczkowo. Czasami także pisałem o górach. Zresztą można to połączyć w taki sposób, że jest cały szereg filmów związanych z górami, o nich lubię pisać. Było to więc takie połączenie zawodu i hobby.
Aleksander był człowiekiem o wielkiej wiedzy, oczytanym. W wieku 6 lat, jak opowiadał w „Historii mówionej” dla Muzeum Polin, potrafił już czytać płynnie. Nic więc dziwnego, że ponad 20 lat temu, po przejściu na emeryturę, swoje wolne chwile poświęcał pracy w polskich bibliotekach w Szwecji. Najpierw związany był z biblioteką polską przy Instytucie Polskim w Sztokholmie, którą zajmował się aż do jej zamknięcia. Później zaangażował się w prace Towarzystwa Przyjaciół Biblioteki Polskiej w Sztokholmie przy Ośrodku Polskich Organizacji Niepodległościowych, w 2015 roku został prezesem Towarzystwa. Bibliotece poświęcał czas codziennie. W 2022 roku Towarzystwo rozwiązało się mimo jego sprzeciwu. Biblioteka Polska OPON przeszła pod władanie Kongresu Polaków w Szwecji co jednak oznaczało jej powolny upadek. Potrafił być jednak uparty – przez ostatnie lata nadal zajmował się biblioteką, co nie wszystkim się podobało.
Wychowany był w kulturze polskiej, ale świadom swojego żydowskiego dziedzictwa. Ale żył między światem polskim a żydowskim. I, oczywiście, szwedzkim. Mówił:
Szwecja to jest dla mnie miejsce pobytu. Nie mogę powiedzieć, że stałem się Szwedem, mimo że mam obywatelstwo szwedzkie od ponad 50 lat. Czuję się nadal Polakiem. Tam się urodziłem i w tym języku się wychowałem. Szwecja była dla mnie terenem działalności zawodowej.
Był postacią lubianą wśród Polonii. Zawsze pełen energii ciężko przeżywał ostatnie miesiące życia, lecz choroba nie dawała za wygraną. Na miesiąc przed zgonem wydał swoją ostatnią książkę „Szwedzkie profile 2”, promocja odbyła się w Stowarzyszeniu Polek w Szwecji w czerwcu. W ostatniej chwili przysłał mi do redakcji duży pakiet swoich tekstów z prośbą o publikację. Jeszcze przez wiele miesięcy będą ukazywać się w NGP.
Aleksander Kwiatkowski zmarł w Sztokholmie 22 lipca 2025 roku.
Żegnaj Aleksandrze.
Tadeusz Nowakowski


Dzień dobry!
Z przykrością przeczytałam przed chwilą Pańske wspomnienie o Aleksandrze. Znałam Go od wczesnych lat 80-tych kiedy studiowałam filmoznawstwo w Sztokholmie. Ostatni mój kontakt z Nim był w grudniu ubiegłego roku.
Niedługo wcześniej chciał żebym przyszła do niego do domu, chciał mi pokazać i podarować część swoich książek o filmie.
Mój kontakt z Aleksandrem był ciepły – od przeszło 40 lat mówiłam na Niego zawsze Wuj. Będzie mi Go brakowało.
Serdeczne pozdrowienia
Ewa
Jestem pełna podziwu co do Jego dorobku i roli.