Nie warto być samotnym

0
suitcase-1488516_1280

Wraz ze wzrastającą liczbą imigrantów w podeszłym wieku wzrastają problemy z zapewnieniem im odpowiedniej opieki. Coraz więcej starszych wiekiem Polaków trafia do ośrodków opieki bądź szpitali, gdzie nie ma personelu, który może porozumiewać się z nimi w języku polskim. Już kilkanaście lat temu pisaliśmy w Nowej Gazecie Polskiej o planach stworzenia specjalnych ośrodków spokojnej starości, w których polskojęzyczny personel mógłby służyć pomocą. Od tego czasu niewiele się zmieniło, a większość inicjatyw nie doczekała się realizacji.

Problem nie dotyczy zresztą tylko osób starszych, chociaż, jak wykazują przeprowadzone studia, w wieku starszym często „zapominają” język szwedzki, ale dotyczy to także osób cierpiących m.in. na chorobę Alzheimera. Przypadek, dzisiaj 60-letniej Anny, która od kilka lat cierpi na tę chorobę, jest tego najlepszym przykładem.

Anna znalazła się w Szwecji w 1975 roku. Dość szybko udało się jej znaleźć pracę w Sztokholmie jako informator w jednej z bibliotek. Nauczyła się języka szwedzkiego i aktywnie uczestniczyła w życiu polonijnym. Aż do roku 1985, gdy wraz ze swoim ówczesnym mężem wyjechała do Stanów Zjednoczonych. Tam zmuszona była do posługiwania się językiem angielskim. Po kilku latach wróciła do Szwecji. Ta nowa faza życia układała się spokojnie, chociaż nie bez problemów. Była bez pracy, samotna, choć
ciągle aktywna i pełna humoru. Do czasu, gdy lekarze stwierdzili u niej chorobę Alzheimera. Początkowo opiekował się nią jej przyjaciel, ale w wyniku rozwijającej się choroby, Anna trafiła do domu opieki na południu Sztokholmu. Dopiero tutaj rozpoczęły się prawdziwe kłopoty. Niewłaściwa opieka, coraz bardziej utrudniony kontakt z otoczeniem, gdyż Anna prawie całkowicie straciła możliwość posługiwania się językiem szwedzkim. Mimo wielokrotnych interwencji nie udało się jej zapewnić opieki osoby mówiącej po polsku, próby przeniesienia Anny do innego domu opieki napotkały na administracyjne problemy. Życie Anny zamieniło się w samotną wegetację w obcym świecie.

Sytuacja Anny to tylko ilustracja problemów jakie niesie za sobą emigracja. Niemal co trzeci Polak w Szwecji mieszka samotnie. Jednoosobowe domostwa są coraz częstszym zjawiskiem wśród Polaków, a liczba ta będzie wzrastała wraz z napływem nowych Polaków do Szwecji. Statystyki dotyczące życia „w pojedynkę” podobne są do średniej szwedzkiej. Tu, w niepełnych rodzinach bądź samotnie, żyje ponad 2,5 miliona osób na 9 milionów mieszkańców.

Stale rośnie wśród Polonii w Szwecji liczba samotnych starszych osób. To z kolei spowodowane jest zupełnie innymi warunkami życia w Szwecji, gdzie więzi rodzinne nie są tak mocne jak w Polsce. Samotność przychodzi zresztą coraz szybciej, często na skutek rozpadu związków małżeńskich.

Zjawiska znane obserwowane wśród Polonii szwedzkiej są uniwersalne dla wszystkich polskich grup imigracyjnych, bez względu na kraj osiedlenia. Jak napisała w tygodniku „Polityka” Ewa Nowakowska, komentując nadesłane na konkurs rozpisany przez redakcję na pamiętniki emigrantów, emigracja to przede wszystkim próba sił i charakterów.

Ludzie o mocnej osobowości, którzy wiedzą, czego chcą od życia i konsekwentnie dążą do celu, wychodzą z tej próby zwycięsko. Słabi, roszczeniowi, wymagający raczej od innych niż od siebie, zwykle przegrywają. Zmiana miejsca w przestrzeni geograficznej i społecznej tworzy jedynie tło, na którym rozgrywa się ta dramatyczna próba. Zdaniem Nowakowskiej życie emigrantów rozgrywa się na dwóch biegunach. Między nimi, jak to w życiu, rozciąga się przestrzeń „stanów pośrednich” czyli losów takich sobie, trochę dobrych trochę złych. To, co najciekawsze i najbardziej znaczące dla oceny zjawiska, dzieje się jednak na biegunach.

Zawiedzeni, rozczarowani i przegrani wygrażają w obu kierunkach. Tutaj im się nie powiodło, ale tam nie mają do czego wracać. Szukają więc mocnych uzasadnień decyzji o emigracji, aby usprawiedliwić (choćby tylko przed sobą) pozostawanie w nowym, a nieprzyjaznym środowisku. To właśnie najczęściej przeradza się w poczucie samotność, a później w samą samotność.

Jest też grupa rozczarowanych, którzy wegetują z dnia na dzień na marginesie społeczeństwa, tworząc egzotyczną odmianę lumpenproletariatu w nowym kraju osiedlenia. – pisze Ewa Nowakowska. To grupa mężczyzn (w większości) i kobiet, którzy nie podtrzymują więzi z rodzinami w kraju. Tutaj wchodzą w związki, którym stabilizacja raczej nie grozi. Ostro piją, gdy mają za co, po awanturach często lądują w areszcie, ale skandynawska droga na dno wydaje im się atrakcyjniejsza od polskiej. /…/ Pochodzą z różnych środowisk, ale ich status społeczny sprzed emigracji nie ma znaczenia; poeta Robek (jeden z autorów pracy konkursowej – dop. Red.) tak opisuje emigranckie kariery: „Jest tu wiele elementu/ różnego autoramentu profesorów, dyrektorów/ elektryków i magików a panie ekonomistki / robią tutaj za artystki a panowie biznesmeni/ w fabrykach są zatrudnieni”. Nieliczni, którym się w tych fabrykach powiodło, próbują robić interesy w kraju. Mówią o sobie, że się rozkraczyli: jedną nogą są w Polsce, drugą w Skandynawii, a członka moczą w Bałtyku. To niewygodna pozycja, interesy idą opornie, jednak wielu ciągle ma nadzieję, że im się powiedzie. Bo korzeniami tkwią w Polsce, ale ani tam ani na emigracji nie potrafią się odnaleźć.

Samotność na emigracji ma więc różne twarze. A każda z nich jest rozgoryczeniem. Bez względu na wiek i na stan zdrowia.  

NGP

Lämna ett svar

Din e-postadress kommer inte publiceras. Obligatoriska fält är märkta *

Created with Visual Composer