Wieczory pozory – Poranki szranki
Zmienność. Męczy mnie zmienność i brak snu. Śpię czasem siedem godzin, ale najczęściej pięć, jak mi mi dobrze pójdzie i to mam na pewno. Co nie jest na pewno? Odpowiedzi na pytania nie są na pewno, jak również skutki czytania książek. Czytanie jako takie nie jest w ogóle. Czytanie żyje samo w sobie, jest przygotowaniem do czegoś, a także chwilowym odpadnięciem od losu. A los jak to on, zawsze coś upitrasi.
Charakter pisma. Długie już miesiące temu wróciłem do długopisu. Musiałem, moje jedyne oko bardzo coś zmęczone ekranami. Piszę więc na piechotę, potem koryguję i poprawiam, a kiedy już gotowe, szybko przepisuję do komputera.
Piszę codzienne wczesnym rankiem i nieomal codziennie jestem zaskakiwany charakterem pisma, jaki mam „dzisiaj”. To nie są oczywiście zmiany zasadnicze, ale wyraźnie dostrzegalne. Raz piszę drobniej, raz szerzej, raz skosem raz bez, płynnie lub szarpanie. Piszę tak, jak wstanę ze snu.
Jeszcze parę lat temu musiałem wiedzieć. Bardzo dokładnie analizowałem nowopoznawanych ludzi, bo chciałem by wokół mnie było czysto, schludnie i określenie. Dziś to daleka przeszłość. Jestem raczej skłonny do chaosu, a co najważniejsze dobrze mi z tym, że nie mam żadnych standardów. Czy to oznacza, że jestem bardziej ludzki, bo zmienny?
Wydaje mi się jednak, że jestem trochę jak rozkapryszony bachor we mgle. Oczekuję od dziesiątek lat powodzenia i od tychże dziesiątek piszę rzeczy, które nie mogą podobać się większości. Więc nie rozumiem sąd te kaprysy. Żeby jakoś zacząć (cokolwiek, na przykład życie), trzeba na początek wiedzieć kim się jest i kim się nie jest, a ja nigdy nie wiedziałem z całą pewnością. Byłem wolny taką wolnością, jak jest opisywana.
Wolna wola. Tylko bez żartów proszę! Wolna wola owszem istnieje i jest, ale tylko w pewnym wymiarze i do pewnego stopnia. Bowiem życie to pozorne próby dostosowania się do pozornego istnienia, wśród pozornych problemów i pozornych decyzji. Coś tu mocno zapachniało Jungiem i siarką!
Jestem z urodzenia człowiekiem leworęcznym, przyuczonym do praworęczności: Andrzejku prawą rączką rzucaj kamyczek! Do prawej rączki weź łyżkę! Bij Zosię prawą rączką, nie lewą! Gdy byłem dzieckiem, a byłem nim już przed wybuchem drugiej wojny światowej, leworęczność była traktowana w Polsce jak lekka, ale jednak trochę wstydliwa wada. Gram więc w tenisa dwoma rękami, bo przerzucam w trakcie gry rakietę z ręki do ręki, co nieuchronnie doprowadza do śmiechu partnerów, rujnując w ten sposób wysiłki Mamy, a mnie przekornie się nawet podoba.
Wolność. Wolność rzeczywista, czy wolność pozorna? Żydowskim targiem zgódźmy się, że wolność istnieje, ale do pewnego stopnia. A zatem mamy do pewnego stopnia pozorne problemy i podejmujemy pozorne do pewnego stopnia decyzje? Jak tu nie zwariować?
Ból. Bezspornym dowodem na istnienie jest ból. Czyżby? Ból istnieje na tyle, na ile o nim wiemy. Jeżeli ból pozwala zasnąć i śpisz, czy nadal istnieje? Ból jest częścią istnienia demonstrującą się za pomocą bólu i tak jak istnienia nie można udowodnić istnieniem, tak bólu bólem. Ból jest tylko odwrotnością, drugim biegunem przyjemności. I na tym się zatrzymam.
Andrzej Szmilichowski
