BYDGOSZCZ 2025: Kwiecień. Gdy wielkanocne biją dzwony (7)
Nadeszła Wielkanoc 1920 roku, która przypadała 4 i 5 kwietnia, i zgodnie z chrześcijańską tradycją obchodzona była uroczyście. ”Dziennik Bydgoski” (nr 78) pisał refleksyjnie:
Gdy w roku ubiegłym dzwony wielkanocne w wolnej już Polsce tryumfalnem odezwały się biciem, my jeszcze dźwigaliśmy jarzmo niewoli. Dziś po raz pierwszy jako wolne Polski dzieci obchodzimy święto Zmartwychwstania. Zmartwychwstała Ojczyzna nasza z grobu wiekowej niewoli. Patrzymy na ten cud i sprawy sobie nie zdajemy z jego doniosłości. Jeżeli w chwili radosnych uniesień dziękować Bogu będziemy za łaskę, jakiej naród nasz doznał, wtedy pomnijmy ma to, aby zmartwychwstanie to trwałem było, abyśmy po raz wtóry Ojczyzny do grobu nie złożyli…
Natomiast p. Stefania Tuchołkowa, redaktorka gazety i bydgoska literatka, powitała wielkie święto wierszem pt ”Resurrekturi”:
…Pan nas już wywiódł z okowów niewoli,
Już kres położył narodu niewoli,
I tak, jak Chrystus ongi z grobu cieśni
Powstał w dzień trzeci, tak z wiekowej pieśni
Nadszedł dla Polski także dzień świtania.
O! bądźmyż godni tego zmartwychwstania.
O! myśmy teraz już nie ”morituri”,
Dziś wraz z Chrystusem my – ”resurrecturi”!
Na Wielkanoc panowała w Bydgoszczy piękna pogoda, w pierwszy dzień wręcz wiosenna, dopiero w poniedziałek spadł dość ulewny, ale ciepły deszcz. Na placu Wolności koncertowała orkiestra wojskowa. Niektórzy bydgoszczanie wybrali się na podmiejskie spacery i wycieczki. Restauracja w lesie Smukały, najmilsza miejscowość wycieczkowa Bydgoszczy, około 20 min. kolejką z dworca małej kolejki Okola-Mały Wilczak, za dobre jedzenie i trunki ręczy, ładnie umeblowane pokoje z stołowaniem – ogłaszali się nowi gospodarze Ziółkowski i Rosenkranz. Otwarto też oberżę w Myślęcinku, którą prowadził Walenty Kujawski, z rodziny znanych restauratorów. Pierwsza Wielkopolska Żegluga przy ul. Hermana Frankgo zapraszała na wycieczki parowcami w pierwsze i drugie święto. Do Chełmna kursował statek ”Dąbrowski”, do Ostromecka – ”Naczelnik”, a do Brdyujścia motorowiec ”Kujawiak”. Zapowiadano zabawy z tańcami.
Bydgoszcz rozszerzyła właśnie swoje granice przez przyłączenie rozległych przedmieść. 1 kwietnia – zgodnie z rozporządzeniem Ministerstwa b. Dzielnicy Pruskiej – wcielono do miasta 18 gmin, których wykaz obejmował nazwy polskie i niemieckie: Szwederowo (Schwedenhöhe), Okole (Schleusenau), Wilczak (Prinzenthal), Bielice (Neu-Belitz), Rupienicę (Schöndorf), Małe Bartodzieje (Klein–Bartelsee) i Wielkie Bartodzieje (Gross–Bartelsee), Szretery (Schröttersdorf), Bielawki (Bielefeld), Małe Kapuściska (Hohenholm), Wielkie Kapuściska (Karls-dorf) i Kapuściska (Schönhagen), Ściersko (Brahnau), Fordonek (Deutsch–Fordon), Czyżkówko (Jägershof), Jachcice (Jagdschütz), Miedzyń (Schleusendorf) oraz Biedaszkowo (Müllersdorf). Przyłączone do Bydgoszczy przedmieścia – jak pisano – liczą przeszło 40.000 mieszkańców, mają 1 mln marek długu i 6 mln marek majątku. Miasto nad Brdą stawało się rozległym i ważnym ośrodkiem życia gospodarczego w regionie nadnoteckim. Ministerstwo ustaliło też – w swym ”Dzienniku Urzędowym” (nr 18 z 20.IV.1920 r.) nowe nazwy polskie i poprawną pisownię miejscowości powiatu bydgoskiego, bądź przywróciło formalnie dawniejsze nazwy polskie. Na przykład: Skrzetusko zamiast Szretery, Czersko Polskie zamiast Ściersko, Prądy a nie Prondy, Mąkowarsko – nie Monkowarsko, Glinki zamiast Neu Glinka, Smukała – nie Mühlthal, Przyłubie a nie Przyłubie Niemieckie (Weichselthal), Bocianowo a nie Brenkenhof, Chmielniki a nie Hopfengarten, Koronowo a nie Crone a.d. Brahe itd, itp. Miało to położyć kres przedłużającemu się używaniu dwu nazw, bądź nieprawidłowemu ich pisaniu (np Aleksandrowo – Alexandrowo, Byszewo – Byschewo).
