Maria Ludwika – „Megiera piekielna”
W polskiej epistolografii z XVII wieku do nielicznych należy korespondencja prywatna pomiędzy parą królewską. Z zachowanych listów najlepiej znane są te pisane przez Jan Sobieskiego do ukochanej Marysieńki. Wydane drukiem zdobyły sobie sporą popularność. Prawie nieznanymi i niedocenianymi pozostają listy Kazimierza Wazy do Marii Ludwiki Gonzaga de Nevers. Opracowanie, tłumaczenie 27 listów i publikację w Kwartalniku Historycznym w roku 1891 zawdzięczamy Wiktorowi Czermakowi. Wiadomo, iż kolejne nie wydane listy w liczbie kilkunastu znajdują się w archiwum Chantilly we Francji. Są one wartościowym źródłem do poznania relacji pomiędzy małżonkami, mają też duży walor poznawczy ówczesnych wydarzeń historycznych. Celowym wydaje się przedstawienie choć w zarysie sylwetek i charakterów korespondentów.
Maria Ludwika królową polską została poślubiając Władysława IV Wazę. Jak na ówczesne pojęcia 34 letnia małżonka była już osobą w sile wieku. Nie spodziewano się z tego związku potomków, zawarty był ze względów politycznych i dla ogromnego posagu księżnej Mantui. Przy boku Władysława nie odegrała większej roli, budując jednak cierpliwie swe stronnictwo. Aktywnie wystąpiła w czasie elekcji po śmierci Władysława IV popierając kandydaturę jego brata Jana Kazimierza. Swe rozległe ambicje polityczne i plany reform mogła realizować po zawarciu małżeństwa 30 maja 1649 r. z Janem Kazimierzem. Związek ten miał wielu gorących przeciwników. Uważano go za kazirodczy, a samą królową za zbyt leciwą. Dosadnie sprawę określił biskup przemyski: „pani [Maria Ludwika] stara a przytem chora, żadnej nadziei na potomstwo”. Popularność królowej ugruntowana w czasie potopu, gdy zadziwiała swą energią i optymizmem, drastycznie się zmniejszała. Jej plany reform ustrojowych, regencji vivente rege i mieszanie się do polityki budziły niechęć. Współcześnie żyjący Jakub Łoś w swych pamiętnikach nazwał Marię Ludwikę „Megierą piekielną”, i była to opinia powszechna[1]. Krytykowano powszechnie wprowadzaną przez królową modę francuską. Najwięcej jednak drażniła jej dominacja nad mężem. Joachim Jerlicz, szlachcic z ziem ruskich wspominał że królowa: „jako niedźwiedzica za nos króla wodziła”. Mniej dosadni w sądach byli cudzoziemcy, dostrzegając jednak swoistą bezwolność Jana Kazimierza i supremacje Marii Ludwiki[2]. Doceniono królową dopiero po śmierci. Warto wspomnieć o kilku dokonaniach Marii Ludwiki. W 1652 założyła ona pierwszą polską gazetę ”Merkuriusz Polski” a dwa lata później sprowadziła do Polski zakon sióstr Wizytek, których pierwszy klasztor powstał w Warszawie.
Jan Kazimierz był człowiekiem z natury niecierpliwym i dumnym, łatwo się obrażał i długo chował urazę. Nie zadawalając się pozycją brata królewskiego szukał kariery i spełnienia ambicji w świecie. Próbował zostać księciem Kurlandii, następnie wicekrólem Portugalii i admirałem floty Hiszpanii z woli Habsburgów. Niepowodzenie zniechęciły go czasowo do kariery świeckiej. 8 października 1643 roku Ojciec Święty Urban VIII powiadomił Władysława IV o przyjęcie jego brata do zakonu jezuitów. We wrześniu 1646 roku królewicz polski porzucił służbę kościelną. Ex kardynał i ex jezuita powracał do kraju. Po śmierci brata, Władysława IV Wazy, Jan Kazimierz został obrany królem Rzeczypospolitej 20 listopada 1648, po trwającej pół roku wolnej elekcji. 17 stycznia 1649 w katedrze wawelskiej arcybiskup gnieźnieński i prymas Polski Maciej Łubieński koronował Jana Kazimierza na króla Polski. W maju władca poślubił wdowę po swym bracie, księżniczkę francuską Ludwikę Marię Gonzaga. Jan Kaziemierz nie cieszył się estymą poddanych ani wielkim uznaniem w świadomości historycznej następnych pokoleń. Zarzucano królowi dążenia absolutystyczne, chęć wprowadzenia reform i zmian ustrojowych sprzecznych ze „złotą wolnością”. Krytykowano ustępliwość Jana Kazimierza wobec żony. Zgodnie twierdzono że: „Maria Ludwika głowę Jana Kazimierza głową swoją zastępuje”[3]. Doceniano natomiast zdolności wojskowe monarchy.
