Dzień Wszystkich Świętych w norweskich górach
Jesiennej, ciemnej nocy 30. października 1942 r. rozbił się samolot w górach na wschodzie od Egersund, miasta w zachodniej Norwegii. Na pokładzie była polska załoga i pasażerowie Polacy. Samolot należał do tajnego No 128 Special Duty Squadron i miał owej nocy zrzucić trzech polskich oficerów (cichociemnych) na spadochronie w pobliżu Lublina. Oficerowie, mając przy sobie dużą sumę pieniędzy, broń i amunicję, mieli dołączyć do AK.
Z nieznanego powodu jakakolwiek próba skontaktowania się załogi z grupą AK mającą przyjąć oficerów skończyła się fiaskiem. Samolot musiał więc zrezygnować i wrócić do bazy Temsford w Wielkiej Brytanii. Podczas powrotnego lotu samolot rozbił się nad Norwegią. Szefem załogi był 27-letni nawigator, kapitan Mariusz A. Wodzicki z Częstochowy. Stracił życie, razem z innymi dziewięcioma osobami na pokładzie.
Niemieccy okupanci Norwegii nie pozwolili na to, aby Polaków pochować w poświęconej ziemi. Pogrzebano ich we wspólnym grobie na brzegu nad Morzem Północnym.
Po wojnie dokonano ekshumacji zwłok i odbył się chrześcijański pogrzeb na cmentarzu w Egersund, najbliższym mieście miejsca wypadku. Podczas zimnej wojny w 1953 r. odbyła się druga ekshumacja i zmarłych pochowano w stolicy Norwegii. Tak wolała Ambasada PRL-u w Oslo.
W domu w Polsce żyły matka Maria Rogała-Wodzicka oraz o dziesięć lat młodsza od pana Mariusza siostra – też Maria. Minęło kilka lat po wojnie, zanim się dowiedziały o okolicznościach śmierci pana Mariusza i lokalizacji jego grobu. W następnych latach bardzo chciały odwiedzić grób brata i miejsce, gdzie się rozbił samolot. Jeżeli nie one same, to przynajmniej ktoś z rodziny. Matka i siostra odeszły, zanim zdążyły odwiedzić grób oraz miejsce zgonu pana Mariusza. Ojciec pana Mariusza stracił życie już w 1920 r. w walce z Niemcami pod Górą Świętej Anny.
W Dzień Wszystkich Świętych 2007 roku 48-letni Krzysztof Galiński spełnił życzenia matki i babci. Zgodnie także z własnymi marzeniami stał 1 listopada przed grobem wujka w Oslo razem z żoną, panią Joanną i synem, dziesięcioletnim Mateuszem. Dwa dni później, w dzień gdy Norwedzy obchodzili Dzień Wszystkich Świętych, Galińscy wybrali się w góry poza Egersund, gdzie rozbił się samolot. Tam złożyli kwiaty i postawili znicze pod tablicą pamiątkową, którą umieścili na miejscu wypadku przyjaciele Polski oraz Polacy mieszkający w Norwegii w roku 1995. Na tablicy znajduje się logo AK i Sił Lotniczych oraz nazwiska dziesięciu poległych. Jest również napis „Za waszą i naszą wolność” po norwesku i po polsku.
Galińscy przyjechali z Paryża, gdzie obecnie mieszkają.
Pan Krzysztof był aktywnym członkiem ruchu opozycyjnego w Poznaniu, i stał się jeden z wielu, którzy musieli opuścić Polskę w trudnych czasach 1981 r. We Francji założył firmę informatyczną, którą sukcesywnie rozwija i prowadzi do dnia dzisiejszego.
Teraz spełnił prośby matki i babci i, uczcił pamięć wujka, który tak tragicznie zginął 65 lat temu w obcym kraju.
Podczas wizyty w Egersund, Galińscy spotkali się z Arvidem Midbrødem. Midbrød to były dyrektor miejscowego muzeum, który w 1986 r. spotkał mieszkającą w Stanach Zjednoczonych Zanet Tarnowski. W 1939 r. zaręczyła się z Mariuszem Wodzickim. Ślub miał się odbyć 15. września 1939 r, lecz wybuch wojny pokrzyżował im plany. W czasie wojny uciekła z Polski, wyszła za mąż za Karola Tarnowskiego i zamieszkała w Stanach Zjednoczonych. Ciągle szukała informacji o pierwszym swoim narzeczonym aż nareszcie dowiedziała się, że padł podczas ekspedycji nad Norwegią. Śnił jej się wiele razy stając przy palącym się wraku samolotu. Wówczas zdecydowała się na podróż na jego grób i do miejsca śmierci. W Egersund Arvid Midbrød z Muzeum Ludowego pomógł jej w znalezieniu miejsca rozbicia się samolotu.
Pokazał jej też pozostałe rzeczy z samolotu, które znajdują się w muzeum. 21 lat później to Krzysztof Galiński z rodziną zwiedzili muzeum. Poznali Arvida Midbrøda. Opowiedzono im o wizycie pani Zanet oraz pokazano im zdjęcia z jej podróży do Norwegii w 1986 r.
Bjørn Bratbak, Stavanger