Proces polonizacji w handlu i usługach przebiegał powoli i systematycznie, zachowując kurtuazyjne formy. … Od pana Bansmanna nabyliśmy drogą kupna i takową [kawiarnię] pod firmą kawiarni Bristol dalej prowadzić będziemy. Prosimy niniejszym, aby darowane zaufanie p. Bansmannowi także i na nas Szanowna Publiczność przelać zechciała. Zarazem pozwalamy sobie donieść, że do dotychczasowych ubikacyi kawiarni dobraliśmy dalsze ubikacye, aby lokal ten powiększyć i w jak najnobliwszym stylu obecnego czasu urządzić. Zawiadamiali ”z poważaniem” Antoni Kowaliński i Jan Stepanek. Przeto: ”Kronprinz” est morte! Vive le ”Bristol”! ”Otwarcie interesu” oznajmiał Jan Cisewski, który 3 kwietnia, o godz. 6 wieczorem, otworzył winiarnię przy Starym Rynku 17, nabytą od Hermana Krausego. ”Grand Café” po dawn. Rheingold przy ul. Ja-giellońskiej 12 otwarto dnia 3 kwietnia. Okres wielkanocny był korzystny dla otwierania interesów. Nawet mistrz Roman Chybicki pierwszy Polak w zawodzie kominiarskim nie lękał się rozpocząć pracy w Prima Aprilis.
”Dziennik Bydgoski” żył jeszcze wspomnieniem imienin Józefa Hal-lera, cieszącego się olbrzymim mirem w Wielkopolsce i na Pomorzu. Pisano, że generał otrzymał w prezencie od ”murmańczyków” białego niedźwiedzia polarnego przywiezionego z Rosji. ”Baśka” – takie jego imię – złowiona została na Nowej Ziemi na Oceanie Lodowatym i miała zaszczyt defilować na pl. Saskim w Warszawie przed Naczelnikiem Państwa i gen. Hallerem, jako żywa pułkowa maskotka. Niestety, pod Modlinem gdy wyswobodziwszy się z obroży poszła kąpać się w Narwi, została widłami zabita przez chłopa. Teraz skórę wypchano i ofiarowano ”błękitnemu generałowi”. Podarunek miły, chociaż miś już martwy.
Podziwiać należy ofiarność społeczeństwa bydgoskiego, które wręcz niezmordowanie organizowało zbiórki pieniężne. A to na biedotę bydgoską, a to na wojsko polskie, na plebiscyt na Cieszyńskim i Górnym Śląsku, na kościół szwederowski, na święcone na froncie…. Kiedy zaczęto zbiórkę datków na Skarb Narodowy w oddziale bydgoskim Polskiej Krajowej Kasy Pożyczkowej (będącej bankiem emisyjnym), posypały się hojne darowizny: Stanisław Borna z Fordonu 62 sztuki monet srebrnych i miedzianych, hr. Cecylia Morstinowa z Strzelewa 140 mk złotem, 51 srebrem i stare monety złote, Władysław Putercak z Bydgoszczy 20 mk złotych, Gabriel Marian Pawlak – pozłacana papierośnica i 3 sztuki złomu srebra, Henryk Kaszubowski z Bydgoszczy 500 mk złotych, 500 srebrnych, Józef Zawitaj 25 kg miedzi, ks. Paluchowski proboszcz w Wierzchucinie 200 mk złotych, ks. radca Juliusz Schmidt z Fordonu 300 mk złotych i 15 srebrnych… Gdy Ojczyzna w potrzebie ofiarności nie było końca. Niepodległość trzeba było teraz oprzeć na solidnym fundamencie ekonomicznym.