Korespondencja pomiędzy Janem Kazimierzem a Marią Ludwiką obejmuje czasy wyprawy na stojącą w ogniu Ukrainę, a późniejsze na rokosz Lubomirskiego. Pisane zazwyczaj w terenie i trudnych warunkach listy są zwięzłe. Część pisana jest osobiście przez króla a część ręką sekretarza. Zdecydowana większość z nich jest po włosku, część po francusku. Listy pisane były, jak wspomina Jan Kazimierz dwa razy tygodniowo –we wtorek i piątek. Zachowana ilość sugeruje, że znaczna część listów nie zachowała się do naszych czasów. Korespondencja z niespokojnej Ukrainy, według króla często przepadała, nie dochodziła do adresata. Biorąc pod uwagę ówczesne środki przesyłanie korespondencji należy się z tym zdecydowanie zgodzić. Nie wiadomo ile listów z tych, które dotarły zostało zniszczonych w ten czy inny sposób. Listy od Marii Ludwiki, jak zapewniał monarcha, były po przeczytaniu natychmiast palone. Tematyka jest bardzo różnorodna, koncentrując się naturalnie na osobie królowej i działaniach wojennych.
Przebywający na dalekiej Ukrainie Jan Kazimierz żywo interesował się stanem zdrowia żony. Temat choroby dominuje w wielu listach. 6 maja pisał: „oto dochodzi mnie wiadomość o Twojej chorobie, którą od pierwszej chwili mocno jestem strapiony… Proszę Cię też na miłość Boską, abyś miała o to swoje zdrowie pilne staranie i ustrzegła się przed recydywą, która byłaby bardziej niebezpieczna niż sama choroba.”. W tej samej wiadomości doradza wyjazd do Nieporętu by: „raz zmienić powietrze i oddalić się od wszelkiej zarazy, a potem abyś była bardziej rzeźwą”. W późniejszej korespondencji często obecna jest obawa i troska o zdrowie Marii Ludwiki ( 9 maja, i 24 marca 1664). Wielką ulgę przynosi królowi wiadomość o dobrym zdrowi żony: „za co dziękuję pokornie Bogu błogosławionemu”.
Na swoje własne dolegliwości uskarżał się Jan Kazimierz w lipcu 1664 roku pisząc: „choroba dokucza mi tak, że pozwoliłbym się nawet pokrajać, byle pozbyć tego cierpienia”. Ważna dla niego jest również opinia żony w sprawie kuracji: „Posyłam ten list jeszcze, aby dowiedzieć się jakie jest w tym względzie Twoje zdanie”. Kuracja polegająca na puszczaniu krwi i uprzednim przeczyszczeniu a następnie braniu nieznanego lekarstwa jest dokładnie opisana i pewnie budzi wątpliwości Jana Kazimierza, gdyż jeszcze w tym samym liście przypomina, że: „Czekam więc jeszcze Twojej opinii w tym względzie”. Rozumieć można, iż królowi nie tyle zależało na opinii samej królowej co lekarzy obecnych przy niej.
Wiele razy tematem korespondencji są działania wojenne. Król często dokładnie opisuje sytuacje na froncie. Żali się na niepokoje w wojsku, donosi o rozpoczętych pertraktacjach pokojowych. Niestety, tłumaczy się również z nieudanych szturmów czy pochodów przeciw Lubomirskiemu.
