Czarodziej świata
Czy człowiek może być swoim własnym wybawicielem? Może. Wprawdzie są pułapki, ale można się z nich wydostać. Z więzienia niemożliwego do ucieczki, ucieczki się zdarzają. Coprawda, istnieją izby tortur, ale jeśli niepodobna tortury znieść, należy doprowadzić się do tego, żeby stała się obcą sprawą. Potrafiłem kiedyś uwolnić się dzięki treningowi – zabawy młodych nudzących się mężczyzn, od torturującego mnie pociągania pazurem po szkle i uważam to za osiągniecie bliskie doskonałości.
Czy Bóg jest osobowością, czy nie jest? Mam wprawdzie swoje zdanie, ale powiem ugodowo, że tylko metafizyczne zdarzenie mogłoby ten dylemat rozstrzygnąć, a ja objawienie uważam za nieuczciwą grą, za wyciąganie asa z rękawa. Może On nie jest osobowy, może jest bezosobowy, ale jak to rozwiązać?
Moja odpowiedź jest następująca: To zależy. Jednych pociąga jeden kierunek, innych drugi. Ja nie potrafiłbym myśleć o tym zjawisku w kategoriach osobowości. Ale myślę, że można równocześnie wierzyć w Boga osobowego, jak bezosobowego. Rezultat będzie taki sam. Wszyscy jesteśmy tym, czym jesteśmy. Ale gdy mamy przeobrazić się w to, czym powinniśmy być, zaczyna się kłopot, bo to nie przychodzi łatwo. Szczególnie gdy warunki i przypadki historyczno-boskie, są tak różne, jak są.
Na przykład modlitwa. Nigdy nie lubiłem modlitwy. Moim zdaniem to całe wypraszanie szczególnych łask, te błagania o przebaczenie, prowadzą prostą drogą do egoistycznych wynaturzeń, do nadmiernego zajmowania się sobą, swoją własną ścieżką, swoją marną osobowością. Człowiek modlący się w tradycyjny sposób lubuje się w i jest zachwycony sobą. Jest tak, jakby sam napaskudził, a teraz szuka sposobu aby ktoś za niego to posprzątał.
Modlący się szukają sposobu, jak wyjść „poza grzech”. Poza nieodpowiednie książki, filmy, internetowe klipy, poza strach, wstyd, gnuśność, poza pachnące i pełne obietnic ciała kobiet, poza menażerię i dom wariatów, poza ludzką zasraną osobowość.
Spójrzmy na buddystów. Jaka jest ich filozofia? Nie wywyższają osobowości, tylko raczej starają się wyjść poza nią. Buddysta nie potrafi sobie wyobrazić, że Bóg może się rozgniewać. Ciemny buddyjski lud wierzy, że Budda jest litościwy, buddysta wykształcony (oświecony), nie wierzy w istnienie Boga, wierzy w bezosobową duszę świata.
Buddysta nie uznaje modlitwy błagalnej, usiłuje raczej stopić swoją duszę z duszą świata. Nie wierzy w opaczność dla jednostki, ale wierzy w porządek moralny. To znaczy wierzy, że każde wydarzenie ma swoją przyczynę i wywiera swój skutek. Wierzy, że ów Wielki Wróż zmusza nas do wyciągnięcia tylko tej karty, która narzuca nasze czyny. Jakie to dalekie od Jehowy, Boga Ojca, Allaha, oraz innych indywidualnych i nieśmiertelnych dusz!
Jakie wrażenie wywiera wiedza, gdy się rozprzestrzenia? Wiedza o świecie bez porównań i upiększeń, jest bardziej nieprawdopodobna i piękniejsza, niż wszystkie mity razem wzięte. Mity zostały mitami, gdyż prawda jaką prezentowały nie mieściła się i po części nie mieści dziś, w zasobach wiedzy. Nauka, z wolna i ostrożnie, ale odbrązawia mity, co czyni że wierzę, iż być może już niedługo stare, urocze i tajemnicze mity, staną się nudną historyczną rzeczywistością.
Wpływ wiedzy na ludzkie życie był, jest i będzie tak wielki i tak nikły, jak sobie będziemy życzyli. Ci co myślą o płci, pieniądzach i drinku, nadal będą myśleć o płci, pieniądzach i drinku. Ludzie czepiają się uparcie, żeby nie powiedzieć panicznie, naiwnego wyobrażenia, że wpływ sprzyjających warunków koniecznie musi być, jak z automatu, dla nich dodatni. Wciąż wierzymy w naukę i postęp, ponieważ chcemy trwać w naiwnym przekonaniu, że to niesie nam pociechę i frukta i tak krzepi społeczeństwo, ponieważ przenosi odpowiedzialność za wszystko, na coś lub kogoś innego.
Tymczasem to, co człowiek ma i czym jest, skazuje go na nędzę rozkoszy lub nędzę cierpienia. Bowiem zdany jest na łaskę swojej skóry, śluzu, potu i wnętrzności, na łaskę cienkich pasemek zakończeń nerwowych. A jakby tego było mało, w dodatku szybko się męczy.
Andrzej Szmilichowski