Siła nabywcza marki polskiej spadała, ale pocieszano rodaków wyliczeniami – 14 kwietnia w ”Dzienniku” – że Polska jest najmniej obdłużonym państwem w Europie. W przeliczeniu na głowę ludności (wedle starej waluty) czołowe miejsca zajmowały Rosja – 10.004,70 mk, Niemcy (bez odszkodowań) 2.683,66 mk, Anglia 5.478,25 mk, gdy Polska ma tylko 381,80 marek. Kiedy w mieście zabrakło drobnych pieniędzy, zaradzono temu: magistrat emitował znaczki po 10 i 50 fenygów oraz bilety losowe 5 i 20–markowe w dwóch językach – polskim i niemieckim. Stanowią one teraz nie lada rarytas dla zbieraczy bydgostianów.
Wydrukowano po raz pierwszy szczegółowy rozkład jazdy pociągów, zwany ”spisem”. Obejmujący trasy Bydgoszcz – Inowrocław (przystanki Trzcińce, Chmielniki, Nowa Wieświelka, Złotniki, Jaksice), Bydgoszcz – Toruń (przystanki Kapuścisko Małe, Czersk Polski, Solec, Przyłubie Kraińskie, Cierpice, Kluczyk) oraz do Miasteczka, Kowalewa, Murowańca, Nakła i Chojnic. Informacje podawano posługując się niemieckimi skrótami ”Abf.” i ”Ank.” czyli odjazd i przyjazd.
Z Bydgoszczy do Torunia jechało się 86 minut (dzisiaj o połowę mniej) wagonami klas II, III i IV. Przypomnijmy, że istniały cztery klasy (pierwsza w dalekobieżnych pociągach), ta ostatnia stale zatłoczona pankunkami, koszami, drobiem, właściwie bez miejsc siedzących. Dopiero w latach trzydziestych zrezygnowano z klasy IV, pozostawiając trzy. A od 1956 roku PKP wprowadziły – zgodnie z umowami międzynarodowymi – tylko dwie klasy.
Początek kwietnia zaczął się od strajków na kolei i na poczcie. Koło Kolejowców Polskich wydało odezwę, w której czytamy: Urzędnicy niemieccy wszędzie rzucili pracę , aby pójść za głosem Berlina i przenieść się do Niemiec i wobec braku odpowiedniej liczby wyszkolonych urzędników polskich wywołać zamieszanie, zastój w ruchu pocztowym i kolejowym. W sądownictwie postąpili podobnie. Apelowano o 12–godzinną pracę, i dłużej, jeśli wymaga tego dobro publiczne. I dzięki temu nie udało się zatrzymać kolei żelaznych w okręgu nadnoteckim, aczkolwiek opóźnienia były nieuchronne. To było pierwsze poważne starcie między Polską a niemieckimi urzędnikami.
”Dziennik Bydgoski”, walczący z niemczyzną, potrafił też protestować, gdy dokonywano tego krzywdząco. Kiedy władze szkolne wypowie-działy pracę trzem Niemcom – Marwitzowi, Reddinowi i Bobkemu w ewangelickim seminarium nauczycielskim, 9 kwietnia napisał: Nie mamy specjalnego powodu ujmować się za nauczycielami niemieckimi, ale chcielibyśmy, aby w Polsce rządzono się zawsze i wszędzie sprawiedliwością i poczuciem tego, co jest godziwe a co nie. W tym wypadku postępowanie władz szkolnych jest bez potrzeby tak szorstkie i surowe, że zgodzić się nie możemy na nie. Czy argumenty te trafiały do przekonania rodakom – nie wiadomo, gdyż anse antyniemieckie były zapiekłe.
Wszystko nieustannie drożało i występowały braki towarów. Opłaty za telegramy zdrożały – od 1 kwietnia – o 100 %, opłaty pocztowe inne – od 15 kwietnia – także o 100 %. Kolejowe i tramwajowe bilety: niedawno ich cenę podniesiono. Coraz trudniej wiązano koniec z końcem w skromnych rodzinach pracowniczych. Na wiecu NSR w Domu Polskim żądano najsurowszego karania paskarzy. I uchwalono: żądamy od rządu, aby bez-względnie stosował uchwałę sejmową, domagającą się kary śmierci dla tych pijawek dobra publicznego i śmiercią karał paskarzy, którym udowodniono lub schwytano na paskarstwie. Jednak czy najsurowsze kary mogły zapełnić puste półki sklepowe?