Osobnym tematem wymiany myśli było obsadzanie wakujących urzędów. W tej materii król wyraźnie nie tylko zasięga porady, ale i zawsze przystaje na sugestie i nalegania żony. Oto w liście z 13 czerwca 1666 nie tylko przyjmuje całkowicie sugestie Marii Ludwiki w sprawie obsady urzędów, ale ustępuje nawet w kwestiach militarnych: „Jakkolwiek już publicznie oświadczyłem, że nie chce więcej dawać regimentów wielkim panom, z powodów innym razem wyłuszczonych, nie mniej przeto zgadzam się na oddanie regimentu pieszego po Pisarzu, na Twoją tak gorącą prośbę młodemu Koniecpolskiemu, któremu możesz dać odpowiednie zapewnienie”
Uwagę poświęca też Jan Kazimierz knowaniom Lubomirskiego. 30 września 1663 roku kieruje do żony prośbę, okazując jednocześnie zaufanie do jej zdolności i doświadczenia: „Rozpowiadają o wiele o machinacjach i złych intencjach Marszałka W., Ty jako bliższa Krakowa możesz dojść prawdy i wywiedzieć się o tym” . Jan Kazimierz również chwyta się różnych sposobów aby wygrać z groźnym Lubomirskim. W czasie pobytu w Wilnie w maju 1664 roku zawiadamia że: „Tymczasem nie tracę tutaj czasu usiłując wszelkimi sposobami pozyskać i jednać ze sobą umysły tych tu panów”.
W czasie wyprawy myślał też król o wysyłaniu upominków dla Marii Ludwiki. W lecie 1663 roku pisze: „Mamy tu wyborne melony, i to w wielkiej ilości – posłałbym Ci je chętnie gdyby to było możliwe. Wiadomo, iż równie niecierpliwie czekał na przesyłki od królowej. Niecierpliwości daje wyraz pisząc 4 czerwca z Wilna: „Wino od Ciebie jeszcze nie doszło”.
Stałym tematem są sprawy domowe. Troski dostarcza zwłaszcza stan pałacu, który wymaga remontów i renowacji. 4 września 1663 Jan Kazimierz pisze: „Dziękuję Ci za przyrzeczenie, że będziesz miała staranie o roboty w Warszawie, przede wszystkim polecam Ci wielkie schody pałacu ogrodowego, które jak mi powiadają grożą wielką ruiną”, a uspokojony obietnicami królowej 30 września: „a że mi obiecujesz o ten ostatni mieć pilne staranie, jak nie mniej i inne roboty, wielce czuję się zobowiązany”. Nie tylko więc w sprawach państwowych, politycznych liczył Jan Kazimierz na królową. Uwagę monarchy zaprząta nawet sprawy zdawałoby się drobne gdy kieruje do żony słowa: „Proszę Cię byś kazała Henrykowi pokłaść kobierce w obu apartamentach, tak w pierwszym jak i drugim”.
Warto przytoczyć choć jedno z pożegnań kończących pisma Jana Kazimierza. W korespondencji z 5 kwietnia 1664 roku czytamy: „…tu proszę jeszcze Boga, abym za Jego łaską mógł się zobaczyć jak najprędzej z Tobą, piękną i zdrową i kończę serdecznymi uściskami”. Czułe słowa, choć nie ma ich wiele znajdują się w prawie każdym z listów.
Na prywatny charakter listów wpływają również wyznania najbardziej osobisty, intymny poruszane w liście pisanym w Żurawicach 7 lipca 1664: „…co do łóżka, spodziewam się, że przynajmniej na pierwszy wieczór nie odmówisz mi swego po tak długim czasie rozłączenia”
Można wyrazić pogląd że z zachowanych i wydanych 27 listów wyłania się obraz Jana Kazimierza jako władcy całkowicie zdominowanego przez królową, bezwolnego wykonawcę poleceń, zasięgającego rady we wszystkich sprawach. Można jednak pokusić się o inną ocenę.
Nie zachowały się odpowiedzi królowej, które były palone, lecz wnioskować można po treści kolejnych listów, iż był to związek dość zgodny. Jan Kazimierz mógł liczyć na królową w wielu sprawach. Tego komfortu nie zaznało większość ówczesnych monarchów.
Na pewno Jan Kazimierz ciężko znosił rozłąkę z osobą która stanowiła niezawodną podporę rządów. Każdy z listów jest pełny szacunku i troski. Śmierć Marii Ludwiki 10 maja 1667 całkowicie załamała króla. Stracił podporę w rządach, doradcę, lecz pewnie i ukochaną osobę.
Michał Duda