”Dziennik Bydgoski”, mieszczący się przy ul. Dziedzińcowej 3 (od Hofstrasse), a następnie – po zmianie nazwy na ul. Jana Kaźmierza, poszukiwał elewa redakcyjnego biegłego w języku polskim na wysoką pensję. Pani Stefania Tuchołkowa (do 31 marca) odpowiadająca za redakcję, przekazała 1 kwietnia tę funkcję Janowi Tesce, wydawcy gazety. Brakowało ciągle papieru i dziennik musiał go pożyczać w lepiej zaopatrzonym wydawnictwie ”Ostdeutsche Rundschau”, zmieniał się format raz o 1/3 mniejszy, raz węższy. Na domiar złego ceny surowca, jakim był papier, katastrofalnie rosły: do 1 kwietnia wagon papieru rotacyjnego kosztował już 100.000 mk, do niedawna 60.000, a gazetowego w arkuszach nawet 110.000 mk (zwyżka cen w krótkim czasie o 4.900 %!). I jeśli tak dalej pójdzie gazeta stanie się artykułem zbytku!
Życie codzienne, sądząc z wiadomości potocznych, nie było pozbawione ciemnych stron.
* Pewnemu człowiekowi z Bydgoszczy skradziono na Starym Rynku z kieszeni żakieta 11.000 mk gotówką.
* Aresztowany został handlarz Braun z Bydgoszczy, który swej służącej zegarek bransoletowy i 80 mk pieniędzy ukradł. Przy aresztowaniu hałasował i opór stawiał. Za pomocą żołnierzy zdołano go do aresztu odstawić.
* Niewierną służącą jest Antonina Elikowska. Skradła ona swemu państwu z zamkniętego bufetu większą ilość klejnotów srebrnych oraz monet w wartości ogólnej 10.800 mk…
* Z więzienia sądowego wyłamał się dzisiaj w nocy znany włamywacz Brunon Wenzel, zwący się Waldi Bieliński. Z zawodu robotnik, lat 25, 1,5 mtr wysokości, wąs po angielsku przystrzyżony, włosy ciemno–blond, ma wielką bliznę od operacji na gardle, dwa złote zęby. Ktoby niebezpiecznego włamywacza spostrzegł, niech policji doniesie. Ów przestępca wykazał się pomysłowością. Żelazną nogą od łóżka przebił gruby mur aresztu przy ul. Nowodworskiej i szczeliną wydostał się, opuszczając z drugiego piętra.
* Porywczość charakteru bywała przyczyną zbrodni. Przyaresztowany został właściciel domu Semański z Okola, który w kłótni ze swoim lokatorem palaczem lokomotyw Olkiewiczem uderzył tegoż kłonicą w głowę i rękę, tak że Olkiewicz upadł bez przytomności i nie odzyskawszy jej więcej, zmarł wskutek wstrząśnienia mózgu.
Drzewa owocowe już kwitnąć zaczynają, zieleń zdobi całą przyrodę, nawet słabe zasiewy ozime przychodzą do siebie – pisano. A więc porzućmy przestępstwa i zbrodnie i innymi zajmijmy się sprawami. Prezydent Jan Maciaszek przypomniał, że – zgodnie z rozporządzeniem Wojewody Poznańskiego – prawa urzędów stanu cywilnego nie zostały zniesione. Z tego powodu ważności nie posiadają śluby tylko kościelnie zawarte, nakłaniając nowożeńców do legalizacji prawnej. Natomiast Edmund, kardynał–arcybiskup gnieźnieńsko–poznański czyli ks. Prymas Dalbor powiadamiał wiernych, że w litanii do Matki Bożej, za zgodą Kongregacji św. Obrządków w Watykanie, dozwala się, po wezwaniu ”Królowo Pokoju”, także słowa Królowo Korony Polskiej. Jej opieka i wstawiennictwo potrzebne były krajowi, szczególnie w trudnych miesiącach 1920 roku.
Nie wszyscy bydgoszczanie to katolicy. Nie tylko Niemcy należeli do gmin protestanckich, o czym świadczy notatka, że pierwsze polskie nabożeństwo dla wojska i osób wyznania ewangelicko–augsburskiego (ok. 1.000 uczestników) odprawiono w kościele przy ul. Ogrodowej, w pierwsze święto Wielkiej Nocy. Podniosłe kazanie wygłosił ks. pastor Kotula, przypominając iż zbór istnieje 250 lat i wreszcie prowadzi pracę duszpasterską w wolnej Ojczyźnie.
Miejski Teatr Polski – taką obecnie lansowano nazwę – pod dyr. Ludwika Dybizbańskiego, od 17 kwietnia występował już codziennie w Bydgoszczy, znajdując stałą siedzibę w pięknym gmachu secesyjnym przy pl. Teatralnym. Określenie ”Miejski” – jak twierdzą historycy – przyjęto samowolnie, gdyż magistrat nie zawarł z Dybizbańskim i jego trupą żadnej umowy i faktycznie teatr podlegał nadal Ministerstwu b. Dzielnicy Pruskiej. Na scenie powtarzano przedstawienia ze starego repertuaru i przygotowano dwie nowe premiery: ”Odrodzenie” Franza Schönthana i ”Ułani Księcia Józefa” Ludwika Śliwińskiego. O tej ostatniej sztuce w superlatywach rozpisywał się ”Dziennik”.
Z kin wymieńmy jedynie repertuar Kristall-Palast: ”Wyścigi” awantura detektywna na zielonej murawie, 4 akty oraz ”Gdy trzech jedną kocha” – krotochwila w 3 aktach; ”Lalka czarta” wielki dramat reż. Hansa Gansa i komedia ”Diabełek” plus osobisty występ indyjskiego fakira Mr. Higgsa (trzy atrakcje na jednym posiedzeniu); ”Carmen” według opery Bizeta z Polą Negri , ”Szulerzy” dramat sensacyjny i ”Ottchen zdolny do wszystkiego”; ”Córka Madame Debussier” tragedia z życia, plus ”Mały gałgan” dwuaktowa komedia; ”Dusiciel świata” awanturniczy film z Maxem Landą i Hanni Weisse oraz ”Zaręczyny na desce do prasowania”; ”Zemsta”, ”Kochajcie mężczyzn”, ”Bobisia awantura kąpielowa”; ”Wiosna i śmierć” i komedia z Lią Lay ”Nareszcie sam”. Strawa duchowa różnej wartości, ale z pewnością zabawna.
Mniej zabawna wydawała się rodzicom, którzy zwołali 19 kwietnia wiec w Domu Polskim w trosce o moralne wychowanie młodzieży. Burzliwym obradom przewodniczył – w imieniu Towarzystwa Przyjaciół Młodzieży – prezes ks. admin. Leon Płotka. Mówiono głównie o ujemnym wpływie ”teatrów iluzyjnych” na młode pokolenie. Przemawiali m.in. pp. Doberstein, Juraszek, panie Noak i Hocheisel, ks. wik. Kukułka. Inż. Gruszczyński żądał utrzymania kordonu, aby zaraza z Kongresówki do nas się nie dostała, z wyraźnymi akcentami antysemickimi. Głos zabrał też inspektor szkolny Paweł Rubenau. Wzburzeni rodzice uchwalili rezolucję wzywającą ministerstwo i wojewodę do zwalczania niemoralności szerzonej przez wystawianie gorszących filmów kinematograficznych i widokówek w handlu i oknach wystawnych. A także – co oddaje stan ówczesnej umysłowości i obyczajowości mieszczaństwa – wiecownicy proszą pana prezydenta Bydgoszczy o usunięcie bezwstydnej statuy obok teatru miejskiego, ponieważ tem się gorszą dorośli, a przede wszystkim młodzież nasza. Równocześnie proszą także pana prezydenta, aby wstawił się w odpowiedniej instancji o pousuwanie różnych posągów z gmachów publicznych.
Posąg zgrabnej Łuczniczki, dłuta prof. Ferdynanda Lepckego, znalazł się w niebezpieczeństwie. A może należało ją – jak niegdyś czyniono z aniołkami i amorkami w dobie średniowiecza – przykryć liściem figowym w odpowiednich miejscach?
Jerzy Nowakowski
cdn
Z książki Wydawnictwa Polonica ”Pamiętny rok 1920 w Bydgoszczy” 1996
